Nie chcąc
budzić domowników, najciszej jak mogłam, weszłam do domu. Gdy
tylko przekroczyłam próg, usłyszałam dochodzące z salonu dźwięki
„Przyjaciół” - ulubionego serialu większości Anglików w tym
Lucy. Ściągnęłam baleriny i na palcach podeszłam do kanapy, na
której spała kobieta. Uznałam, że pewnie czekała na mój powrót,
dlatego lekko ją szturchnęłam.
- Co? Co się
dziej? - Lucy otworzyła zaspane powieki.
- To ja.
Wróciłam – powiedziałam szeptem.
- Tak? To
dobrze – kobieta wyłączyła telewizję i na wpół przytomna
przeniosła się do sypialni.
Ja tymczasem
poszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę soku pomarańczowego.
Stanęłam przy marmurowym blacie i zagapiłam się w ciemność za
oknem. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli, ale wszystkie
dotyczyły tego samego.
Oprzytomniałam
dopiero, gdy usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Spojrzałam
na zegarek wiszący obok lodówki. Było wpół do dwunastej. Stałam
tak prawie pół godziny. Na blat odstawiłam wciąż jeszcze pełną
szklankę i z kieszeni ramoneski wyciągnęłam telefon. Kto o tej
porze mógł do mnie napisać? Wiadomość była od Ellie:
Coś
ty zrobiła Louisowi?!
No
tak. Jeszcze on. Szybko odpisałam:
Długa
historia. Jutro ci opowiem
i wyłączyłam
telefon, bo wiedziałam, że nie wytrzyma do jutra i zadzwoni.
Dopiłam sok i zmęczona powlokłam się do pokoju. Ostatkiem sił
przebrałam się w niebieską piżamę i padłam na łóżko.
*
- Nina!
Wstawaj! - od dłuższego czasu ktoś próbował mnie obudzić, ale
ja zakryłam głowę poduszkami i coraz głębiej zakopywałam się w
kołdrę. - Dobra! Koniec! - kołdra w brutalny sposób została
zrzucona z moich nóg. Wściekła otworzyłam oczy. Nade mną stała
mocno pomalowana blondynka ubrana cała na czarno i trzymająca moją
kołdrę.
- Ellie? Co ty
tu robisz? - leniwie usiadłam na łóżku i ze zdziwieniem
wpatrywałam się w koleżankę.
- No nareszcie
księżniczka wstała! Ile można spać? Już prawie jedenasta.
Zresztą nie ważne. Ubieraj się i idziemy.
- Poczekaj,
muszę zjeść śniadanie.
- Śniadanie
zjesz ze mną. Nie wytrzymam dłużej. Musisz mi powiedzieć co się
wczoraj stało. Szykuj się. Czekam na dole.
Ellie wyszła,
a ja wciąż zaspana podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej
pierwsze co wpadło mi w ręce. Włosy związałam w niedbały koczek
i poszłam do łazienki. Twarz ochlapałam zimną wodą i od razu
oprzytomniałam. Schodząc na dół słyszałam piskliwy głos
blondynki i śmiech Kevina.
- Możemy iść
– powiedziałam, wchodząc do salonu.
- Super!
Kevin, następnym razem dokończymy – Ellie wstała z kanapy.
Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i wyszłyśmy z domu.
- To teraz
gdzie? - spytałam, czując jak mój żołądek domaga się jedzenia.
- Starbucks –
zarządziła dziewczyna, a ja nie miałam siły z nią dyskutować.
Przeszłyśmy
około 400 metrów i weszłyśmy do dużej, przestronnej kawiarni,
jak zwykle, pełnej ludzi. Dopadłyśmy ostatniego wolnego stolika i
rozsiadłyśmy się w wygodnych kanapach.
- Co podać? -
podeszła do nas młoda kelnerka.
- Dwa
croissanty, latte i podwójne espresso – wyrecytowała sprawczyni
całego zamieszania, a mój brzuch w odpowiedzi zaburczał z głodu.
