- Nienawidzę
szkoły – Ellie rzuciła się na moje łóżko, chowając twarz w
poduszkach.
- Nie
przesadzaj. To dopiero drugi tydzień – powiedziałam, kładąc
torbę na krześle i wyjmując z niej telefon.
Ktoś do mnie
dzwonił, ale nie miałam zapisanego numeru, więc nie planowałam
oddzwaniać. Jeśli czegoś chce, zadzwoni jeszcze raz.
- Nienawidzę
jej niezależnie od tego, ile do niej chodzę – przyjaciółka była
w bojowym nastroju. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ja miałam
wyjątkowo dobre nastawienie. Przynajmniej miałam jakieś zajęcie,
które odciągało mnie od niepotrzebnych myśli. - A w dodatku mam
jutro jakiś test z ekonomii. Na co komu test z ekonomii? - mamrotała
zła.
- Jeśli cię
to pocieszy, ja mam jutro rozprawkę z historii – westchnęłam,
siadając po turecku na łóżku.
- Ty
przynajmniej masz Louisa. Możesz się z nim pouczyć. A ja?
- Ty masz
Ashton.
- Błagam.
Przecież on w życiu nie ogarnie ekonomii. On nie ogarnia nic poza
komputerami.
- To po co ci
taki chłopak?
Ellie spojrzała
na mnie i uśmiechnęła się znacząco.
- Nie musi być
geniuszem, żeby...
- Dobra –
przerwałam jej – nie kończ. Chyba nie chcę wiedzieć w czym jest
dobry.
- Jesteś
pewna?
Przewróciłam
oczami i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Moja komórka zaczęła
wibrować. Ten sam numer, co wcześniej. A nie mówiłam, że
zadzwoni?
- Halo? -
odebrałam, ale po drugiej stronie nikt się nie odezwał. - Halo? -
cisza. - Halo? - powtórzyłam ostatni raz, lecz znów było to samo.
Rozłączyłam
się więc i odłożyłam komórkę.
- Kto to? -
spytała Ellie?
- Nie wiem –
wzruszyłam ramionami. - Nikt nie odpowiadał.
- Pewnie jakaś
pomyłka albo ktoś robi sobie żarty – blondynka machnęła ręką
i znów wtuliła twarz w fioletową poduszkę.
- Pewnie tak –
odparłam bez przekonania.
Z jakiegoś
powodu nie mogło mi to dać spokoju. Kojarzyłam ten numer. Nie, ja
byłam pewna, że go znam, ale nie miałam pojęcia do kogo należy.
Trudno. Miałam ważniejsze rzeczy do roboty niż zastanawianie się
nad jakimś numerem. Z powrotem wzięłam do ręki telefon i wybrałam
z listy kontaktów Louisa. Musiałam poprosić go, żeby wpadł
wieczorem i pomógł mi z tą nieszczęsną historią. Sama nie
miałam szans, żeby to przyswoić. No dobra, miałam. Ale przecież
zawsze przyjemniej uczyć się z kimś niż samemu.
*
I jak
historia?
Świetnie.
Bardzo dziękuję, że mi pomogłeś.
Nie ma za
co. Wieczorem kino?
Chętnie.
Schowałam
telefon do kieszeni i naciągnęłam na siebie bluzę. Powoli
zaczynało robić się chłodniej. Tropikalne upały odeszły w
zapomnienie na dłuższy czas. Teraz przed nami była tylko pora
zimna i deszczu. Nie zachwycało mnie to, ale czy miałam jakiś
wybór?
- Idziemy? -
Ellie stanęła przy mojej szafce uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Jasne –
odparłam, przekręcając kluczyk. - Coś ty taka szczęśliwa?
Ekonomia jednak dobrze ci poszła?
- Co mnie
obchodzi ekonomia - przyjaciółka machnęła ręką. - Rodzice
Ashtona wyjeżdżają na cały weekend i chyba wiesz co to oznacza.
- Wiem –
mruknęłam, przewracając oczami.
