Zaczynałam
przyzwyczajać się do cosobotnich porannych odwiedzin Ellie.
Oczywiście nigdy ich nie zapowiadała, więc nie do końca
wiedziałam o której i czy w ogóle przyjdzie. Zwykle jednak wpadała
około jedenastej, kiedy byłam już ubrana, najedzona i gotowa do
życia. Ale czasem lubiła mnie zaskakiwać z samego rana.
-
Co z tobą – z hukiem wparowała do mojego pokoju.
Otworzyłam
jedno oko. Nie spałam już od dłuższego czasu, ale wciąż byłam
w pięknym świecie marzeń, którego nie chciałam jeszcze
opuszczać. Zostałam jednak brutalnie do tego zmuszona.
-
A co ma być? - spytałam, unosząc drugą powiekę.
Przyjaciółka
zdążyła się już wygodnie umieścić w centralnej części mojego
łóżka, ograniczając mi tym samym w pewien sposób swobodę
ruchów.
-
No właśnie nie wiem. Tak pytam, jakby się coś jednak działo.
Przewróciłam
oczami. Od początku wiedziałam, że nie wszystko z nią w porządku.
-
Właściwie, to przyszłam wyciągnąć cię na spacer –
stwierdziła, sięgając po jakieś czasopismo leżące na szafce
obok łóżka.
-
O tej porze? - skrzywiłam się
-
Nie przesadzaj, już po dziewiątej – odparła z wyrzutem.
Westchnęłam
cicho.
-
Jeśli zaczekasz pół godziny, pójdę z tobą gdzie tylko zechcesz.
-
Nie wiem, czy zdążysz. Ashton też jest w kolejce i całkiem
możliwe, że wyszykuje się szybciej niż ty.
-
Czyli jestem mniej ważna od niego? - spytałam udawanym obrażonym
tonem.
-
Oczywiście, że tak – wystawiła mi język, a ja ją kopnęłam,
po czym obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
-
No dobra, w takim razie się pospieszę – powiedziałam, wyskakując
z łóżka.
Ruszyłam
w kierunku szafy, ale zdążyłam zrobić tylko dwa kroki, gdy
zadzwonił telefon leżący na materacu. Cofnęłam się do niego i
spojrzałam na wyświetlacz. No tak. Mogłam się domyślić.
-
Kto to? - spytała Ellie, przerzucając kolejną stronę magazynu.
-
Zgadnij – mruknęłam, wracając pod szafę.
Blondynka
uniosła brwi.
-
Mówiłaś, że już sobie odpuścił.
-
Bo tak myślałam – powiedziałam ledwo słyszalnie, opierając
głowę o drewniane drzwi.
Po
trzech dniach zamilknął całkowicie na calusieńki szkolny tydzień,
więc uznałam, że pewnie się już znudził. Najwyraźniej się
myliłam.
-
A może... - zaczęła nieśmiało Ellie.
Odwróciłam
się w jej kierunku. Blondynka drapała się w tył głowy i
marszczyła nos. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo robiła tak tylko
wtedy, gdy chciała powiedzieć coś, co wiedziała, że nie spodoba
się rozmówcy. Patrzyłam na nią uważnie, czekając, aż wreszcie
to z siebie wyrzuci.
-
A może lepiej byłoby, gdybyście się spotkali? - wystrzeliła jak
z karabinu, przez co nie od razu ją zrozumiałam.
Wytrzeszczyłam
oczy i gapiłam się na nią osłupiała. Była ostatnią osobą, po
której spodziewałam się takiego stwierdzenia.
-
Chyba żartujesz – stałam bez ruchu. Ellie unikała mojego wzroku.
- Przecież wiesz, że nie ma nawet takiej opcji.
-
Wiem – podniosła na mnie oczy. - Ale czy naprawdę nie interesuje
cię, co ma ci do powiedzenia?
-
Nie – pokręciłam stanowczo głową. - Nie obchodzi mnie ani on,
ani jego kłamstwa.
-
Ale skoro dzwoni, to znaczy, że mu zależy – przyjaciółka nie
ustępowała.
-
Zależy? Na czym? Bo na pewno nie na mnie.
-
Skąd wiesz? Przecież z nim nie rozmawiałaś.
-
I nie zamierzam. Zresztą, co go tak nagle bronisz?
-
Nie bronię go. Chodzi mi tylko o ciebie. Boję się, że kiedyś
będziesz żałowała, że nie dałaś mu szansy wyjaśnić.
-
Ale tu nie ma, czego wyjaśniać. Poza tym, proszę cię, skończmy
ten temat. Nie mam ochoty psuć sobie soboty.
Ellie
z rezygnacją wzruszyła ramionami.
-
Jak chcesz – powiedziała cicho, wracając do przeglądania gazety.
Ja
natomiast wróciłam do szukania czegoś, co mogłabym na siebie
założyć.
-
Mogę na chwilę twój telefon? - spytała blondynka. - Muszę
napisać do Ashtona, a mój padł.
-
Jasne, bierz – machnęłam obojętnie ręką, przerzucając rzeczy
na kolejnych półkach.
Jak
zwykle nie mogłam się na nic zdecydować.
-
Wiesz co, chyba jednak muszę cię wymienić – rzuciła Ellie,
odkładając moją komórkę.
Odwróciłam
się w jej stronę. Na twarzy dziewczyny malował się uśmiech tak
szeroki, że w żaden sposób nie mogła go ukryć. Nie chciałam
wiedzieć, o czym pisali.
-
A już miałam się ubierać – zrobiłam smutną minę, machając
spodniami, które trzymałam w dłoni.
-
Przepraszam – przyjaciółka zeskoczyła z łóżka i przytuliła
się do mnie.
Roześmiałam
się i odwzajemniłam jej uścisk.
-
Ale wynagrodzę ci to po południu – powiedziała, odsuwając się
ode mnie.
-
Mam nadzieję – zmrużyłam oczy i ściągnęłam usta.
-
Pójdziemy na kawę, co ty na to?
Kiwałam
głową, udając, że się zastanawiam.
-
Zgoda – powiedziałam w końcu.
-
To świetnie – przyjaciółka z uśmiechem cmoknęła mnie w
policzek. - Napiszę ci jeszcze gdzie i o której – dodała i już
jej nie było.
Stałam
przez chwilę z czarnymi dżinsami w dłoni, nie wiedząc, co zrobić.
Wreszcie odłożyłam je na półkę. Skoro nie musiałam nigdzie
wychodzić, mogłam spokojnie wrócić do łóżka i jeszcze trochę
poleniuchować.
SMS
od Ellie przyszedł w momencie, gdy odpoczywając po obiedzie,
przerzucałam w telewizji kolejne kanały i słuchałam opowieści
Kevina o jakiejś grze.
Za godzinę
w tej kawiarni niedaleko mnie. Pewnie się spóźnię, więc zajmij
stolik w rogu. I wyglądaj jak człowiek, bo mam dla ciebie
niespodziankę.
Uśmiechnęłam
się do telefonu. Lubiłam niespodzianki, chociaż szczerze mówiąc,
trochę się obawiałam jej pomysłu. Ellie była nieprzewidywalna.
-
Kevin, przepraszam, ale muszę iść – powiedziałam do siedzącego
na podłodze blondyna.
Spojrzał
na mnie i uśmiechnął się, dając mi do zrozumienia, że wybacza
mi, iż nie będę dłużej słuchać jego opowieści o mordujących
się wikingach.
Wstałam
z kanapy i poszłam na górę. Miałam mało czasu na przygotowanie.
Później już nie mogła wysłać mi tego SMS-a? Wprawdzie była już
trzecia, ale ja wciąż tkwiłam w mojej różowo – szarej piżamie.
Do tej pory nie miałam potrzeby się przebierać. Stanęłam przed
szafą i wyciągnęłam z niej strój, który wybrałam rano. Nie
miałam czasu wysilać się bardziej. W sweterku i dżinsach też
wyglądałam jak człowiek. Przebrana związałam włosy w luźnego
koczka i pomalowałam rzęsy. Właściwie nie musiałam już nic
więcej robić. Obejrzałam się w lustrze, stwierdzając, że jak na
spotkanie z przyjaciółką jest dobrze. Sprawdziłam czas. Nie było
źle. Przygotowanie zajęło mi tylko piętnaście minut, więc nie
musiałam się spieszyć. Zresztą, ona i tak miała się spóźnić.
Zeszłam
na dół, mówiąc po drodze robiącej pranie Lucy, że wychodzę.
Życzyła mi miłej zabawy i kazała wrócić przed dziesiątą.
Standard. Ubrałam buty, założyłam na siebie dżinsową kurtkę i
wyszłam na dwór. Było przyjemnie ciepło. Uśmiechnęłam się do
siebie, zamykając na moment oczy. Rozkoszowałam się
rozgrzewającymi promieniami słońca, które pod koniec września
nie były już takie oczywiste. Miałam ochotę iść na piechotę,
ale kawiarnia, w której się umówiłyśmy była zbyt daleko. Chcąc
nie chcąc, ruszyłam w kierunku przystanku. Nie lubiłam jeździć
autobusem. Przede wszystkim dlatego, że każdego ranka był tak
zatłoczony, że nie sposób było w nim oddychać. Na szczęście
tym razem udało mi się nawet usiąść, co nie zdarzało się
prawie nigdy.
Po
półgodzinie wysiadłam na odpowiednim przystanku. Miałam jeszcze
dziesięć minut, więc spokojnie szłam w umówione miejsce.
Punktualnie o czwartej zatrzymałam się przed kawiarnią. Miałam
idealne wyczucie czasu. Weszłam do środka i rozejrzałam się
dookoła. Ellie oczywiście nie było. W ogóle prawie nikogo nie
było. Pod oknem siedział tylko jakiś chłopak uderzający szybko w
klawiaturę czarnego laptopa, a stolik na środku zajmowała słodko
wpatrzona w siebie para. Przez ułamek sekundy przeleciała mi przez
głowę myśl, że też bym tak chciała, ale szybko ją odgoniłam.
Usiadłam
na bordowej kanapie tyłem do wejścia, zamawiając wcześniej
herbatę, gdyż uznałam, że siedzenie przy pustym stoliku mogłoby
wyglądać głupio. Nie wiedziałam, ile będę musiała czekać na
przyjaciółkę, więc wyciągnęłam z torebki telefon i zadzwoniłam
do niej. Nie odbierała. Spróbowałam drugi raz, ale też cisza.
Schowałam więc komórkę, uzbrajając się w cierpliwość, bo nic
innego mi nie pozostawało.
Wreszcie
usłyszałam, że ktoś do mnie podchodzi. Pewna, że to ona,
odwróciłam się z uśmiechem na ustach i zamarłam. To zdecydowanie
nie była Ellie. Na jego widok serce na moment mi stanęło, by po
chwili zacząć bić w takim tempie, jakby chciało wyskoczyć i
uciec. Nie rozumiałam dlaczego i w jaki sposób się tu znalazł.
Gapiłam się na niego, nie mogąc nawet mrugnąć. Zdecydowanie nie
byłam na to przygotowana.
-
Cześć – powiedział nieśmiało, zsuwając z głowy kaptur
niebieskiej bluzy.
Rude
włosy opadły mu niesfornie na twarz. Poprawił je szybkim ruchem
ręki.
Nie
odpowiedziałam. Nie mogłam. Głos odmawiał mi posłuszeństwa.
Czułam gorące pulsowanie w uszach. Nadmiar krwi rozpalał także
moje policzki. Nie podobało mi się to, tak samo jak to, że on
siedział naprzeciwko mnie, uśmiechając się niepewnie. Chciałam
wstać i wyjść, ale z jakiegoś powodu zostałam.
-
Co... ty... tu... - wydukałam przez ściśnięte gardło.
Czułam,
jak żołądek wywracam mi się na drugą stronę.
Mężczyzna
popatrzył na mnie ze zdziwieniem, jakby nie rozumiał mojego szoku.
No tak. Nie rozumiał. Nagle wszystko stało się jasne. To on był
tą niespodzianką, dla której miałam wyglądać dobrze. Ale jak?
Kiedy? Uderzyłam otwartą dłonią w czoło. Szybko wyciągnęłam z
torebki telefon i drżącymi rękami próbowałam odblokować ekran.
Po trzech próbach udało mi się to. Weszłam w wiadomości, ale
oczywiście nic nie było. Usunęła dowody zbrodni.
-
Daj mi telefon – zażądałam od zdezorientowanego rudzielca.
Nie
protestował. Wyjął iPhone'a z kieszeni i podał mi go. Wbiłam
kod, który miał cztery miesiące temu, licząc na to, że go nie
zmienił. Nie. Weszłam w skrzynkę odbiorczą. Nina –
oryginalnie mnie zapisał. Kliknęłam na SMS-a i wyświetliła
mi się cała rozmowa. W miarę czytania moje oczy poszerzały się
coraz bardziej. Kręciłam głową, nie mogąc uwierzyć, że
naprawdę to zrobiła. Przez chwilę zastanawiałam się czy zabić
ją od razu, czy też najpierw poddać ją torturom. Bo co do tego,
że czekała ją śmierć z mojej ręki, nie miałam wątpliwości.
Wzięłam
głęboki oddech i oddałam mężczyźnie jego własność. Patrzył
na mnie z takim niepokojem, że przez moment aż zrobiło mi się go
żal. W końcu Ellie oszukała nas oboje. Ale to był tylko moment.
Nie
wiedziałam, co mam zrobić. Nerwowo drapałam się po czole. Do tej
pory myślałam, że gdy go zobaczę, dostanę ataku histerii, ale na
szczęście tak nie było. Siedziałam sztywno, niezdolna do
najmniejszego ruchu i nie czułam prawie nic. Nie odzywałam się,
czekając aż on pierwszy to zrobi, ale rudzielec najwyraźniej
myślał tak samo jak ja. Milczące napięcie między nami narastało
coraz bardziej. Nie mogłam tego dłużej znieść. Odchrząknęłam.
-
Cześć – odezwałam się, uświadamiające sobie, że jeszcze mu
nie odpowiedziałam.
Mężczyzna
uśmiechnął się, a w jego niebieskich tęczówkach ukrytych za
szkłami okularów zobaczyłam błysk ulgi. Pewnie uznał, że skoro
już się do niego odezwałam, to mam ochotę z nim rozmawiać. Wcale
nie miałam. Przynajmniej chciałam nie mieć.
-
Chciałeś rozmawiać, więc mów – powiedziałam, wyłamując
sobie pod stołem palce ze zdenerwowania.
Głos
cały czas mi szwankował, a serce podchodziło do gardła, chociaż
za wszelką cenę starałam się je wcisnąć z powrotem na miejsce.
Rudzielec
zmarszczył nos i podrapał się po lekko zarośniętym podbródku.
-
Przepraszam – wyrzucił z siebie, próbując spojrzeć mi w oczy.
Uciekłam wzrokiem. - Nie chciałem, żeby to się tak skończyło. W
ogóle nie chciałem, żeby to się kończyło – dodał ciszej.
Z
trudem przełknęłam ślinę.
-
To dlaczego to zrobiłeś? – spytałam, zerkając na niego.
Pod
rozpiętą bluzą miał na sobie czarną przylegającą koszulkę,
dzięki której zauważyłam, że całkiem sporo schudł. Przybyło
mu także mięśni. Łatwiej byłoby, gdyby wyglądał inaczej.
Sheeran
westchnął, opierając łokcie na stoliku i wczepił palce we włosy.
-
Nie wiem – pokręcił głową, odciągając moją uwagę od swojej
klatki piersiowej. - Nie myślałem o tym, co robię. Ale wiem, że
to nie powinno się nigdy wydarzyć i nawet nie wiesz, jak potwornie
się z tym czuję.
W
jego oczach widziałam, że nie kłamie, ale to mnie nie
przekonywało.
-
Nie o to pytałam – powiedziałam, prostując się jeszcze
bardziej.
Ed
zmarszczył czoło. Nie rozumiał mnie.
-
Dlaczego potraktowałeś mnie jak swoją zabawkę? - doprecyzowałam.
Mężczyzna
zmieszał się i nerwowo zaczął przesuwać dłońmi po udach.
-
Nie traktowałem cię tak.
Mimiką
twarzy wyraziłam wątpliwość. Nie byłam dziewczyną, której mógł
wciskać takie bzdury.
-
Przysięgam.
Przewróciłam
oczami, kręcąc głową. Zaczynała się we mnie budzić złość.
-
Czyżby? - skrzyżowałam ręce na piersi.
Rudzielec
westchnął ciężko i pochylił się delikatnie w moim kierunku.
-
Nigdy, naprawdę nigdy tak o tobie nie myślałem. Jesteś wyjątkowa
i nie mógłbym...
-
Przestań pieprzyć – podniosłam ton zirytowana jego bezsensownymi
tłumaczeniami. Uświadomiłam sobie jednak, że przecież nie
jesteśmy tu sami i zamilkłam. - Może i jestem naiwna, ale na pewno
nie głupia. Gdybyś tak nie myślał, nigdy być tego nie
powiedział, więc nie rób ze mnie idiotki – syknęłam.
-
Gdybym tak o tobie myślał, nie spędziłbym z tobą tych trzech
miesięcy. Przeleciałbym cię przy pierwszej nadarzającej się
okazji, a nie zaprzeczysz, że parę ich miałem. Nie pamiętasz już,
jak spędziłaś ze mną noc we Framlingham?
Zagryzłam
wargę i odwróciłam twarz. Moje serce zaczęło bić jeszcze
szybciej, zalewając i tak już czerwoną twarz kolejną falą krwi.
W oczach stanęły mi łzy. To było jedno z moich najlepszych
wspomnień. Może on miał rację? Może tym razem nie kłamał? Nie
potrafiłam mu jednak zaufać.
-
Wtedy jeszcze ci wierzyłam – powiedziałam, z całej siły
powstrzymując łzy.
Chciałam
dodać coś jeszcze, ale bałam się, że z mojego gardła nie
wydobędzie się żaden dźwięk.
-
Wiem – Sheeran spuścił głowę, tracąc całą wcześniejszą
pewność i złośliwość. - Wybacz mi, że cię zraniłem. Nie
chciałem tego.
Pokręciłam
głową, zamykając na moment oczy.
-
Wydaje ci się, że tak łatwo mogę o tym zapomnieć?
-
Nie – mruknął cicho. - Wiem, że to niemożliwe i nie proszę cię
o to.
-
W takim razie czego ode mnie chcesz?
Rudzielec
zawahał się, jakby bojąc się powiedzieć.
-
Chciałbym, żebyśmy mogli normalnie rozmawiać.
Parsknęłam
kpiącym śmiechem. Co on sobie wyobrażał? Że przeprosi mnie, uda,
że mu przykro i zostaniemy kumplami? O, nie.
-
Ty chyba żartujesz. To niemożliwe. Nie potrafiłabym ci zaufać po
raz drugi.
-
Rozumiem, ale...
-
Nie – powiedziałam stanowczo. - Od czterech miesięcy staram się
o tobie zapomnieć, więc proszę, nie utrudniaj mi tego.
-
Ale ja nie chcę, żebyś o mnie zapomniała.
-
Ed, przestań – westchnęłam zirytowana. - W moim życiu nie ma
już miejsca dla ciebie.
-
Nino, proszę – błagalny ton jego głosu sprawił, że po plecach
przeszły mi ciarki.
Musiałam
być jednak twarda.
-
Zapomnij o mnie. Przestań dzwonić i pisać, bo to i tak nic nie da.
Masz pracę, dziewczynę, więc zajmij się tym, co ważne. Nie mną.
-
Ale ty jesteś dla mnie ważna.
-
Nie chcę już tego słuchać – odsunęłam się od stolika, po
czym przytrzymując się blatu, wstałam.
-
Zostań jeszcze – położył swoją dłoń na mojej.
Wprawiło
to w drżenie każdą komórkę mojego ciała i jeszcze bardziej
utwierdziło w przekonaniu, że powinien zniknąć z mojego życia
raz na zawsze.
Wyrwałam
rękę i chwyciłam torebkę.
-
Nie zostanę. Zniszczyłeś wszystko, co do ciebie czułam, więc daj
mi w spokoju ułożyć sobie życie bez ciebie.
Odwróciłam
się na pięcie i przeszedłszy przez wnętrze kawiarni, w którym
pojawiły się dwie nowe osoby, wypadłam na zewnątrz.
Zdołałam
ujść kilka metrów, po czym bezwładnie opadłam na najbliższą
ławkę. Moje nogi nie były w stanie dłużej pracować. Szczerze
mówiąc, dziwiłam się, że w ogóle pozwoliły mi na jakikolwiek
ruch. Byłam pewna, że odmówią posłuszeństwa już przy próbie
podniesienia się z kanapy. Na szczęście adrenalina je wspomogła.
Siedziałam
na ławce, czując jakby cała energia, którą w sobie miałam,
uszła jak w przebitym baloniku. Nie miałam siły na nic. Schyliłam
się, opierając łokcie na kolanach i ukryłam twarz w dłoniach. Po
policzkach potoczyły się pojedyncze łzy. To było zbyt wiele.
Wciągnęłam głęboko powietrze i powoli wypuszczałam je ustami,
starając się uspokoić. Rękawem kurtki otarłam oczy. To był
ostatni raz, kiedy płakałam z jego powodu. Obiecałam to sobie.
Uderzyłam
dłońmi w uda, biorąc się w garść i wyciągnęłam z torebki
komórkę. Układanie sobie życia zamierzałam zacząć właśnie od
tej chwili. Odblokowałam ekran i wybrałam numer Louisa.