Gdy tylko
dostałyśmy nasze zamówienie, Ellie od razu zaczęła temat Louisa.
- To teraz
opowiadaj – powiedziała z filiżanką espresso w dłoni.
- Najpierw
muszę się najeść – wgryzłam się w rogalika, nie zważając na
minę koleżanki. - Dobrze. Już mogę mówić – spokojnie
powiedziałam, gdy śniadanie popijałam kawą.
- W końcu –
Ellie odetchnęła z wyraźną irytacją.
- Wczoraj jak
zawsze wracałam z Louisem – rozpoczęłam opowieść, oblizując
usta z okruszków i resztek mleka. - Wszystko było dobrze, dopóki
nie zatrzymaliśmy się pod domem. Wiesz, że traktuję go jak
przyjaciela i nie chcę nic więcej, a tu on zaczyna mnie całować.
- Jak słodko.
Przepraszam, kontynuuj – zamilkła, widząc moją minę.
- Szybko
uciekłam do domu, ale zanim weszłam umówił się ze mną na
szóstą. Nie chciało mi się wymyślać bezsensownych wymówek,
więc się zgodziłam. Ale potem zapomniałam o tym spotkaniu i
wyszłam.
- Jak mogłaś
zapomnieć o randce z takim przystojniakiem? - Ellie zupełnie mnie
nie rozumiała.
- Byłam
bardziej zajęta – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się na
wspomnienie wczorajszego wieczoru.
- Co może być
ważniejsze niż spotkanie z takim chłopakiem?
- Inne
spotkanie – powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
- Co mówisz?
- Nic, nic.
- I tak
słyszałam.
- To po co
pytasz?
- Odruch. Z
kim się spotkałaś? - blondynkę zżerała ciekawość.
- Z nikim
ważnym – wiedziałam, że tak łatwo jej nie spławię, ale cały
czas wahałam się czy powiedzieć prawdę.
- Przestań
gadać takie bzdury. Konkretnie kto to był.
- Taki Ed. Nie
znasz – w sumie nie wiedziałam czy go zna, więc prawie nie
skłamałam.
- Przypominam,
że twoje życie towarzyskie istnieje dzięki mnie, więc znam
wszystkich twoich znajomych – prawie miała rację, oprócz tego
jednego, a właściwie już dwóch wyjątków.
- Ale jego
poznałam sama. Zgubiłam się, a on pomógł mi trafić do domu. A
wczoraj zaprosił mnie na pizzę jako nagrodę za pomoc –
powiedziałam prawdę.
- Twoja
wypowiedź nie ma najmniejszego sensu, ale udam, że ci wierzę. Co
jeszcze robiłaś z tym Ed'em?
- Nic. Dał mi
numer telefonu, gdybym chciała iść z nim w piątek na imprezę.
- A chociaż
fajny ten chłopak, skoro poświęciłaś dla niego Louisa?
- Bardzo –
moja mina ostatecznie ją przekonała.
- To się nie
zastanawiaj, tylko dzwoń do niego. Ale nie teraz, żeby nie
pomyślał, że ci zależy. Najlepiej zadzwoń do niego we wtorek. A
dzisiaj telefon do Louisa. Przecież musisz mu to wytłumaczyć.
- Tak, wiem –
nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę z nim.
- To ja cię
już dłużej nie trzymam. Pa – dopiła kawę i uciekła,
zostawiając na stoliku pieniądze.
Ja również
dopiłam kawę, zapłaciłam i wyszłam. Bardzo wolnym krokiem
wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Wiedziałam, że
muszę pogadać z Louisem, ale nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
„Im szybciej to zrobisz, tym szybciej będziesz to miała z głowy”
- podpowiedział mi głos w głowie i wykręciłam numer.
- Halo? -
usłyszałam w słuchawce głos chłopaka.
- Cześć,
Louis. To ja, Nina – głośno przełknęłam ślinę.