- No właśnie.
A jako że moja mama ma gdzieś to czy nocuję w domu, jutro po
szkole idę do niego i wracam w niedzielę. Czy życie nie jest
piękne?
- Może i jest
– wzruszyłam ramionami, wychodząc na zewnątrz.
- A najlepsze
jest to, że... O nie – Ellie zatrzymała się i uderzyła dłonią
w czoło. - Zapomniałam o pracy, którą miałam dzisiaj skończyć.
Muszę wracać – powiedziała z niechęcią. - Nie czekaj na mnie.
Zobaczymy się jutro – dodała, dając mi buziaka w policzek.
- Pa! -
krzyknęłam za nią, gdy znikała w drzwiach wejściowych.
Hałas
tworzony przez stado nastolatków opuszczających szkołę był tak
wielki, że dziwiłam się, jak mogą normalnie rozmawiać. Ja nie
słyszałam własnych myśli, a co dopiero drugą osobę. Z torby
wyjęłam telefon i słuchawki. Musiałam się jakoś odciąć od
tego jazgotu, bo jeszcze chwila, a czułam, że pęknie mi głowa.
Odblokowałam ekran, by wybrać piosenkę z mojej okrojonej w
ostatnim czasie playlisty, ale zamiast tego zobaczyłam, że znów
dzwonił do mnie ten sam numer. To nie mogła być pomyłka. Co
najwyżej głupi żart. Jednak i tym razem nie zamierzałam
oddzwaniać. Włączyłam Craving
Jamesa Baya i ruszyłam w kierunku przystanku. Zdążyłam jednak
zrobić ledwie trzy kroki, gdy ktoś objął mnie w pasie.
Podskoczyłam ze strachu, wyrywając słuchawki z uszu i odwróciłam
głowę. Musiałam ją nieco unieść, by zobaczyć uśmiechniętą
twarz Louisa. Odetchnęłam z ulgą na widok chłopaka i uniosłam
kąciki ust.
-
Zmiana planów – powiedział blondyn, stając naprzeciwko mnie. -
Kino robimy u mnie. Mama z Claire jadą zaraz na zakupy i znając je,
wrócą późnym wieczorem, więc mamy dużo czasu. Co ty na to? -
wzruszyłam ramionami. Louis jęknął. - No błagam, wydobądź z
siebie trochę radości.
Pokręciłam
głową, ale za chwilę roześmiałam się głośno, widząc jego
minę.
-
No dobra – ustąpiłam. - Idziemy do ciebie. Ale wiedz, że jestem
potwornie głodna.
-
Żaden problem. Duża pizza wszystko załatwi – wyszczerzył się
chłopak.
-
Jak ty mnie rozumiesz – powiedziałam, dając mu buziaka w
policzek.
-
To jaką chcesz? - zapytał
Louis, gdy dotarliśmy wreszcie do domu.
-
Jakąkolwiek. Umieram z głodu – padłam na kanapę, rzucając
gdzieś obok torbę.
Chłopak
usiadł obok mnie, kładąc sobie na kolana moje nogi i wybierał
numer pizzerii w komórce. Nie przysłuchiwałam się jego rozmowie.
Naprawdę było mi wszystko jedno, jaką zamówił. Ważne było
tylko to, że zamówił.
-
To może chociaż film wybierzesz? - spytał, chowając telefon do
kieszeni.
Pokręciłam
głową.
-
Dzisiaj pozostawiam ci wolną rękę w każdej kwestii – odparłam
wspaniałomyślnie, poprawiając sobie poduszkę, która nie chciała
ze mną współpracować.
-
Och, dziękuję. Ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w
filmie, który ja wybiorę, najprawdopodobniej będą się mordować.
-
Niech się mordują – machnęłam ręką. - Może jakoś to
przeżyję.
-
Jesteś pewna?
-
Jestem.
-
Jak chcesz – Louis wzruszył ramionami i wstał z kanapy, a za
chwilę zniknął na schodach.
Słyszałam
jak otwiera drzwi i rozwala coś w swoim pokoju. Potem trzask jednej
szuflady, drugiej i zamykanych drzwi. W końcu zszedł na dół z
laptopem pod pachą i rozłożył się na dywanie przed telewizorem.
-
Nadal nie masz żadnej propozycji? - spojrzał na mnie znad ekranu.
-
Nie – pokręciłam głową, na co chłopak wrócił do swojego
poprzedniego zajęcia.
Obserwowałam
go spod przymrużonych powiek. Jego długie palce szybko przesuwały
się po klawiaturze, a na twarzy widać było pełne skupienie.
Czarna koszulka opinała jego idealne ciało, które miałam okazję
oglądać bez przerwy przez calusieńkie trzy dni w Eastbourn. W
ogóle podczas tamtego wyjazdu coś się zmieniło. Nie do końca
sama wiedziałam co, ale zauważyłam, że zaczęłam patrzeć na
Louisa inaczej. Chyba już nie tylko jak na zwykłego przyjaciele,
ale kogoś więcej. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie
wspólnego kąpania się w morzu i wygrzewania na piasku, jedzenia
lodów albo całonocnych rozmów. To naprawdę był jeden z
najlepszych weekendów w moim życiu.
-
Halo, śpiąca królewno – jak przez mgłę docierał do mnie cichy
głos Louisa. - Budzimy się. Pizza przyjechała.
Gwałtownie
się zerwałam, a nachylony nade mną chłopak mało co się nie
przewrócił.
-
Zasnęłam? - spytałam zdziwiona, mrugając szybko, by dojść do
siebie.
-
Tak i nie obudził cię nawet dzwonek do drzwi – powiedział Louis,
kładąc obok mnie pudełko z pizzą.
-
Naprawdę? - nie mogłam uwierzyć, że tak mocno spałam. Przeważnie
nie zdarzało mi się to w ciągu dnia.
-
Naprawdę – potwierdził ze śmiechem. - Ale nie zastanawiaj się
już nad tym, tylko jedz. Podobno umierałaś z głodu.
Uniosłam
kąciki ust i zabrałam się za odrywanie pierwszego kawałka. W tym
samym czasie Louis włączył film, po czym usiadł obok mnie,
zrzucając pudełko na podłogę. Ekran telewizora stał się czarny,
a po chwili pojawił się na nim biegnący mężczyzna. Jak się
okazało opierała się na tym cała fabuła. Pochłaniałam kolejne
kawałki, a facet cały czas uciekał. Jedyne co się zmieniało, to
goniący go. Oglądałam film bez przesadnego zainteresowania, bo
byłam niemal pewna, że i tak zaliczę go do najnudniejszych, jakie
widziałam. Jednak Louis z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu
był zachwycony. Jego błękitne oczy błyszczały od nadmiaru
emocji, a z gardła raz po raz wydostawały się dźwięki
dopingujące głównego bohatera. Uśmiechałam się do siebie,
obserwując jego reakcje, które były sto razy ciekawsze niż akcja
na ekranie. Wydarzenia tak pochłonęły chłopaka, że nawet nie
zauważył jak podkradłam mu kawałek pizzy, co w gruncie rzeczy nie
było takie złe.
Właśnie
kończyłam przeżuwać drugi kęs, gdy usłyszałam dzwonek mojej
komórki. Natychmiast rzuciłam się do torby, by jak najszybciej
wyciszyć dźwięk, ale Louis zdążył już oderwać się od filmu.
-
Zatrzymać? - spytał, gdy z komórką w dłoni podniosłam się z
kanapy.
-
Nie trzeba. Oglądaj – uśmiechnęłam się i spojrzałam na
wyświetlacz.
Znów
ten sam numer. Kto to mógł być? Wyszłam do kuchni i stając przy
blacie pod oknem, przyłożyłam telefon do ucha.
-
Halo – powiedziałam trochę niecierpliwie, spodziewając się, że
znów nikt się nie odezwie.
-
Cześć – odpowiedział mi niepewny męski głos.
Zamarłam.
To był on. Byłam tego pewna. Rozpoznałabym ten głos zawsze i
wszędzie. Moje serce przestało bić, a wszystkie mięśnie się
napięły.
-
Nina? - dźwięk mojego imienia wywołał u mnie dreszcze.
Telefon
wypadł mi z dłoni. Nie mogłam uwierzyć. Nie, to nie mogła być
prawda. To nie mógł być on. Zaczęłam drżeć i zakręciło mi
się w głowie. Mocno złapałam się blatu i zacisnęłam powieki,
ale było już za późno. Po policzkach potoczyły się łzy. Czułam
się tak, jakby ktoś wbijał we mnie szpilki. Momentalnie wszystko
zaczęło mnie boleć łącznie z płucami, którym nie dostarczałam
odpowiedniej ilości powietrza. Gdy z jego braku zrobiło mi się
słabo, osunęłam się na podłogę i zaczęłam łapczywie
oddychać. Patrzyłam przed siebie, ale nie widziałam nic. Ogarniała
mnie panika, chociaż sama nie wiedziałam, czego się boję.
Zaczęłam się trząść, słysząc w głowie cały czas ten sam
głos. Po co? Dlaczego? Czemu zadzwonił? Czego ode mnie chciał? Ja
chciałam tylko o nim zapomnieć. Nic więcej. Już tak dobrze mi
szło. Od ponad dwóch tygodni prawie wcale o nim nie myślałam, a
nawet jeśli, nie wywoływało to we mnie żadnych skrajnych emocji.
Do teraz. Znowu wszystko zepsuł. Tylko to potrafił.
Otarłam
łzy z twarzy. Nie chciałam znowu przez niego płakać. Denerwowałam
się na siebie, że jestem taka słaba. Że wystarczą jego dwa
słowa, by wyprowadzić mnie z równowagi emocjonalnej. Nie mogło
tak być. Nie mogłam mu na to pozwolić. Wzięłam głęboki oddech
i powoli wstałam, zgarniając z podłogi swój telefon. Na
uginających się nogach wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie.
Wtuliłam się w Louisa. Potrzebowałam teraz jego bliskości, bo
tylko ona mogła mnie uspokoić. Na szczęście chłopak, o nic nie
pytając, objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
Do końca filmu bezmyślnie wgapiałam się w ekran. Przez chwilę
próbowałam skupić się na wątpliwej akcji, by odciąć się od
myśli, ale mgła w moich oczach uniemożliwiała mi to. W końcu gdy
na ekranie pojawiły się napisy końcowe, Louis wyłączył
telewizor i mocno mnie przytulając, pogłaskał po policzku.
Spojrzałam w górę na niego. Uśmiechnął się delikatnie.
-
Hej, co jest? - zapytał półgłosem, widząc moje błyszczące od
łez oczy.
Pokręciłam
tylko głową, dając mu do zrozumienia, że nie chcę o tym
rozmawiać i wtuliłam twarz w jego pierś. Nic więcej nie mówił.
Nie pytał. Głaskał mnie po plecach i po prostu ze mną był.
Niczego więcej nie potrzebowałam. Chciałam po prostu czuć, że
nie jestem sama.
-
Która godzina? - zapytałam po pewnym czasie, gdy wszystkie złe
emocje już ze mnie zeszły.
Chłopak
wyciągnął z kieszeni telefon i podświetlił ekran.
-
Za dziesięć ósma.
-
Już? - zdziwiłam się, że czas tak szybko minął. - Muszę wracać
do domu – powiedziałam, odsuwając się od niego i wstając z
kanapy.
-
Odprowadzę cię – zaoferował się blondyn.
-
Nie trzeba. Przecież to nie tak daleko.
-
Ale wolę cię odprowadzić.
Przewróciłam
oczami, wyczuwając jego upór.
-
Rób co chcesz – uśmiechnęłam się nieznacznie i ruszyłam w
stronę przedpokoju, biorąc po drodze swoją torbę.
-
No to cię odprowadzę – Louis klasnął w dłonie i po chwili tuż
obok mnie zakładał buty.
-
Ale ostrzegam, że nie zamierzam z tobą rozmawiać – powiedziałam
przed wyjściem, na co
chłopak
wzruszył tylko ramionami i otworzył przede mną drzwi.
Wczesnojesienny
chłód zaczynał być już odczuwalny, dlatego gdy owiał mnie
wiatr, wzdrygnęłam się z zimna. Tak jak obiecywałam, przez
większość drogi nic nie mówiłam. Nie miałam nastroju na
jakiekolwiek rozmowy. Na szczęście Louis nie zabiegał o nie i w
milczeniu szedł po mojej lewej stronie. Jednak w pewnym momencie
moja kieszeń zaczęła wibrować. Wyjęłam komórkę, a gdy na
wyświetlaczu zobaczyłam jego numer, od razu wcisnęłam czerwoną
słuchawkę. Ale on znowu zadzwonił. I jeszcze raz. I kolejny. I tak
w kółko. Z każdym odrzuconym połączeniem narastała we mnie
złość połączona z bezsilnością. Zdawałam sobie bowiem sprawę
z tego, że teraz nie da mi już spokoju. Starałam się nie dać po
sobie poznać, że kręci mi się w głowie i jest mi coraz bardziej
słabo, ale Louis i tak zorientował się, że coś się dzieje.
Zresztą chyba musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć jak mocno
uderzam palcem w ekran.
-
To on? - spytał w końcu, patrząc na dzwoniący telefon.
Pokiwałam
głową, usilnie walcząc z zacinającym się wyświetlaczem.
-
Czego chce?
-
Skąd mogę wiedzieć, skoro nie odbieram? - wyładowałam na nim
swoją złość i z tłumionym krzykiem rzuciłam komórką o
chodnik.
Pomogło.
Wściekłość natychmiast mi przeszła.
-
Przepraszam – powiedziałam łamiącym się głosem i przytuliłam
do Louisa, który pocałował mnie w czubek głowy.
-
Nic się nie stało – szepnął, a mi z oczu pociekły łzy.
Zachowywałam
się jak niezrównoważona emocjonalnie wariatka i nie widziałam,
jak mogę sobie z tym poradzić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że
za bardzo to wszystko przeżywam, ale nie potrafiłam inaczej. Byłam
chyba zbyt emocjonalnym człowiekiem.
Odsunęłam
się od chłopaka i zebrałam komórkę z ziemi. Obejrzałam czy nic
się jej nie stało, ale na szczęście przeżyła ten rzut.
Wyłączyłam ją i schowałam do torby. Nie chciałam na nią dłużej
patrzeć. Nie wtedy, gdy nie przestawała dzwonić.
**
Ostatnie
uderzenie w struny i już.
-
Dobra, na dzisiaj koniec – słyszę głos Jake'a.
Oddycham
z ulgą i odstawiam gitarę, a zamiast niej chwytam w dłoń butelkę
wody. Odkręcam ją i przykładam do ust. Nawet nie wiedziałem, że
tak bardzo chce mi się pić. W tym samym czasie jedną ręką
otwieram drzwi kabiny nagraniowej, by w końcu móc z niej wyjść.
Jake odpycha się rękami od biurka i zsuwa z uszu słuchawki.
-
W końcu nam wyszło – mówi, uśmiechając się do mnie szeroko.
Odpowiadam
mu tym samym, dopijając resztkę wody. Naprawdę cieszę się, że
już skończyłem. Spędziłem tutaj cały dzień i chciałbym być
już w domu. Póki jeszcze mogę. Rozkładam się na kanapie, a Jake
puszcza mi nagranie. Wsłuchuję się w nie ze skupieniem, kiwając
do rytmu nogą.
-
Brzmi dobrze – stwierdzam po ostatnim dźwięku.
Jestem
zadowolony, bo gdyby było inaczej, musiałbym spędzić tu jeszcze
trochę czasu.
-
W takim razie widzimy się w sobotę – blondyn odwraca się w moją
stronę. - Mam nadzieję, że tym razem pójdzie nam sprawniej –
dodaje.
-
Uwierz mi, że ja też – wzdycham. - Po prostu nie mogłem się
dzisiaj skupić – próbuję się wytłumaczyć.
Nie
wiem, co się działo, ale rzeczywiście szło mi fatalnie. Chociaż
nie. Właściwie wiem, co się stało. Od wczoraj nie mogę wyrzucić
z głowy głosy Niny. Cały czas o niej myślę, a to nie pozwala
skupić mi się na niczym innym.
-
Rozumiem, stary. Zdarza się – Jake klepie mnie po ramieniu.
W
tym samym czasie odzywa się mój telefon leżący na szafce obok.
Sięgam po niego. Stu napisał, że już na mnie czeka, więc
podnoszę się z miejsca.
-
No to do soboty – mówię na pożegnanie, unosząc dłoń.
-
Na razie – odpowiada mi z uśmiechem blondyn i z powrotem obraca
się w stronę komputera.
Wychodzę
ze studia i pokonuję długi korytarz, żeby w końcu zbiec ze
schodów i znaleźć się na zewnątrz. Staję na ulicy i rozglądam
się dookoła, by zlokalizować samochód. Nie jest to specjalnie
trudne, więc za moment siedzę już na tylnym siedzeniu i opieram
głowę o szybę.
-
I jak tam? - pyta Stu, wyjeżdżając na główną ulicę.
Wzruszam
ramionami. Nie chce mi się rozmawiać. Jestem zmęczony i...
-
Dzwoniłem wczoraj do Niny – wyrzucam z siebie w końcu.
Jeszcze
nie miałem okazji mu o tym powiedzieć, a on jako jedyny wie
dosłownie o wszystkim. Mężczyzna zerka na mnie we wstecznym
lusterku, unosząc brwi.
-
Odebrała?
-
Tak, ale nie miałem odwagi się odezwać. Bałem się, że gdy mnie
usłyszy, nie będzie chciała ze mną rozmawiać.
-
I tak nie będzie chciała, ale wiesz doskonale, co o tym sądzę.
Wiem.
Stu uważa, że jeśli naprawdę chcę, to powinienem mimo wszystko z
nią porozmawiać albo całkowicie o niej zapomnieć.
-
Gdyby to było takie proste – wzdycham cicho.
-
Nie będzie, ale sam się o to prosiłeś.
Przewracam
oczami. Nie musi mi w kółko o tym przypominać. Przecież to ja
muszę z tym żyć.
-
Ed, po prostu zadzwoń do niej jeszcze raz.
-
Próbowałem rano, ale nie odbiera.
-
No bardzo dziwne. Nie zapominaj, że ona w przeciwieństwie do ciebie
się uczy i rano przeważnie jest na lekcjach – wyczuwam dużą
dawkę ironii.
Nie
zapomniałem, ale szczerze mówiąc, zrobiłem to trochę celowo.
Miałem pewność, że nie odbierze. W mojej głowie po prostu wciąż
jest zbyt wiele wątpliwości. Z jednej strony bardzo chcę ją znów
usłyszeć, ale z drugiej rozmowa z dziewczyną, która ma ochotę
cię zabić, nie należy do najłatwiejszych.
-
Zadzwoń do niej teraz.
-
Teraz? - nie podoba mi się ta propozycja.
-
Tak, teraz – powtarza mężczyzna.
-
Nie, to chyba nie jest najlepszy pomysł.
-
Czyli wolisz dać jej spokój?
Wydaję
z siebie jęk. Męczy mnie już ta rozmowa i chętnie bym ją
skończył, ale wiem, że jeśli Stu się na coś uprze, łatwo nie
odpuści. Po co ja w ogóle to zaczynałem?
-
Nie, nie wolę – odpowiadam, patrząc przez okno.
-
To dzwoń. Chyba, że wolisz to robić przy swojej dziewczynie.
Wolę
wcale tego nie robić. Chociaż nie, właściwie chcę zadzwonić.
Bardzo chcę znów ją usłyszeć. Pod wpływem nagłej zmiany
nastroju wyciągam telefon z kieszeni i po odblokowaniu ekranu
wchodzę w ostatnie połączenia. Klikam na numer Niny i przykładam
komórkę do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Już
chcę się rozłączyć, gdy się odzywa.
-
Halo - jej śliczny głos jest lekko zniecierpliwiony.
Moje
serce przyspiesza. Nie wiem, co powinienem powiedzieć ani czy w
ogóle powinienem się odzywać. Nie chcę jej spłoszyć.
-
Cześć – mówię w końcu nieśmiało.
Widzę,
że Stu zerka na mnie z uśmiechem, ale ja nie jestem pewny czy mam
powody do radości. Po drugiej stronie słyszę tylko głuchą ciszę,
która na pewno nie jest dobrym znakiem.
-
Nina? – liczę na to, że może jednak się odezwie.
Jednak
zamiast jej głosu rozlega się trzask. Nie podoba mi się to. Wołam
ją jeszcze kilka razy, ale się nie odzywa. Zrezygnowany opuszczam
dłoń i się rozłączam. Uderzam potylicą w zagłówek. Na co ja
liczyłem? Że będzie skakać z radości, gdy mnie usłyszy?
Doskonale wiedziałem, że to się nie wydarzy. Miałem jednak
nadzieję, że mimo to coś powie. Nie ważne co. Cokolwiek, byle
tylko się odezwała. Nie powiedziała nic.
Stu
wpatruje się we mnie, ale z mojej miny odczytuje, że nie jest
dobrze. Nie pyta o nic i jestem mu za to wdzięczny. Gdybym musiał
coś powiedzieć, pewnie zacząłbym kląć. Patrzę przez okno, ale
nic nie widzę. W głowie przelatują mi wspomnienia i kolejny raz
wyrzucam sobie, że mogłem być takim idiotą. Nagle dzwoni mój
telefon. Serce prawie wyskakuje mi z piersi, bo oczywiście mam
głupią nadzieję, że to ona. Ale nie. Dzwoni moja dziewczyna.
Wzdycham z rozczarowaniem i przesuwam zieloną słuchawkę.
-
Co tam? - pytam, gdy po drugiej stronie słyszę jej głos.
-
Za ile będziesz w domu?
Zerkam
przez okno, żeby zorientować się, gdzie jesteśmy.
-
Za pięć minut – odpowiadam, śledząc wzrokiem jadący obok nas
samochód.
-
To świetnie, bo już wszystko gotowe – mówi radośnie i się
rozłącza.
Chowam
telefon. Super. Znów będę testerem jej nowego dania. Mam tylko
nadzieję, że nie będzie wegetariańskie.
-
Będę o ósmej – mówi Stu, gdy parkuje pod moim domem.
Kiwam
głową i wysiadam z auta. Mam wystąpić dzisiaj na jakiejś
imprezie, a potem pojawić się na afterparty. Naprawdę podoba mi
się plan tego wieczoru.
Przeskakuję
kolejne stopnie i w końcu wchodzę do mieszkania. Od progu czuję
zapach gotowania.
-
Jestem! - krzyczę, ściągając buty.
Po
chwili pojawia się obok mnie moja dziewczyna i z uśmiechem zarzuca
mi ręce na szyję. Unoszę kąciki ust i całuję ją. Smakuje
papryką. Już wiem, co będzie.
-
Chodź – odrywa się od moich ust i ciągnie mnie za rękę w
stronę jadalni.
-
Jesteś pewna, że nie chcesz ze mną iść? - pytam ostatni raz,
zapinając guziki koszuli.
Dziewczyna
siedzi po turecku na środku łóżka z książką na kolanach.
-
Po co? - przenosi wzrok z kartki na mnie. - Żeby znowu patrzeć, jak
się upijasz, zapominając o moim istnieniu? Chyba podziękuję za
takie rozrywki.
Jest
zła, chociaż kompletnie tego nie rozumiem. Zresztą ja w ogóle jej
nie rozumiem. Wiecznie jej coś we mnie nie pasuje. Albo za dużo
piję, albo za dużo palę, albo zbyt często nie ma mnie w domu. Tak
jakby już zapomniała z kim się związała.
-
Jak chcesz – wzruszam ramionami i wychodzę z pokoju.
Nie
chcę się znów kłócić, dlatego wolę zakończyć rozmowę zanim
rzuci mi się do gardła.
Mam
jeszcze dziesięć minut, a właściwie jestem już gotowy. Idę
jeszcze tylko do łazienki, by spryskać się perfumami i to
wszystko. Siadam na kanapie obok mojego ukochanego kociaka i drapię
go za uchem. O ile życie jest prostsze, gdy jest się kotem. Tylko
jesz i śpisz. Dwie czynności, które uwielbiam. Nie musisz martwić
się kłótniami z dziewczyną i tym, że druga nie chce z tobą
rozmawiać. Żyjesz w spokoju męczony jedynie od czasu do czasu
przez jakiegoś rudzielca. Dlaczego ja nie mogę być kotem? No
dlaczego?
Telefon
piszczy. Stu już na mnie czeka. Podnoszę się z miejsca i idę do
przedpokoju, gdzie zakładam buty i marynarkę.
-
Pa, kochanie – wkładam głowę, w uchylone drzwi sypialni.
-
Pa – odpowiada oschle, nawet na mnie nie patrząc.
O
co jej do cholery chodzi? Chyba nie chcę się nad tym teraz
zastanawiać.
Wychodzę
z mieszkania, zamykając cicho drzwi, żeby się przypadkiem nie
wściekła, że trzaskam i schodzę na dół, po czym wskakuję do
auta.
-
Możemy jechać – mówię, widząc, ze Stu na coś czeka.
-
A...
-
Nie – przerywam mu, domyślając się, o co chce zapytać. - Nie
chce patrzeć, jak znów się upijam – dodaję, wbijając sobie
paznokcie we wnętrza dłoni.
-
Ed... - zaczyna, wciskając gaz, ale znów mu przerywam.
-
Proszę cię. Nie chcę słuchać teraz żadnych wykładów. Chcę
tylko tam pojechać, zrobić swoje, a potem świetnie się bawić,
niezależnie od jej zdania.
Wyczuwam,
że Stu chciałby coś powiedzieć, ale powstrzymuje się, mrucząc
tylko coś niewyraźnie pod nosem. Nie obchodzi mnie to. Opieram
głowę o szybę i wyciągam z kieszeni telefon, żeby posprawdzać
portale społecznościowe. Jednak zamiast na ikonkę Twittera klikam
na połączenia. Bardzo dziwne. Nawet nie leżą obok siebie.
Zaczynam się zastanawiać, co robię nie tak i dlaczego wszystko się
tak pieprzy. Mam przy sobie wspaniałą dziewczynę, ale nie potrafię
się z tego cieszyć, bo wiecznie się kłócimy. Ninę mogłem mieć
cały czas, ale wszystko zepsułem i nie umiem tego naprawić. I
chociaż chciałbym powiedzieć, że jestem szczęśliwy, nie mogę.
Klikam
na numer, który mam pod palcem i przykładam telefon do ucha. Nie
odbiera. Głupia by była, gdyby odebrała. Zresztą nie chcę, żeby
odebrała. Nie teraz. To naprawdę nie jest dobry moment. Jednak mimo
to wybieram numer po raz drugi i trzeci, i czwarty, i piąty, i tak w
kółko.
Świetny rozdział. Szczerze to mam nadzieję, że Nina mu kiedyś wybaczy. Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńJak zawsze ekstra! <3
OdpowiedzUsuń