- Jestem pewna,
że twoja historia jest tysiąc razy lepsza – powiedziałam, biorąc
do ręki fioletową poduszkę i rzucając nią prosto w twarz Eda.
- Moja
historia przebija wszystkie historie na świecie – poduszka odbiła
się od mojego ramienia i spadła na podłogę – ale to o twoją
setki dziewczyn dałoby się pokroić. No bo która z tych
„popularnych” miała takiego, jak mniemam, świetnego chłopaka,
a potem wyjechała do Anglii i spotkała jeszcze lepszego i to w
dodatku swojego idola? Czyżby żadna? - na jego twarzy zagościł
ironiczny uśmiech.
Czułam się
jak na sesji terapeutycznej, ale może właśnie tego potrzebowałam.
W końcu od miesiąca nie mogłam z nikim szczerze porozmawiać o tym
co działo się w moim życiu.
- Dzięki za
psychiczne wsparcie, ale nie zapominaj, że teraz twoja kolej.
Ed westchnął
głośno.
- Musisz
wiedzieć, że to długa opowieść, a na pewno dłuższa niż twoja.
W końcu żyję dłużej niż ty.
- Spokojnie,
postaram się nie zasnąć – uśmiechnęłam się, a rudzielec
otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale uniemożliwiałam mu to.
- Czekaj, zanim zaczniesz pójdę do łazienki. Tak w razie czego.
Ze śmiechem
zeskoczyłam z łóżka i wyszłam z pokoju. Przeszłam na drugi
koniec korytarza, po czym weszłam do jednego z moich ulubionych
pomieszczeń w domu. Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się
spodziewać po Edzie, więc na wszelki wypadek dokładnie zamknęłam
drzwi. Gdy wypełniony pęcherz nie był już moim problemem,
stanęłam przy umywalce, wpatrując się w wiszące nad nią okrągłe
lustro. Od rana nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu wyglądałam
jak pokraka, a w dodatku w ustach czułam nieprzyjemny smak.
Odrywając na chwilę wzrok od swojego odbicia, wzięłam do ręki
szczoteczkę i nałożyłam na nią pastę. W kilku szybkich ruchach
umyłam zęby, pozbywając się tym samym chociaż jednej z
negatywnych cech. Druga niestety nie do końca zależała ode mnie,
ale było mi to już obojętne. Komplementy bardzo wpływają na
samoocenę. Uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie komentarzy
mężczyzny i wyszłam z łazienki.
- O kim to? -
usłyszałam, gdy szłam w stronę pokoju.
- Co? -
zapytałam, zatrzymując się w progu.
Ed stał przy
biurku tyłem do mnie.
- No ten tekst
– odwrócił się i dopiero wtedy zauważyłam, że w dłoniach
trzyma zeszyt.
W jednej chwili
zrobiłam się cała czerwona. Dobrze wiedziałam co czyta i w
najmniejszym stopniu mi to nie odpowiadało. Niebieski zeszyt przez
wiele lat nie trafił w żadne inne ręce oprócz moich, a tu chwila
nieuwagi starczyła, żeby rudzielec się do niego dobrał. W ogóle
jakim prawem grzebał w moich rzeczach?
- Odłóż to!
- warknęłam, przybierając rozzłoszczony wyraz twarzy, pod którym
starałam się zatuszować wstyd.
Mężczyzna
natychmiast spełnił rozkaz i ze śmiechem usiadł na brzegu łóżka.
- Mama cię
nie uczyła, że nie rusza się cudzych rzeczy? - zapytałam,
zajmując swoje wcześniejsze miejsce.
- Uczyła, ale
zaciekawiło mnie co jest w zeszycie, którego okładka zapełniona
jest wspaniałymi cytatami. Chyba mnie rozumiesz.
- Nie –
pokręciłam głową.
- Nie ważne –
wzruszył ramionami. - Ważne, że to co w nim jest, jest całkiem
dobre. Tylko chciałbym wiedzieć o kim to – wlepił we mnie wzrok.
- Nie wiem co
przeczytałeś – odpowiedziałam obojętnie.
- To co
zaznaczyłaś zielono – czarnymi krzyżykami.
Usłyszawszy to
zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona i spuściłam głowę,
próbując to ukryć. Zastanawiało mnie tylko to, czy on naprawdę
był takim idiotą i myślał, że to krzyżyki.
- Zatem kim
jest ten szczęśliwiec, o którym piszesz?
Ed nie dawał
za wygraną, a ja nie mogłam mu odpowiedzieć.
- A jak
sądzisz? - starałam się nadać mojemu głosowi jak najbardziej
obojętny ton.
- Twój były
chłopak.
Uśmiechnęłam
się i wykonałam nieokreślony ruch głową, który mężczyzna
uznał za potwierdzenie i zadowolony, że zgadł, kontynuował swoją
wypowiedź.
- Najlepsze
piosenki pisze się o byłych, wiem z doświadczenia. Chociaż to
zależy kiedy. Czasem nienawidzi się kogoś tak bardzo, że nie chce
się mu poświęcać nawet jednego wersu. Różnie bywa, jeszcze
zobaczysz jakie życie może być wredne. Zaśpiewasz mi to?
Płynność z
jaką zmienił temat wytrąciła mnie z obojętnego potakiwania głową
i potrzebowałam chwili, żeby wyrazić swoją dezaprobatę dla tego
pomysłu poprzez głośny kpiący śmiech.
- Po pierwsze
nie chciałbyś tego słyszeć. Po drugie ten tekst nie ma melodii. A
po trzecie NIE!
- Dobra, nie
krzycz – podniósł ręce w geście kapitulacji. - Sam sobie
poradzę.
Zeskoczył z
łóżka i podszedł do biurka, spod którego wyciągnął bardzo
długo nie używaną gitarę. Teoretycznie wiedziałam, że ona tam
jest, ale była mi tak bardzo nie potrzebna, że nawet przy
sprzątaniu ją omijałam, w związku z czym pokrywała ją dość
spora warstwa kurzu. Jednak Edowi najwyraźniej to nie przeszkadzało.
Z instrumentem w dłoni wrócił na łóżko i zajął miejsce
naprzeciwko mnie. Zaczął go stroić, co zajęło mu kilka dobrych
minut, w ciągu których zdążyłam wygodnie ułożyć się wśród
sterty poduszek, zamykając przy tym zmęczone oczy. Gdy dźwięki
nareszcie zabrzmiały czysto, Ed odchrząknął i zanucił sobie coś
pod nosem, po czym zagrał cztery pierwsze akordy, które nie
kojarzyły mi się z żadną piosenką. Ponownie odchrząknął i
wydobył z siebie głos, który spowodował u mnie przyspieszenie
akcji serca.
I
know you can't give me my dream
But I still
believe
I know
you'll never more walk me home
But I'll
remember
How you hold
my hand last night
Przez moje
ciało przeszły ciarki. Słowa napisane przeze mnie, brzmiały
zupełnie inaczej w jego ustach.
Rozpływałam
się w delikatnych dźwiękach i nawet nie zauważyłam, kiedy
zmienił piosenkę. Do mojej świadomości dotarł dopiero refren
„Kiss me”. Otworzyłam oczy i leniwie usiadłam na łóżku.
Siedzący po drugiej stronie Ed cały czas się we mnie wpatrywał i
gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się do mnie
szeroko i nie przestając śpiewać, położył gitarę obok siebie.
Odpowiedziałam mu tak samo szerokim uśmiechem i obserwowałam jego
usta, które zaczęły się do mnie przybliżać. Nie czekałam
dłużej. Powoli przesuwałam się do przodu, aż poczułam na
policzku przyspieszony oddech i szeptem wyśpiewywane słowa. Przez
moment przeszło mi przez myśl, że to po prostu jego plan, a ja
tylko wykonuję kolejne jego punkty, ale szybko odgoniłam od siebie
tę myśl. Nawet gdyby to była prawda, zupełnie mnie to nie
obchodziło. Chciałam tego, nawet bardzo i nic nie mogło tego
zmienić. Zamknęłam oczy i dyskretnie oblizałam wargi, a po chwili
znów poczułam słodki smak jego miękkich ust.
Starałam się
nie myśleć o niczym innym, ale nie mogłam. Ta sytuacja wykraczała
poza wszystko o czym kiedykolwiek śniłam, marzyłam i co sobie
wyobrażałam. Czułam to nawet mocniej niż dzień wcześniej w
kuchni, być może dlatego, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to
w ogóle możliwe i nie byłam na to przygotowana. W Polsce nie
interesowali się mną nawet przygłupi koledzy z klasy, nie mówiąc
już o starszych, a tutaj tak po prostu całowałam się z
człowiekiem, którego teksty piosenek znałam na pamięć. To nie
mogło być prawdą. Coraz bardziej to do mnie docierało.
- Błagam,
powiedz, że to nie jest sen – szepnęłam, gdy nasze usta się
rozłączyły.
Ed delikatnie
złapał mnie za podbródek i odrobinę uniósł moją głowę.
Otworzyłam oczy i wpatrywałam się w niebieskie tęczówki, które
dzieliło ode mnie tylko kilka milimetrów.
- Jeśli to
sen, to śnimy o tym samym – jego oddech musnął mój nos i lewy
policzek.
Skrzywiłam
się, słysząc te słowa, bo brzmiały jak z jakiegoś taniego
romansu, ale prawdopodobnie tak właśnie miały zabrzmieć. Problem
był tylko w tym, że naszego układu nie można było nazwać
romansem. Tego w ogóle nie można było nazwać w żaden sposób. On
miał dziewczynę, a ja za dwa miesiące wyjeżdżałam. To było w
tym najdziwniejsze, ale zarazem najbardziej pociągające.
Odsunęłam się
od Eda, a rudzielec ułożył się wygodnie na lewym boku. Chwilę
się wahałam, ale w końcu położyłam się obok niego. Mężczyzna
objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową
ukrytą pod czarną koszulką. Powieki automatycznie zaczęły się
zamykać, ale nie miałam zamiaru ich powstrzymywać.
*
Obudziły mnie
uporczywe wibracje, które od dłuższego czasu czułam przy prawym
udzie. Otworzyłam oczy, próbując ogarnąć co się wokół mnie
dzieje, ale dobrą chwilę zajęło mi zlokalizowanie źródła ich
pochodzenia. Dopiero gdy nieco bardziej się rozbudziłam, dotarło
do mnie, że wibruje kieszeń Eda, a konkretniej telefon znajdujący
się w niej. Popatrzyłam na mężczyznę, ale wyglądało na to, że
nie czuje, iż ktoś usilnie próbuje się do niego dodzwonić.
Westchnęłam, przewracając przy tym oczami. Zrzuciłam z siebie
obejmujące mnie ramię i usiadłam na łóżku. Zaczęłam
szturchać śpiącego rudzielca, ale na niewiele się to zdało. Nie
pomogły nawet krzyki. Spał tak mocno, że nic nie było w stanie go
obudzić. Zrezygnowana wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.
Do jakiegoś kubeczka nalałam zimnej wody, z którą wróciłam do
pokoju. Chwilę wahałam się czy naprawdę mam to zrobić, ale po
kolejnej próbie obudzenia go w normalny sposób, po prostu wylałam
mu zawartość kubka na twarz. Natychmiast zerwał się na równe
nogi.
- Co jest
kurwa?! - krzyknął, ocierając oczy koszulką.
- Telefon ci
dzwoni – ze stoickim spokojem usiadłam na brzegu łóżka,
odstawiając na podłogę narzędzie zbrodni.
- Co? -
patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
- Sprawdź
lewą kieszeń – odparłam, wskazując palcem na jego spodnie.
Ed nie bardzo
rozumiał o co mi chodzi, ale wykonał polecenie i po kilku sekundach
trzymał w dłoni iPhone'a. Odblokował ekran i wytrzeszczył oczy.
- Cholera! Aż
trzynaście? Nie mogłaś obudzić mnie wcześniej? - spojrzał na
mnie z wyrzutem.
- Próbowałam
– wzruszyłam ramionami.
- Dobra, przez
telefon mnie nie zabije. W ogóle mnie nie zabije, bo straciłby
pracę. Nie ma się czego bać – mówił jakby sam do siebie. Wziął
głęboki oddech i usiadł na łóżku, przykładając telefon do
ucha. - No cześć... Spałem... Tak... Dobrze... Wiem... A co do
auta, to jest u Jake'a... Wolałbyś, żebym się zabił?... Tak
myślałem... Naprawdę sądzisz, że mógłbym zapomnieć?...
Pewnie... Nie mogę, zresztą trochę mi przeszkadzasz – spojrzał
na mnie – Wpadnę wieczorem. Pa.
Przez całą
rozmowę obserwowałam Eda i zastanawiałam się kto może być po
drugiej stronie, ale nie miałam zielonego pojęcia. To mógł być
każdy.
- Przepraszam,
ale musiałem oddzwonić. Mój ukochany Stu nienawidzi, gdy nie
odbieram i potrafi dzwonić do mnie cały dzień bez przerwy. Poza
tym musiał mnie opieprzyć za wczorajszą imprezę i przypomnieć mi
o koncercie, zupełnie jakbym mógł o tym kiedykolwiek zapomnieć. A
tak w ogóle to muszę ci coś powiedzieć.
- Mów –
uśmiechnęłam się i wyprostowałam ciekawa co takiego chce mi
powiedzieć.
- Nie będzie
mnie teraz prawie dwa tygodnie. Koncerty. Zresztą jutro też mam
koncert i chciałem zapytać czy nie chciałabyś pójść.
- Ja? - nie
potrafiłam ukryć zdziwienia jego propozycją.
- A kto? -
wzruszyłam ramionami. - Przyjedziesz ze mną, a potem będziesz
stała w pierwszym rzędzie. To jak? - uniósł kąciki ust.
Nie wiedziałam
co mam powiedzieć. Normalnie pewnie dałabym się pokroić za szansę
pójścia na jego koncert, ale teraz wszystko było inaczej. Poza tym
fanki chyba by mnie tak zjadły, gdyby jakimś cudem zauważyły, że
z nim rozmawiam, a co gorsza, że z nim przyszłam. Nie mogłam na to
pozwolić.
- Przepraszam,
ale nie mogę.
- Dlaczego? -
z jego twarzy natychmiast zniknął uśmiech, a w głosie wyczułam
nutkę żalu.
- W
poniedziałek idę do szkoły – wiedziałam, że jest to najgłupsza
wymówka, jakiej mogłam użyć, ale tylko to przyszło mi do głowy.
- I co z tego?
- To, że
jeśli pójdę na koncert nie przygotuję się do lekcji, nie wyśpię
się i na pewno dostanę słabą ocenę.
- Serio? To
jedyny powód? - patrzył na mnie z uniesioną brwią.
- Nie –
przyznałam zgodnie z prawdą.
- To jaki jest
inny?
- Nie jest
szczytem moich marzeń słuchać pisków, ledwo łapiąc oddech,
przez napierające osoby z tyłu i wbijające się w żebra barierki.
To tłumaczenie bardziej cię przekonuje?
- Tak, teraz
cię rozumiem. Ale możesz zawsze zostać na backstage'u.
- Dzięki, ale
naprawdę nie tym razem – uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Jak chcesz,
ale jak zmienisz zdanie to daj znać.
- Jasne. A
zmieniając temat, gdzie jedziesz?
- Podróż po
całym kraju plus dwa koncerty w Dublinie. Chętna?
- Nie bardzo –
zaśmiałam się i zapatrzyłam w punkt za jego plecami.
- Nad czym
myślisz? - zapytał po chwili.
- Będziesz
dzwonił? - przeniosłam wzrok na jego niebieskie tęczówki.
- Będę się
meldował codziennie.
- Bardzo
śmieszne. Po prostu chcę co jakiś czas usłyszeć twój głos.
- Włącz
sobie w internecie.
- Jesteś taki
zabaw... Czekaj chwilę. Słyszałeś?
- Co?
- Dzwonek do
drzwi.
Wzruszył
ramionami, ale ja byłam pewna, że dobrze usłyszałam. Zresztą po
chwili dźwięk się powtórzył.
- Zaczekaj tu
moment. Sprawdzę kto to.
Najszybciej jak
mogłam zbiegłam na dół i dopadłam drzwi.
- Ellie?
W progu stała
blondynka ze skulonymi ramionami i miną dziecka, które coś
przeskrobało.
- Cześć. Ja
tylko chciałam...
- Wejdź –
gestem ręki zaprosiłam ją do środka i zamknęłam za nią drzwi.
W mojej głowie
pulsowała tylko jedna myśl. Co zrobić, żeby Ed i Ellie się nie
spotkali?
- Chciałam
porozmawiać – w obmyślanie planu wdarł się głos dziewczyny.
- Jasne.
Usiądź na kanapie, a ja tylko skoczę do łazienki – uśmiechnęłam
się najmilej jak umiałam i pędem pognałam na górę.
- Mamy problem
– rzuciłam, gdy tylko wpadłam do pokoju.
- Co się
stało? – rudzielec patrzył na mnie niespokojnie.
- W salonie
siedzi moja koleżanka, ta która przyjechała po mnie do Jake'a, i
delikatnie mówiąc ona za tobą nie przepada, dlatego siedź tu
cicho i za nic w świecie nie schodź na dół. Postaram się jak
najszybciej ją spławić i wrócę do ciebie. Ale teraz cię tu nie
ma. Zrozumiano?
Sądząc po
minie Eda, mówiłam jak nienormalna, ale najważniejsze dla mnie
było to, że pokiwał głową na znak przyjęcia komunikatu. Trochę
spokojniejsza zeszłam na dół, gdzie w bezruchu siedziała
blondynka.
- Już jestem
– uniosłam kąciki ust, siadając obok niej.
- Przepraszam
za to co powiedziałam rano. Masz rację, to nie moja sprawa co i z
kim robisz i nie powinnam się w to mieszać. Po prostu byłam
zaskoczona i nie wiedziałam jak mam zareagować. Wybaczysz mi?
- Pewnie, że
ci wybaczę. Przecież nic takiego się nie stało.
Gdy tylko to
powiedziałam, zauważyłam jak z dziewczyny schodzi napięcie, a na
twarzy maluje się wyraz ulgi. Chciało mi się śmiać. Gdyby tylko
wiedziała, że człowiek, o którego się pokłóciłyśmy siedzi
piętro wyżej. Na zgodę wtuliłyśmy się sobie w ramiona, a ja
miałam nadzieję, że skoro już wszystko wyjaśnione to zaraz
zostanę sama.
- To co, może
pójdziemy do kina albo po prostu na spacer? - Ellie była wyraźnie
zadowolona ze swojej propozycji.
W duszy
wykonałam krzyk niezadowolenia i próbowałam wymyślić na szybko
jakąś wymówkę.
- Bardzo
chętnie, ale nie czuję się dzisiaj zbyt dobrze – uśmiechnęłam
się przepraszająco.
- No tak,
rozumiem. To może obejrzymy coś u ciebie? - blondynka nie dawała
za wygraną.
- Szczerze
mówiąc najchętniej poszłabym spać.
- Jasne –
entuzjazm Ellie w jednej sekundzie zniknął.
Zrobiło mi się
głupio, że tak brutalnie ja wyrzucam. Nie mogłam tego zrobić.
- No dobra.
Najwyżej zasnę przy filmie.
Wiedziałam, że
powiedziałam coś czego nie powinnam i nie miałam żadnego pomysłu
co zrobię z Edem.
- Pójdę do
łazienki, a ty wybierz film – Ellie podniosła się z kanapy i
ruszyła w stronę schodów.
To był jedyny
moment, kiedy mogłam bezpiecznie wyprowadzić rudzielca.
- Nie żebym
chciała się ciebie pozbyć, ale musisz już iść – rzuciłam,
gdy weszłam do pokoju.
- Jasne,
rozumiem. I tak muszę iść do Stu.
- To świetnie
– złapałam mężczyznę za rękę i pociągnęłam go w stronę
drzwi. - Wyjdziesz do ogrodu. Chodź szybko.
Wystawiłam
głowę z pokoju, sprawdzając teren i popchnęłam Eda przed siebie.
Szybko zbiegliśmy ze schodów i po chwili byliśmy w kuchni, gdzie
otwierałam tylne wyjście.
- Może jakieś
pożegnanie? - powiedział rudzielec, gdy stał już na dworze.
Popatrzyłam mu
w oczy i wtuliłam się w niego. Na koniec dałam mu jeszcze całusa
i machając, uciekłam do środka. Dokładnie w tym samym momencie do
salonu weszła Ellie.
- Wybrałaś
film?
Uśmiechnęłam
się sama do siebie. Jeszcze nie robiłam takich konspiracyjnych
akcji.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie było mnie prawie miesiąc, ale już jestem. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)