- A tak –
nie brzmiał na zadowolonego. Nie mogłam się dziwić. - Czego
chcesz?
- Pogadać.
Chcę ci to wszystko wytłumaczyć.
- Ale tu nie
ma czego wyjaśniać – odpowiedział sucho.
- Louis,
proszę – powiedziałam najmilej jak mogłam.
- Dobrze. O
drugiej w parku obok ciebie.
- Super! -
odparłam i się rozłączyłam. Miałam jeszcze dwie godziny na
przygotowanie sobie świetnej mowy.
*
Wolnym krokiem
szłam w umówionym kierunku. Im bliżej byłam, tym mój żołądek
coraz bardziej się ściskał. Nie wiedziałam właściwie, dlaczego
aż tak się denerwuję, ale gdy zobaczyłam Louisa stanęłam jak
sparaliżowana. Przez chwilę rozważałam opcję ucieczki, ale to
byłby już drugi raz, kiedy bym nie przyszła, dlatego zrezygnowałam
z tego pomysłu. Spowalniając każdy krok stawiany na kamienistej
alejce, podeszłam do chłopaka.
- Cześć –
przywitałam się niepewnie.
- Cześć.
Przejdziemy się? - zaproponował Louis.
- Chętnie –
byłam wdzięczna, że nie będę musiała tłumaczyć się na
siedząco. To byłoby jeszcze bardziej stresujące.
Po kilku
minutach niezręcznej ciszy odezwałam się w końcu.
- Słuchaj, to
nie jest tak jak myślisz – zaczęłam dosyć nieporadnie.
- Ja nic nie
myślę – chłopak miał wzrok wbity w ziemię.
- Wiem jak to
zabrzmi, ale ja po prostu zapomniałam o naszym spotkaniu i...
- I wyszłaś
z bardzo miłym młodym człowiekiem – powiedział ze smutkiem,
naśladując głos Lucy. - Powiedz mi, co zrobiłem źle? Czy to moja
wina, że się w tobie zakochałem? - na takie wyznania nie byłam
przygotowana. - Przecież jesteś śliczną i inteligentną
dziewczyną, i nie mnie jednemu się podobasz – tego już było za
dużo.
- Louis, tu
nie chodzi o ciebie – musiałam przerwać jego monolog. - To moja
wina. Ja nie jestem jeszcze gotowa.
- Po prostu
przyznaj, że jest ktoś inny. Zrozumiem – jego głos nabrał
żałosnego brzmienia.
- Nie, to
znaczy poniekąd, ale właściwie to...
Nie wiem co
mnie opętało w tamtej chwili, ale mocno przytuliłam się do
blondyna, nie pozwalając mu nawet na oddech. Louis zaskoczony moim
nagłym przypływem uczuć, stanął jak wryty, ale po chwili on
także mnie objął. Poczułam, że wszystko się ułoży.
- Nie chcę,
żeby między nami się coś zmieniło – spojrzałam chłopakowi w
oczy, co było niezwykle trudne, gdyż był ode mnie o jakieś
dwadzieścia centymetrów wyższy, a ja wciąż się do niego
tuliłam.
- Dobra,
powiedz to – Louis głośno westchnął.
- Ale co? -
nie rozumiałam o co mu chodzi.
- To najgorsze
zdanie, które można powiedzieć po rozstaniu – usłyszawszy to,
zachciało mi się śmiać, ale uznałam, że nie jest to
najodpowiedniejsza chwila, więc grzecznie wykonałam polecenie
blondyna.
- Louis,
zostańmy przyjaciółmi – nie wytrzymałam dłużej i wybuchnęłam
głośnym śmiechem, a chłopak dołączył do mnie.
Staliśmy tak
na środku alejki, pośród wypuszczających pierwsze liście drzew i
śmialiśmy się jak naćpani, ale wiedziałam, że tak właśnie
powinno być. Potrzebowałam przyjaciela nie chłopaka.
*
„Zadzwonić,
nie zadzwonić. Zadzwonić, nie zadzwonić”. We wtorkowe popołudnie
siedziałam na łóżku i przerzucałam telefon z jednej ręki do
drugiej. Moje życie powoli wracało do normy, a ja znowu musiałam
nim zachwiać. Przepisałam numer z karteczki, leżącej na moich
kolanach i odłożyłam telefon na szafkę nocną. Pilotem włączyłam
muzykę i położyłam się na stercie poduszek. Z głośników
popłynęło „Tenerife Sea”. Śpiewałam najgłośniej jak
mogłam, ale myślałam o Louisie. Niby było normalnie. Odprowadzał
mnie do domu, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, nawet w niedzielę
byliśmy w kinie, ale czułam między nami pewną barierę. Miałam
nadzieję, że to chwilowe i że szybko minie. Próbując nie myśleć,
wśpiewywałam się już w kolejną piosenkę. Na refrenie uwolniłam
wszystkie emocje, które się we mnie zgromadziły i wykrzyczałam
ostatni wers „Lies everything you are”. Czując ulgę, zamknęłam
oczy i próbowałam się zdrzemnąć. Z otępienia wyrwał mnie
telefon. MAMA – zobaczyłam na wyświetlaczu. Szybko odebrałam,
ściszając przy okazji muzykę. Bardzo za nią tęskniłam i
cieszyłam się z każdej rozmowy, ale nie byłam z nią do końca
szczera. Nie powiedziałam jej o Edzie i problemie z Louisem. Pewnie,
gdyby była przy mnie, o wszystkim by wiedziała, tak jak zawsze, ale
teraz musiałabym jej wszystko tłumaczyć, a na to nie było czasu.
Wolałam ominąć te informacje.
- Cześć
córcia – usłyszałam ciepły głos. - Jak ci tam?
- Bardzo
dobrze, ale nie tak jak w domu.
- Mam nadzieję
– zaśmiałyśmy się obie. - Jakieś zmiany przez ten miesiąc?
- Nie, tylko
nauka i ewentualnie spotkania z Ellie albo Louisem. Ogólna nuda –
znowu skłamałam. - A co u ciebie?
- Też bez
zmian. Mozart za tobą tęskni, zresztą tak samo jak ja, ale skoro
wszystko w porządku to nie przedłużam, bo będziesz musiała
doładować telefon. Kocham cię, za dwa miesiące się zobaczymy –
głos mamy załamał się, dlatego szybko skończyła rozmowę.
- Ja też cię
kocham. Buziaczki – wcisnęłam czerwoną słuchawkę i zamyśliłam
się na chwilę. Jak tak dalej pójdzie, to po powrocie nie będę tą
samą siedemnastolatką, którą byłam jeszcze miesiąc temu. I nie
myśląc dłużej, wybrałam numer Ed'a.
- Cześć,
Nina – usłyszałam po drugiej stronie.
- Skąd
wiedziałeś, że to ja? - spytałam zdziwiona.
- Przeczucie.
Chciałaś powiedzieć, że pójdziesz, ze mną na imprezę, prawda?
- Tak –
właściwie nie musiałam nic mówić, on i tak wszystko wiedział.
- Super!
Wiedziałem, że się zdecydujesz. Mój nieodparty urok osobisty
zadziałał – zaśmiałam się, ale nie wiedziałam czy naprawdę
tak myśli, czy tylko żartuje. - Może spotkamy się jutro? Co ty na
to?
- Chętnie –
odpowiedziałam wciąż nieco skołowana.
- Do której
masz lekcje? - krótko i rzeczowo.
- Do trzeciej.
- Podjadę po
ciebie. Wyślij mi adres szkoły sms'em. Okej?
- Okej.
- To do jutra.
- Pa.
Cała rozmowa
trwała nie więcej niż pół minuty, a tyle się wydarzyło.
Siedziałam na łóżku z komórką w ręku i fioletową poduszką na
kolanach, nie mogąc się ruszyć. To było najdziwniejsza rozmowa,
jaką przeprowadziłam. Gdy już się nieco ogarnęłam, wysłałam
mu sms'a z adresem i zeszłam na kolację.
- Wrócę
jutro później – poinformowałam pomiędzy kęsami przepysznej
zapiekanki.
- Czyli o
której? - spytał Paul.
- Tego nie
wiem, ale pewnie jakoś wieczorem.
- A gdzie
idziesz? - wtrącił się Kevin.
- Umówiłam
się ze znajomym. Lucy, poznałaś Ed'a – zwróciłam się do
kobiety nalewającej mi właśnie sok pomarańczowy.
- A tak.
Pewnie, idź, ale wróć przed dziesiątą, bo szkoła – Lucy
puściła do mnie oczko.
Wiedziałam, że
się zgodzą. Gorzej mogło być z imprezą, ale do niej miałam
jeszcze trochę czasu.
*
- Gdzie
jesteś? - po skończonych zajęciach, zadzwoniłam do Ed'a.
- Za szkołą.
Nie chciałem rzucać się w oczy – odpowiedział mi mężczyzna, a
ja z wypchaną torbą na ramieniu ruszyłam w podanym mi kierunku.
- Cześć –
powiedziałam wsiadając do dużego czarnego Audi. Zdecydowanie nie
miał co robić z pieniędzmi.
- Cześć –
Ed nachylił się, by dać mi buziaka.
- Gdzie
jedziemy? - zapytałam, gdy rudowłosy gwałtownie ruszał z
parkingu.
- Przykro mi,
ale najpierw musisz mi towarzyszyć w studiu, bo muszę dograć dwie
piosenki.
- Nie ma
problemu – uśmiech od rana nie schodził mi z twarzy.
- To dobrze,
bo to może trochę potrwać.
- Spokojnie,
poradzę sobie. Jestem już duża – Ed zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak, to
widzę, fajny mundurek – ironia w jego głosie trochę mnie
zdenerwowała. Nie żebym przepadała za tym granatowym strojem, ale
nikt nie miał prawa się z niego śmiać, kiedy ja w nim byłam.
- Przestań.
- Przepraszam,
nie mogłem się powstrzymać. Masz coś na przebranie? - spytał nie
odrywając wzroku od zatłoczonej jezdni.
- Nie –
chciałam sprawdzić, co teraz powie.
- Cały dzień
będziesz w TYM chodziła? - uniósł jedną brew do góry i ponownie
zlustrował mój strój. Rozbawiło mnie to, więc wybuchnęłam
śmiechem. - Żartowałaś, prawda? - potwierdziłam wijąc się ze
śmiechu. - W takim razie przebieraj się.
- Tu? -
momentalnie z mojej twarzy znikł uśmiech.
- A gdzie? Nie
idziemy na wycieczkę szkolną, tylko do studia. Przebieraj się.
- Nie.
- No proszę
cię, zmień chociaż tę spódniczkę.
Jego błagalny
ton sprawił, że wyciągnęłam z torby czarne dżinsy i zaczęłam
wykonywać nieokreślone ruchy w celu założenia spodni na siedząco.
Gdy już mi się to udało, ściągnęłam z nich plisowaną
granatowo – czarną spódniczkę w kratkę i schowałam ją do
torby.
- Świetnie.
Jesteśmy na miejscu – powiedział Ed, gdy właśnie zapięłam
zamek. Zatrzymaliśmy się przed odnowioną kamienicą. Wysiadłam z
auta i rozejrzałam się po okolicy. Na ulicy było pusto, tylko z
oddali było słychać pędzące samochody.
- Chodź już
– Rudy pociągnął mnie za rękę i wprowadził przez wielkie
drewniane drzwi do budynku. Weszliśmy na piętro i przeszliśmy
kilka metrów wąskim korytarzykiem, na końcu którego widać było
jasne światło. Niepewnie podążałam za mężczyzną, który
przekroczył próg jakiegoś pomieszczenia. Pełno tu było
przeróżnych miejsc do nagrywania solistów i zespołów. Nagle Ed
wszedł do jednego z takich pokoików, a ja za nim.
- Jestem –
krzyknął do mężczyzny siedzącego przy komputerze, ale ten nie
usłyszał, gdyż na
uszach miał
wielkie czarne słuchawki. Rudy spróbował jeszcze raz, tym razem
szarpiąc go za ramię.
- O, Ed!
Słuchałem właśnie tego co nagraliśmy rano. Jest świetne. Jeśli
teraz będziesz tak samo dobry to pół godzinki i po sprawie – za
komputerem siedział nie kto inny jak Jake.
- Dzień
dobry! - nie chciałam wyjść na niekulturalną.
-
Przyprowadziłeś Ninę, świetnie – mężczyzna obrócił się w
moją stronę, wyraźnie zadowolony. - Posłuchasz jego wypocin –
szepnął i sam się zaśmiał.
Usiadłam na
czarnej kanapie stojącej w rogu pomarańczowego pomieszczenia i
niepewnie rozglądałam się dookoła. Mnóstwo tu było kabli,
komputerów i wszystkiego na czym się nie znam. Za szybą stał już
przygotowany Ed trzymający w ręku gitarę. Jake dał mu znak i ten
zaczął grać. Nie słyszałam co śpiewa, mogłam się skupić
tylko na jego ruchach, ale to nie było najciekawsze zajęcie mojego
życia. Wyjęłam z kieszeni telefon i sprawdziłam wszystkie portale
społecznościowe na jakich byłam.
- Nudno, co
nie? - podniosłam głowę znad ekranu komórki. Obok mnie siedział
Ed.
- Już
skończyłeś – zapytałam niezbyt przytomnie.
- Czekam na
opinię Jake'a i jedziemy.
- Spokojnie,
do sprawdzenia został mi jeszcze Twitter – uśmiechnęłam się do
niego, ale telefon schowałam do kieszeni oliwkowej kurtki.
- Jest dobrze
Sheeran. Zabieraj stąd Ninę, bo dziewczyna się nudzi – puścił
do mnie oczko, a mnie zrobiło się wstyd.
- To lecimy.
Na razie Jake.
- Cześć –
pożegnałam się z blondynem.
- Piątek u
mnie pamiętajcie! - mężczyzna krzyknął, gdy byliśmy już na
dole.
- Nie
zapomniałbym – odpowiedział mu Ed i wyszliśmy na zewnątrz,
gdzie padał delikatny deszczyk.
- Teraz ty
wybierasz co robimy – usłyszałam, gdy starałam się zapiąć
pas.
- Dlaczego ja?
- takie decyzje nie były moją najmocniejszą stroną.
- Bo ja cię
zaciągnąłem tutaj – odpowiedź padła bardzo szybko.
- Ale ja nie
wiem – zrobiłam minę numer pięć oznaczającą niezdecydowanie.
- Możemy
robić cokolwiek chcesz, ale myśl szybko, bo nie wiem gdzie jechać.
- Cokolwiek
chcę? - w głowie zaświtał mi świetny pomysł.
- Tak, ale
zaczynam się bać. – powiedział niepewnie, przyglądając się
uważnie wyrazowi mojej twarzy, która coraz szerzej się uśmiechała.
- W takim
razie... Chcę robić to co ty robisz najchętniej – uśmiechnęłam
się szatańsko.
- Słucham? -
mina Ed'a wyrażała poważne zdziwienie.
- Będziemy
robić to, co lubisz robić najbardziej, cokolwiek by to było.
- Dziewczyno,
czy ty wiesz na co się decydujesz? - spytał z troską w głosie.
- Nie wiem,
ale to jest w tym najfajniejsze – cały czas szczerzyłam się
zadowolona ze swojego pomysłu.
- No dobrze,
to jedziemy do mnie -Ed skapitulował i wcisnął pedał gazu.
Ekstra, czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuń