wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział XVIII

- Nienawidzę szkoły – Ellie rzuciła się na moje łóżko, chowając twarz w poduszkach.
- Nie przesadzaj. To dopiero drugi tydzień – powiedziałam, kładąc torbę na krześle i wyjmując z niej telefon.
Ktoś do mnie dzwonił, ale nie miałam zapisanego numeru, więc nie planowałam oddzwaniać. Jeśli czegoś chce, zadzwoni jeszcze raz.
- Nienawidzę jej niezależnie od tego, ile do niej chodzę – przyjaciółka była w bojowym nastroju. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ja miałam wyjątkowo dobre nastawienie. Przynajmniej miałam jakieś zajęcie, które odciągało mnie od niepotrzebnych myśli. - A w dodatku mam jutro jakiś test z ekonomii. Na co komu test z ekonomii? - mamrotała zła.
- Jeśli cię to pocieszy, ja mam jutro rozprawkę z historii – westchnęłam, siadając po turecku na łóżku.
- Ty przynajmniej masz Louisa. Możesz się z nim pouczyć. A ja?
- Ty masz Ashton.
- Błagam. Przecież on w życiu nie ogarnie ekonomii. On nie ogarnia nic poza komputerami.
- To po co ci taki chłopak?
Ellie spojrzała na mnie i uśmiechnęła się znacząco.
- Nie musi być geniuszem, żeby...
- Dobra – przerwałam jej – nie kończ. Chyba nie chcę wiedzieć w czym jest dobry.
- Jesteś pewna?
Przewróciłam oczami i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Moja komórka zaczęła wibrować. Ten sam numer, co wcześniej. A nie mówiłam, że zadzwoni?
- Halo? - odebrałam, ale po drugiej stronie nikt się nie odezwał. - Halo? - cisza. - Halo? - powtórzyłam ostatni raz, lecz znów było to samo.
Rozłączyłam się więc i odłożyłam komórkę.
- Kto to? - spytała Ellie?
- Nie wiem – wzruszyłam ramionami. - Nikt nie odpowiadał.
- Pewnie jakaś pomyłka albo ktoś robi sobie żarty – blondynka machnęła ręką i znów wtuliła twarz w fioletową poduszkę.
- Pewnie tak – odparłam bez przekonania.
Z jakiegoś powodu nie mogło mi to dać spokoju. Kojarzyłam ten numer. Nie, ja byłam pewna, że go znam, ale nie miałam pojęcia do kogo należy. Trudno. Miałam ważniejsze rzeczy do roboty niż zastanawianie się nad jakimś numerem. Z powrotem wzięłam do ręki telefon i wybrałam z listy kontaktów Louisa. Musiałam poprosić go, żeby wpadł wieczorem i pomógł mi z tą nieszczęsną historią. Sama nie miałam szans, żeby to przyswoić. No dobra, miałam. Ale przecież zawsze przyjemniej uczyć się z kimś niż samemu.
*
I jak historia?
Świetnie. Bardzo dziękuję, że mi pomogłeś.
Nie ma za co. Wieczorem kino?
Chętnie.
Schowałam telefon do kieszeni i naciągnęłam na siebie bluzę. Powoli zaczynało robić się chłodniej. Tropikalne upały odeszły w zapomnienie na dłuższy czas. Teraz przed nami była tylko pora zimna i deszczu. Nie zachwycało mnie to, ale czy miałam jakiś wybór?
- Idziemy? - Ellie stanęła przy mojej szafce uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Jasne – odparłam, przekręcając kluczyk. - Coś ty taka szczęśliwa? Ekonomia jednak dobrze ci poszła?
- Co mnie obchodzi ekonomia - przyjaciółka machnęła ręką. - Rodzice Ashtona wyjeżdżają na cały weekend i chyba wiesz co to oznacza.
- Wiem – mruknęłam, przewracając oczami.
- No właśnie. A jako że moja mama ma gdzieś to czy nocuję w domu, jutro po szkole idę do niego i wracam w niedzielę. Czy życie nie jest piękne?
- Może i jest – wzruszyłam ramionami, wychodząc na zewnątrz.
- A najlepsze jest to, że... O nie – Ellie zatrzymała się i uderzyła dłonią w czoło. - Zapomniałam o pracy, którą miałam dzisiaj skończyć. Muszę wracać – powiedziała z niechęcią. - Nie czekaj na mnie. Zobaczymy się jutro – dodała, dając mi buziaka w policzek.
- Pa! - krzyknęłam za nią, gdy znikała w drzwiach wejściowych.
Hałas tworzony przez stado nastolatków opuszczających szkołę był tak wielki, że dziwiłam się, jak mogą normalnie rozmawiać. Ja nie słyszałam własnych myśli, a co dopiero drugą osobę. Z torby wyjęłam telefon i słuchawki. Musiałam się jakoś odciąć od tego jazgotu, bo jeszcze chwila, a czułam, że pęknie mi głowa. Odblokowałam ekran, by wybrać piosenkę z mojej okrojonej w ostatnim czasie playlisty, ale zamiast tego zobaczyłam, że znów dzwonił do mnie ten sam numer. To nie mogła być pomyłka. Co najwyżej głupi żart. Jednak i tym razem nie zamierzałam oddzwaniać. Włączyłam Craving Jamesa Baya i ruszyłam w kierunku przystanku. Zdążyłam jednak zrobić ledwie trzy kroki, gdy ktoś objął mnie w pasie. Podskoczyłam ze strachu, wyrywając słuchawki z uszu i odwróciłam głowę. Musiałam ją nieco unieść, by zobaczyć uśmiechniętą twarz Louisa. Odetchnęłam z ulgą na widok chłopaka i uniosłam kąciki ust.
- Zmiana planów – powiedział blondyn, stając naprzeciwko mnie. - Kino robimy u mnie. Mama z Claire jadą zaraz na zakupy i znając je, wrócą późnym wieczorem, więc mamy dużo czasu. Co ty na to? - wzruszyłam ramionami. Louis jęknął. - No błagam, wydobądź z siebie trochę radości.
Pokręciłam głową, ale za chwilę roześmiałam się głośno, widząc jego minę.
- No dobra – ustąpiłam. - Idziemy do ciebie. Ale wiedz, że jestem potwornie głodna.
- Żaden problem. Duża pizza wszystko załatwi – wyszczerzył się chłopak.
- Jak ty mnie rozumiesz – powiedziałam, dając mu buziaka w policzek.

- To jaką chcesz? - zapytał Louis, gdy dotarliśmy wreszcie do domu.
- Jakąkolwiek. Umieram z głodu – padłam na kanapę, rzucając gdzieś obok torbę.
Chłopak usiadł obok mnie, kładąc sobie na kolana moje nogi i wybierał numer pizzerii w komórce. Nie przysłuchiwałam się jego rozmowie. Naprawdę było mi wszystko jedno, jaką zamówił. Ważne było tylko to, że zamówił.
- To może chociaż film wybierzesz? - spytał, chowając telefon do kieszeni.
Pokręciłam głową.
- Dzisiaj pozostawiam ci wolną rękę w każdej kwestii – odparłam wspaniałomyślnie, poprawiając sobie poduszkę, która nie chciała ze mną współpracować.
- Och, dziękuję. Ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w filmie, który ja wybiorę, najprawdopodobniej będą się mordować.
- Niech się mordują – machnęłam ręką. - Może jakoś to przeżyję.
- Jesteś pewna?
- Jestem.
- Jak chcesz – Louis wzruszył ramionami i wstał z kanapy, a za chwilę zniknął na schodach.
Słyszałam jak otwiera drzwi i rozwala coś w swoim pokoju. Potem trzask jednej szuflady, drugiej i zamykanych drzwi. W końcu zszedł na dół z laptopem pod pachą i rozłożył się na dywanie przed telewizorem.
- Nadal nie masz żadnej propozycji? - spojrzał na mnie znad ekranu.
- Nie – pokręciłam głową, na co chłopak wrócił do swojego poprzedniego zajęcia.
Obserwowałam go spod przymrużonych powiek. Jego długie palce szybko przesuwały się po klawiaturze, a na twarzy widać było pełne skupienie. Czarna koszulka opinała jego idealne ciało, które miałam okazję oglądać bez przerwy przez calusieńkie trzy dni w Eastbourn. W ogóle podczas tamtego wyjazdu coś się zmieniło. Nie do końca sama wiedziałam co, ale zauważyłam, że zaczęłam patrzeć na Louisa inaczej. Chyba już nie tylko jak na zwykłego przyjaciele, ale kogoś więcej. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie wspólnego kąpania się w morzu i wygrzewania na piasku, jedzenia lodów albo całonocnych rozmów. To naprawdę był jeden z najlepszych weekendów w moim życiu.

- Halo, śpiąca królewno – jak przez mgłę docierał do mnie cichy głos Louisa. - Budzimy się. Pizza przyjechała.
Gwałtownie się zerwałam, a nachylony nade mną chłopak mało co się nie przewrócił.
- Zasnęłam? - spytałam zdziwiona, mrugając szybko, by dojść do siebie.
- Tak i nie obudził cię nawet dzwonek do drzwi – powiedział Louis, kładąc obok mnie pudełko z pizzą.
- Naprawdę? - nie mogłam uwierzyć, że tak mocno spałam. Przeważnie nie zdarzało mi się to w ciągu dnia.
- Naprawdę – potwierdził ze śmiechem. - Ale nie zastanawiaj się już nad tym, tylko jedz. Podobno umierałaś z głodu.
Uniosłam kąciki ust i zabrałam się za odrywanie pierwszego kawałka. W tym samym czasie Louis włączył film, po czym usiadł obok mnie, zrzucając pudełko na podłogę. Ekran telewizora stał się czarny, a po chwili pojawił się na nim biegnący mężczyzna. Jak się okazało opierała się na tym cała fabuła. Pochłaniałam kolejne kawałki, a facet cały czas uciekał. Jedyne co się zmieniało, to goniący go. Oglądałam film bez przesadnego zainteresowania, bo byłam niemal pewna, że i tak zaliczę go do najnudniejszych, jakie widziałam. Jednak Louis z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu był zachwycony. Jego błękitne oczy błyszczały od nadmiaru emocji, a z gardła raz po raz wydostawały się dźwięki dopingujące głównego bohatera. Uśmiechałam się do siebie, obserwując jego reakcje, które były sto razy ciekawsze niż akcja na ekranie. Wydarzenia tak pochłonęły chłopaka, że nawet nie zauważył jak podkradłam mu kawałek pizzy, co w gruncie rzeczy nie było takie złe.
Właśnie kończyłam przeżuwać drugi kęs, gdy usłyszałam dzwonek mojej komórki. Natychmiast rzuciłam się do torby, by jak najszybciej wyciszyć dźwięk, ale Louis zdążył już oderwać się od filmu.
- Zatrzymać? - spytał, gdy z komórką w dłoni podniosłam się z kanapy.
- Nie trzeba. Oglądaj – uśmiechnęłam się i spojrzałam na wyświetlacz.
Znów ten sam numer. Kto to mógł być? Wyszłam do kuchni i stając przy blacie pod oknem, przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo – powiedziałam trochę niecierpliwie, spodziewając się, że znów nikt się nie odezwie.
- Cześć – odpowiedział mi niepewny męski głos.
Zamarłam. To był on. Byłam tego pewna. Rozpoznałabym ten głos zawsze i wszędzie. Moje serce przestało bić, a wszystkie mięśnie się napięły.
- Nina? - dźwięk mojego imienia wywołał u mnie dreszcze.
Telefon wypadł mi z dłoni. Nie mogłam uwierzyć. Nie, to nie mogła być prawda. To nie mógł być on. Zaczęłam drżeć i zakręciło mi się w głowie. Mocno złapałam się blatu i zacisnęłam powieki, ale było już za późno. Po policzkach potoczyły się łzy. Czułam się tak, jakby ktoś wbijał we mnie szpilki. Momentalnie wszystko zaczęło mnie boleć łącznie z płucami, którym nie dostarczałam odpowiedniej ilości powietrza. Gdy z jego braku zrobiło mi się słabo, osunęłam się na podłogę i zaczęłam łapczywie oddychać. Patrzyłam przed siebie, ale nie widziałam nic. Ogarniała mnie panika, chociaż sama nie wiedziałam, czego się boję. Zaczęłam się trząść, słysząc w głowie cały czas ten sam głos. Po co? Dlaczego? Czemu zadzwonił? Czego ode mnie chciał? Ja chciałam tylko o nim zapomnieć. Nic więcej. Już tak dobrze mi szło. Od ponad dwóch tygodni prawie wcale o nim nie myślałam, a nawet jeśli, nie wywoływało to we mnie żadnych skrajnych emocji. Do teraz. Znowu wszystko zepsuł. Tylko to potrafił.
Otarłam łzy z twarzy. Nie chciałam znowu przez niego płakać. Denerwowałam się na siebie, że jestem taka słaba. Że wystarczą jego dwa słowa, by wyprowadzić mnie z równowagi emocjonalnej. Nie mogło tak być. Nie mogłam mu na to pozwolić. Wzięłam głęboki oddech i powoli wstałam, zgarniając z podłogi swój telefon. Na uginających się nogach wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. Wtuliłam się w Louisa. Potrzebowałam teraz jego bliskości, bo tylko ona mogła mnie uspokoić. Na szczęście chłopak, o nic nie pytając, objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
Do końca filmu bezmyślnie wgapiałam się w ekran. Przez chwilę próbowałam skupić się na wątpliwej akcji, by odciąć się od myśli, ale mgła w moich oczach uniemożliwiała mi to. W końcu gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, Louis wyłączył telewizor i mocno mnie przytulając, pogłaskał po policzku. Spojrzałam w górę na niego. Uśmiechnął się delikatnie.
- Hej, co jest? - zapytał półgłosem, widząc moje błyszczące od łez oczy.
Pokręciłam tylko głową, dając mu do zrozumienia, że nie chcę o tym rozmawiać i wtuliłam twarz w jego pierś. Nic więcej nie mówił. Nie pytał. Głaskał mnie po plecach i po prostu ze mną był. Niczego więcej nie potrzebowałam. Chciałam po prostu czuć, że nie jestem sama.
- Która godzina? - zapytałam po pewnym czasie, gdy wszystkie złe emocje już ze mnie zeszły.
Chłopak wyciągnął z kieszeni telefon i podświetlił ekran.
- Za dziesięć ósma.
- Już? - zdziwiłam się, że czas tak szybko minął. - Muszę wracać do domu – powiedziałam, odsuwając się od niego i wstając z kanapy.
- Odprowadzę cię – zaoferował się blondyn.
- Nie trzeba. Przecież to nie tak daleko.
- Ale wolę cię odprowadzić.
Przewróciłam oczami, wyczuwając jego upór.
- Rób co chcesz – uśmiechnęłam się nieznacznie i ruszyłam w stronę przedpokoju, biorąc po drodze swoją torbę.
- No to cię odprowadzę – Louis klasnął w dłonie i po chwili tuż obok mnie zakładał buty.
- Ale ostrzegam, że nie zamierzam z tobą rozmawiać – powiedziałam przed wyjściem, na co
chłopak wzruszył tylko ramionami i otworzył przede mną drzwi.
Wczesnojesienny chłód zaczynał być już odczuwalny, dlatego gdy owiał mnie wiatr, wzdrygnęłam się z zimna. Tak jak obiecywałam, przez większość drogi nic nie mówiłam. Nie miałam nastroju na jakiekolwiek rozmowy. Na szczęście Louis nie zabiegał o nie i w milczeniu szedł po mojej lewej stronie. Jednak w pewnym momencie moja kieszeń zaczęła wibrować. Wyjęłam komórkę, a gdy na wyświetlaczu zobaczyłam jego numer, od razu wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Ale on znowu zadzwonił. I jeszcze raz. I kolejny. I tak w kółko. Z każdym odrzuconym połączeniem narastała we mnie złość połączona z bezsilnością. Zdawałam sobie bowiem sprawę z tego, że teraz nie da mi już spokoju. Starałam się nie dać po sobie poznać, że kręci mi się w głowie i jest mi coraz bardziej słabo, ale Louis i tak zorientował się, że coś się dzieje. Zresztą chyba musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć jak mocno uderzam palcem w ekran.
- To on? - spytał w końcu, patrząc na dzwoniący telefon.
Pokiwałam głową, usilnie walcząc z zacinającym się wyświetlaczem.
- Czego chce?
- Skąd mogę wiedzieć, skoro nie odbieram? - wyładowałam na nim swoją złość i z tłumionym krzykiem rzuciłam komórką o chodnik.
Pomogło. Wściekłość natychmiast mi przeszła.
- Przepraszam – powiedziałam łamiącym się głosem i przytuliłam do Louisa, który pocałował mnie w czubek głowy.
- Nic się nie stało – szepnął, a mi z oczu pociekły łzy.
Zachowywałam się jak niezrównoważona emocjonalnie wariatka i nie widziałam, jak mogę sobie z tym poradzić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że za bardzo to wszystko przeżywam, ale nie potrafiłam inaczej. Byłam chyba zbyt emocjonalnym człowiekiem.
Odsunęłam się od chłopaka i zebrałam komórkę z ziemi. Obejrzałam czy nic się jej nie stało, ale na szczęście przeżyła ten rzut. Wyłączyłam ją i schowałam do torby. Nie chciałam na nią dłużej patrzeć. Nie wtedy, gdy nie przestawała dzwonić.
**
Ostatnie uderzenie w struny i już.
- Dobra, na dzisiaj koniec – słyszę głos Jake'a.
Oddycham z ulgą i odstawiam gitarę, a zamiast niej chwytam w dłoń butelkę wody. Odkręcam ją i przykładam do ust. Nawet nie wiedziałem, że tak bardzo chce mi się pić. W tym samym czasie jedną ręką otwieram drzwi kabiny nagraniowej, by w końcu móc z niej wyjść. Jake odpycha się rękami od biurka i zsuwa z uszu słuchawki.
- W końcu nam wyszło – mówi, uśmiechając się do mnie szeroko.
Odpowiadam mu tym samym, dopijając resztkę wody. Naprawdę cieszę się, że już skończyłem. Spędziłem tutaj cały dzień i chciałbym być już w domu. Póki jeszcze mogę. Rozkładam się na kanapie, a Jake puszcza mi nagranie. Wsłuchuję się w nie ze skupieniem, kiwając do rytmu nogą.
- Brzmi dobrze – stwierdzam po ostatnim dźwięku.
Jestem zadowolony, bo gdyby było inaczej, musiałbym spędzić tu jeszcze trochę czasu.
- W takim razie widzimy się w sobotę – blondyn odwraca się w moją stronę. - Mam nadzieję, że tym razem pójdzie nam sprawniej – dodaje.
- Uwierz mi, że ja też – wzdycham. - Po prostu nie mogłem się dzisiaj skupić – próbuję się wytłumaczyć.
Nie wiem, co się działo, ale rzeczywiście szło mi fatalnie. Chociaż nie. Właściwie wiem, co się stało. Od wczoraj nie mogę wyrzucić z głowy głosy Niny. Cały czas o niej myślę, a to nie pozwala skupić mi się na niczym innym.
- Rozumiem, stary. Zdarza się – Jake klepie mnie po ramieniu.
W tym samym czasie odzywa się mój telefon leżący na szafce obok. Sięgam po niego. Stu napisał, że już na mnie czeka, więc podnoszę się z miejsca.
- No to do soboty – mówię na pożegnanie, unosząc dłoń.
- Na razie – odpowiada mi z uśmiechem blondyn i z powrotem obraca się w stronę komputera.
Wychodzę ze studia i pokonuję długi korytarz, żeby w końcu zbiec ze schodów i znaleźć się na zewnątrz. Staję na ulicy i rozglądam się dookoła, by zlokalizować samochód. Nie jest to specjalnie trudne, więc za moment siedzę już na tylnym siedzeniu i opieram głowę o szybę.
- I jak tam? - pyta Stu, wyjeżdżając na główną ulicę.
Wzruszam ramionami. Nie chce mi się rozmawiać. Jestem zmęczony i...
- Dzwoniłem wczoraj do Niny – wyrzucam z siebie w końcu.
Jeszcze nie miałem okazji mu o tym powiedzieć, a on jako jedyny wie dosłownie o wszystkim. Mężczyzna zerka na mnie we wstecznym lusterku, unosząc brwi.
- Odebrała?
- Tak, ale nie miałem odwagi się odezwać. Bałem się, że gdy mnie usłyszy, nie będzie chciała ze mną rozmawiać.
- I tak nie będzie chciała, ale wiesz doskonale, co o tym sądzę.
Wiem. Stu uważa, że jeśli naprawdę chcę, to powinienem mimo wszystko z nią porozmawiać albo całkowicie o niej zapomnieć.
- Gdyby to było takie proste – wzdycham cicho.
- Nie będzie, ale sam się o to prosiłeś.
Przewracam oczami. Nie musi mi w kółko o tym przypominać. Przecież to ja muszę z tym żyć.
- Ed, po prostu zadzwoń do niej jeszcze raz.
- Próbowałem rano, ale nie odbiera.
- No bardzo dziwne. Nie zapominaj, że ona w przeciwieństwie do ciebie się uczy i rano przeważnie jest na lekcjach – wyczuwam dużą dawkę ironii.
Nie zapomniałem, ale szczerze mówiąc, zrobiłem to trochę celowo. Miałem pewność, że nie odbierze. W mojej głowie po prostu wciąż jest zbyt wiele wątpliwości. Z jednej strony bardzo chcę ją znów usłyszeć, ale z drugiej rozmowa z dziewczyną, która ma ochotę cię zabić, nie należy do najłatwiejszych.
- Zadzwoń do niej teraz.
- Teraz? - nie podoba mi się ta propozycja.
- Tak, teraz – powtarza mężczyzna.
- Nie, to chyba nie jest najlepszy pomysł.
- Czyli wolisz dać jej spokój?
Wydaję z siebie jęk. Męczy mnie już ta rozmowa i chętnie bym ją skończył, ale wiem, że jeśli Stu się na coś uprze, łatwo nie odpuści. Po co ja w ogóle to zaczynałem?
- Nie, nie wolę – odpowiadam, patrząc przez okno.
- To dzwoń. Chyba, że wolisz to robić przy swojej dziewczynie.
Wolę wcale tego nie robić. Chociaż nie, właściwie chcę zadzwonić. Bardzo chcę znów ją usłyszeć. Pod wpływem nagłej zmiany nastroju wyciągam telefon z kieszeni i po odblokowaniu ekranu wchodzę w ostatnie połączenia. Klikam na numer Niny i przykładam komórkę do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Już chcę się rozłączyć, gdy się odzywa.
- Halo - jej śliczny głos jest lekko zniecierpliwiony.
Moje serce przyspiesza. Nie wiem, co powinienem powiedzieć ani czy w ogóle powinienem się odzywać. Nie chcę jej spłoszyć.
- Cześć – mówię w końcu nieśmiało.
Widzę, że Stu zerka na mnie z uśmiechem, ale ja nie jestem pewny czy mam powody do radości. Po drugiej stronie słyszę tylko głuchą ciszę, która na pewno nie jest dobrym znakiem.
- Nina? – liczę na to, że może jednak się odezwie.
Jednak zamiast jej głosu rozlega się trzask. Nie podoba mi się to. Wołam ją jeszcze kilka razy, ale się nie odzywa. Zrezygnowany opuszczam dłoń i się rozłączam. Uderzam potylicą w zagłówek. Na co ja liczyłem? Że będzie skakać z radości, gdy mnie usłyszy? Doskonale wiedziałem, że to się nie wydarzy. Miałem jednak nadzieję, że mimo to coś powie. Nie ważne co. Cokolwiek, byle tylko się odezwała. Nie powiedziała nic.
Stu wpatruje się we mnie, ale z mojej miny odczytuje, że nie jest dobrze. Nie pyta o nic i jestem mu za to wdzięczny. Gdybym musiał coś powiedzieć, pewnie zacząłbym kląć. Patrzę przez okno, ale nic nie widzę. W głowie przelatują mi wspomnienia i kolejny raz wyrzucam sobie, że mogłem być takim idiotą. Nagle dzwoni mój telefon. Serce prawie wyskakuje mi z piersi, bo oczywiście mam głupią nadzieję, że to ona. Ale nie. Dzwoni moja dziewczyna. Wzdycham z rozczarowaniem i przesuwam zieloną słuchawkę.
- Co tam? - pytam, gdy po drugiej stronie słyszę jej głos.
- Za ile będziesz w domu?
Zerkam przez okno, żeby zorientować się, gdzie jesteśmy.
- Za pięć minut – odpowiadam, śledząc wzrokiem jadący obok nas samochód.
- To świetnie, bo już wszystko gotowe – mówi radośnie i się rozłącza.
Chowam telefon. Super. Znów będę testerem jej nowego dania. Mam tylko nadzieję, że nie będzie wegetariańskie.
- Będę o ósmej – mówi Stu, gdy parkuje pod moim domem.
Kiwam głową i wysiadam z auta. Mam wystąpić dzisiaj na jakiejś imprezie, a potem pojawić się na afterparty. Naprawdę podoba mi się plan tego wieczoru.
Przeskakuję kolejne stopnie i w końcu wchodzę do mieszkania. Od progu czuję zapach gotowania.
- Jestem! - krzyczę, ściągając buty.
Po chwili pojawia się obok mnie moja dziewczyna i z uśmiechem zarzuca mi ręce na szyję. Unoszę kąciki ust i całuję ją. Smakuje papryką. Już wiem, co będzie.
- Chodź – odrywa się od moich ust i ciągnie mnie za rękę w stronę jadalni.
- Jesteś pewna, że nie chcesz ze mną iść? - pytam ostatni raz, zapinając guziki koszuli.
Dziewczyna siedzi po turecku na środku łóżka z książką na kolanach.
- Po co? - przenosi wzrok z kartki na mnie. - Żeby znowu patrzeć, jak się upijasz, zapominając o moim istnieniu? Chyba podziękuję za takie rozrywki.
Jest zła, chociaż kompletnie tego nie rozumiem. Zresztą ja w ogóle jej nie rozumiem. Wiecznie jej coś we mnie nie pasuje. Albo za dużo piję, albo za dużo palę, albo zbyt często nie ma mnie w domu. Tak jakby już zapomniała z kim się związała.
- Jak chcesz – wzruszam ramionami i wychodzę z pokoju.
Nie chcę się znów kłócić, dlatego wolę zakończyć rozmowę zanim rzuci mi się do gardła.
Mam jeszcze dziesięć minut, a właściwie jestem już gotowy. Idę jeszcze tylko do łazienki, by spryskać się perfumami i to wszystko. Siadam na kanapie obok mojego ukochanego kociaka i drapię go za uchem. O ile życie jest prostsze, gdy jest się kotem. Tylko jesz i śpisz. Dwie czynności, które uwielbiam. Nie musisz martwić się kłótniami z dziewczyną i tym, że druga nie chce z tobą rozmawiać. Żyjesz w spokoju męczony jedynie od czasu do czasu przez jakiegoś rudzielca. Dlaczego ja nie mogę być kotem? No dlaczego?
Telefon piszczy. Stu już na mnie czeka. Podnoszę się z miejsca i idę do przedpokoju, gdzie zakładam buty i marynarkę.
- Pa, kochanie – wkładam głowę, w uchylone drzwi sypialni.
- Pa – odpowiada oschle, nawet na mnie nie patrząc.
O co jej do cholery chodzi? Chyba nie chcę się nad tym teraz zastanawiać.
Wychodzę z mieszkania, zamykając cicho drzwi, żeby się przypadkiem nie wściekła, że trzaskam i schodzę na dół, po czym wskakuję do auta.
- Możemy jechać – mówię, widząc, ze Stu na coś czeka.
- A...
- Nie – przerywam mu, domyślając się, o co chce zapytać. - Nie chce patrzeć, jak znów się upijam – dodaję, wbijając sobie paznokcie we wnętrza dłoni.
- Ed... - zaczyna, wciskając gaz, ale znów mu przerywam.
- Proszę cię. Nie chcę słuchać teraz żadnych wykładów. Chcę tylko tam pojechać, zrobić swoje, a potem świetnie się bawić, niezależnie od jej zdania.
Wyczuwam, że Stu chciałby coś powiedzieć, ale powstrzymuje się, mrucząc tylko coś niewyraźnie pod nosem. Nie obchodzi mnie to. Opieram głowę o szybę i wyciągam z kieszeni telefon, żeby posprawdzać portale społecznościowe. Jednak zamiast na ikonkę Twittera klikam na połączenia. Bardzo dziwne. Nawet nie leżą obok siebie. Zaczynam się zastanawiać, co robię nie tak i dlaczego wszystko się tak pieprzy. Mam przy sobie wspaniałą dziewczynę, ale nie potrafię się z tego cieszyć, bo wiecznie się kłócimy. Ninę mogłem mieć cały czas, ale wszystko zepsułem i nie umiem tego naprawić. I chociaż chciałbym powiedzieć, że jestem szczęśliwy, nie mogę.

Klikam na numer, który mam pod palcem i przykładam telefon do ucha. Nie odbiera. Głupia by była, gdyby odebrała. Zresztą nie chcę, żeby odebrała. Nie teraz. To naprawdę nie jest dobry moment. Jednak mimo to wybieram numer po raz drugi i trzeci, i czwarty, i piąty, i tak w kółko.

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział. Szczerze to mam nadzieję, że Nina mu kiedyś wybaczy. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń