czwartek, 17 grudnia 2015

Rozdział XIX

Zaczynałam przyzwyczajać się do cosobotnich porannych odwiedzin Ellie. Oczywiście nigdy ich nie zapowiadała, więc nie do końca wiedziałam o której i czy w ogóle przyjdzie. Zwykle jednak wpadała około jedenastej, kiedy byłam już ubrana, najedzona i gotowa do życia. Ale czasem lubiła mnie zaskakiwać z samego rana.
- Co z tobą – z hukiem wparowała do mojego pokoju.
Otworzyłam jedno oko. Nie spałam już od dłuższego czasu, ale wciąż byłam w pięknym świecie marzeń, którego nie chciałam jeszcze opuszczać. Zostałam jednak brutalnie do tego zmuszona.
- A co ma być? - spytałam, unosząc drugą powiekę.
Przyjaciółka zdążyła się już wygodnie umieścić w centralnej części mojego łóżka, ograniczając mi tym samym w pewien sposób swobodę ruchów.
- No właśnie nie wiem. Tak pytam, jakby się coś jednak działo.
Przewróciłam oczami. Od początku wiedziałam, że nie wszystko z nią w porządku.
- Właściwie, to przyszłam wyciągnąć cię na spacer – stwierdziła, sięgając po jakieś czasopismo leżące na szafce obok łóżka.
- O tej porze? - skrzywiłam się
- Nie przesadzaj, już po dziewiątej – odparła z wyrzutem.
Westchnęłam cicho.
- Jeśli zaczekasz pół godziny, pójdę z tobą gdzie tylko zechcesz.
- Nie wiem, czy zdążysz. Ashton też jest w kolejce i całkiem możliwe, że wyszykuje się szybciej niż ty.
- Czyli jestem mniej ważna od niego? - spytałam udawanym obrażonym tonem.
- Oczywiście, że tak – wystawiła mi język, a ja ją kopnęłam, po czym obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
- No dobra, w takim razie się pospieszę – powiedziałam, wyskakując z łóżka.
Ruszyłam w kierunku szafy, ale zdążyłam zrobić tylko dwa kroki, gdy zadzwonił telefon leżący na materacu. Cofnęłam się do niego i spojrzałam na wyświetlacz. No tak. Mogłam się domyślić.
- Kto to? - spytała Ellie, przerzucając kolejną stronę magazynu.
- Zgadnij – mruknęłam, wracając pod szafę.
Blondynka uniosła brwi.
- Mówiłaś, że już sobie odpuścił.
- Bo tak myślałam – powiedziałam ledwo słyszalnie, opierając głowę o drewniane drzwi.
Po trzech dniach zamilknął całkowicie na calusieńki szkolny tydzień, więc uznałam, że pewnie się już znudził. Najwyraźniej się myliłam.
- A może... - zaczęła nieśmiało Ellie.
Odwróciłam się w jej kierunku. Blondynka drapała się w tył głowy i marszczyła nos. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo robiła tak tylko wtedy, gdy chciała powiedzieć coś, co wiedziała, że nie spodoba się rozmówcy. Patrzyłam na nią uważnie, czekając, aż wreszcie to z siebie wyrzuci.
- A może lepiej byłoby, gdybyście się spotkali? - wystrzeliła jak z karabinu, przez co nie od razu ją zrozumiałam.
Wytrzeszczyłam oczy i gapiłam się na nią osłupiała. Była ostatnią osobą, po której spodziewałam się takiego stwierdzenia.
- Chyba żartujesz – stałam bez ruchu. Ellie unikała mojego wzroku. - Przecież wiesz, że nie ma nawet takiej opcji.
- Wiem – podniosła na mnie oczy. - Ale czy naprawdę nie interesuje cię, co ma ci do powiedzenia?
- Nie – pokręciłam stanowczo głową. - Nie obchodzi mnie ani on, ani jego kłamstwa.
- Ale skoro dzwoni, to znaczy, że mu zależy – przyjaciółka nie ustępowała.
- Zależy? Na czym? Bo na pewno nie na mnie.
- Skąd wiesz? Przecież z nim nie rozmawiałaś.
- I nie zamierzam. Zresztą, co go tak nagle bronisz?
- Nie bronię go. Chodzi mi tylko o ciebie. Boję się, że kiedyś będziesz żałowała, że nie dałaś mu szansy wyjaśnić.
- Ale tu nie ma, czego wyjaśniać. Poza tym, proszę cię, skończmy ten temat. Nie mam ochoty psuć sobie soboty.
Ellie z rezygnacją wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz – powiedziała cicho, wracając do przeglądania gazety.
Ja natomiast wróciłam do szukania czegoś, co mogłabym na siebie założyć.
- Mogę na chwilę twój telefon? - spytała blondynka. - Muszę napisać do Ashtona, a mój padł.
- Jasne, bierz – machnęłam obojętnie ręką, przerzucając rzeczy na kolejnych półkach.
Jak zwykle nie mogłam się na nic zdecydować.
- Wiesz co, chyba jednak muszę cię wymienić – rzuciła Ellie, odkładając moją komórkę.
Odwróciłam się w jej stronę. Na twarzy dziewczyny malował się uśmiech tak szeroki, że w żaden sposób nie mogła go ukryć. Nie chciałam wiedzieć, o czym pisali.
- A już miałam się ubierać – zrobiłam smutną minę, machając spodniami, które trzymałam w dłoni.
- Przepraszam – przyjaciółka zeskoczyła z łóżka i przytuliła się do mnie.
Roześmiałam się i odwzajemniłam jej uścisk.
- Ale wynagrodzę ci to po południu – powiedziała, odsuwając się ode mnie.
- Mam nadzieję – zmrużyłam oczy i ściągnęłam usta.
- Pójdziemy na kawę, co ty na to?
Kiwałam głową, udając, że się zastanawiam.
- Zgoda – powiedziałam w końcu.
- To świetnie – przyjaciółka z uśmiechem cmoknęła mnie w policzek. - Napiszę ci jeszcze gdzie i o której – dodała i już jej nie było.
Stałam przez chwilę z czarnymi dżinsami w dłoni, nie wiedząc, co zrobić. Wreszcie odłożyłam je na półkę. Skoro nie musiałam nigdzie wychodzić, mogłam spokojnie wrócić do łóżka i jeszcze trochę poleniuchować.

SMS od Ellie przyszedł w momencie, gdy odpoczywając po obiedzie, przerzucałam w telewizji kolejne kanały i słuchałam opowieści Kevina o jakiejś grze.
Za godzinę w tej kawiarni niedaleko mnie. Pewnie się spóźnię, więc zajmij stolik w rogu. I wyglądaj jak człowiek, bo mam dla ciebie niespodziankę.
Uśmiechnęłam się do telefonu. Lubiłam niespodzianki, chociaż szczerze mówiąc, trochę się obawiałam jej pomysłu. Ellie była nieprzewidywalna.
- Kevin, przepraszam, ale muszę iść – powiedziałam do siedzącego na podłodze blondyna.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, dając mi do zrozumienia, że wybacza mi, iż nie będę dłużej słuchać jego opowieści o mordujących się wikingach.
Wstałam z kanapy i poszłam na górę. Miałam mało czasu na przygotowanie. Później już nie mogła wysłać mi tego SMS-a? Wprawdzie była już trzecia, ale ja wciąż tkwiłam w mojej różowo – szarej piżamie. Do tej pory nie miałam potrzeby się przebierać. Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej strój, który wybrałam rano. Nie miałam czasu wysilać się bardziej. W sweterku i dżinsach też wyglądałam jak człowiek. Przebrana związałam włosy w luźnego koczka i pomalowałam rzęsy. Właściwie nie musiałam już nic więcej robić. Obejrzałam się w lustrze, stwierdzając, że jak na spotkanie z przyjaciółką jest dobrze. Sprawdziłam czas. Nie było źle. Przygotowanie zajęło mi tylko piętnaście minut, więc nie musiałam się spieszyć. Zresztą, ona i tak miała się spóźnić.
Zeszłam na dół, mówiąc po drodze robiącej pranie Lucy, że wychodzę. Życzyła mi miłej zabawy i kazała wrócić przed dziesiątą. Standard. Ubrałam buty, założyłam na siebie dżinsową kurtkę i wyszłam na dwór. Było przyjemnie ciepło. Uśmiechnęłam się do siebie, zamykając na moment oczy. Rozkoszowałam się rozgrzewającymi promieniami słońca, które pod koniec września nie były już takie oczywiste. Miałam ochotę iść na piechotę, ale kawiarnia, w której się umówiłyśmy była zbyt daleko. Chcąc nie chcąc, ruszyłam w kierunku przystanku. Nie lubiłam jeździć autobusem. Przede wszystkim dlatego, że każdego ranka był tak zatłoczony, że nie sposób było w nim oddychać. Na szczęście tym razem udało mi się nawet usiąść, co nie zdarzało się prawie nigdy.
Po półgodzinie wysiadłam na odpowiednim przystanku. Miałam jeszcze dziesięć minut, więc spokojnie szłam w umówione miejsce. Punktualnie o czwartej zatrzymałam się przed kawiarnią. Miałam idealne wyczucie czasu. Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła. Ellie oczywiście nie było. W ogóle prawie nikogo nie było. Pod oknem siedział tylko jakiś chłopak uderzający szybko w klawiaturę czarnego laptopa, a stolik na środku zajmowała słodko wpatrzona w siebie para. Przez ułamek sekundy przeleciała mi przez głowę myśl, że też bym tak chciała, ale szybko ją odgoniłam.
Usiadłam na bordowej kanapie tyłem do wejścia, zamawiając wcześniej herbatę, gdyż uznałam, że siedzenie przy pustym stoliku mogłoby wyglądać głupio. Nie wiedziałam, ile będę musiała czekać na przyjaciółkę, więc wyciągnęłam z torebki telefon i zadzwoniłam do niej. Nie odbierała. Spróbowałam drugi raz, ale też cisza. Schowałam więc komórkę, uzbrajając się w cierpliwość, bo nic innego mi nie pozostawało.
Wreszcie usłyszałam, że ktoś do mnie podchodzi. Pewna, że to ona, odwróciłam się z uśmiechem na ustach i zamarłam. To zdecydowanie nie była Ellie. Na jego widok serce na moment mi stanęło, by po chwili zacząć bić w takim tempie, jakby chciało wyskoczyć i uciec. Nie rozumiałam dlaczego i w jaki sposób się tu znalazł. Gapiłam się na niego, nie mogąc nawet mrugnąć. Zdecydowanie nie byłam na to przygotowana.
- Cześć – powiedział nieśmiało, zsuwając z głowy kaptur niebieskiej bluzy.
Rude włosy opadły mu niesfornie na twarz. Poprawił je szybkim ruchem ręki.
Nie odpowiedziałam. Nie mogłam. Głos odmawiał mi posłuszeństwa. Czułam gorące pulsowanie w uszach. Nadmiar krwi rozpalał także moje policzki. Nie podobało mi się to, tak samo jak to, że on siedział naprzeciwko mnie, uśmiechając się niepewnie. Chciałam wstać i wyjść, ale z jakiegoś powodu zostałam.
- Co... ty... tu... - wydukałam przez ściśnięte gardło.
Czułam, jak żołądek wywracam mi się na drugą stronę.
Mężczyzna popatrzył na mnie ze zdziwieniem, jakby nie rozumiał mojego szoku. No tak. Nie rozumiał. Nagle wszystko stało się jasne. To on był tą niespodzianką, dla której miałam wyglądać dobrze. Ale jak? Kiedy? Uderzyłam otwartą dłonią w czoło. Szybko wyciągnęłam z torebki telefon i drżącymi rękami próbowałam odblokować ekran. Po trzech próbach udało mi się to. Weszłam w wiadomości, ale oczywiście nic nie było. Usunęła dowody zbrodni.
- Daj mi telefon – zażądałam od zdezorientowanego rudzielca.
Nie protestował. Wyjął iPhone'a z kieszeni i podał mi go. Wbiłam kod, który miał cztery miesiące temu, licząc na to, że go nie zmienił. Nie. Weszłam w skrzynkę odbiorczą. Nina – oryginalnie mnie zapisał. Kliknęłam na SMS-a i wyświetliła mi się cała rozmowa. W miarę czytania moje oczy poszerzały się coraz bardziej. Kręciłam głową, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę to zrobiła. Przez chwilę zastanawiałam się czy zabić ją od razu, czy też najpierw poddać ją torturom. Bo co do tego, że czekała ją śmierć z mojej ręki, nie miałam wątpliwości.
Wzięłam głęboki oddech i oddałam mężczyźnie jego własność. Patrzył na mnie z takim niepokojem, że przez moment aż zrobiło mi się go żal. W końcu Ellie oszukała nas oboje. Ale to był tylko moment.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nerwowo drapałam się po czole. Do tej pory myślałam, że gdy go zobaczę, dostanę ataku histerii, ale na szczęście tak nie było. Siedziałam sztywno, niezdolna do najmniejszego ruchu i nie czułam prawie nic. Nie odzywałam się, czekając aż on pierwszy to zrobi, ale rudzielec najwyraźniej myślał tak samo jak ja. Milczące napięcie między nami narastało coraz bardziej. Nie mogłam tego dłużej znieść. Odchrząknęłam.
- Cześć – odezwałam się, uświadamiające sobie, że jeszcze mu nie odpowiedziałam.
Mężczyzna uśmiechnął się, a w jego niebieskich tęczówkach ukrytych za szkłami okularów zobaczyłam błysk ulgi. Pewnie uznał, że skoro już się do niego odezwałam, to mam ochotę z nim rozmawiać. Wcale nie miałam. Przynajmniej chciałam nie mieć.
- Chciałeś rozmawiać, więc mów – powiedziałam, wyłamując sobie pod stołem palce ze zdenerwowania.
Głos cały czas mi szwankował, a serce podchodziło do gardła, chociaż za wszelką cenę starałam się je wcisnąć z powrotem na miejsce.
Rudzielec zmarszczył nos i podrapał się po lekko zarośniętym podbródku.
- Przepraszam – wyrzucił z siebie, próbując spojrzeć mi w oczy. Uciekłam wzrokiem. - Nie chciałem, żeby to się tak skończyło. W ogóle nie chciałem, żeby to się kończyło – dodał ciszej.
Z trudem przełknęłam ślinę.
- To dlaczego to zrobiłeś? – spytałam, zerkając na niego.
Pod rozpiętą bluzą miał na sobie czarną przylegającą koszulkę, dzięki której zauważyłam, że całkiem sporo schudł. Przybyło mu także mięśni. Łatwiej byłoby, gdyby wyglądał inaczej.
Sheeran westchnął, opierając łokcie na stoliku i wczepił palce we włosy.
- Nie wiem – pokręcił głową, odciągając moją uwagę od swojej klatki piersiowej. - Nie myślałem o tym, co robię. Ale wiem, że to nie powinno się nigdy wydarzyć i nawet nie wiesz, jak potwornie się z tym czuję.
W jego oczach widziałam, że nie kłamie, ale to mnie nie przekonywało.
- Nie o to pytałam – powiedziałam, prostując się jeszcze bardziej.
Ed zmarszczył czoło. Nie rozumiał mnie.
- Dlaczego potraktowałeś mnie jak swoją zabawkę? - doprecyzowałam.
Mężczyzna zmieszał się i nerwowo zaczął przesuwać dłońmi po udach.
- Nie traktowałem cię tak.
Mimiką twarzy wyraziłam wątpliwość. Nie byłam dziewczyną, której mógł wciskać takie bzdury.
- Przysięgam.
Przewróciłam oczami, kręcąc głową. Zaczynała się we mnie budzić złość.
- Czyżby? - skrzyżowałam ręce na piersi.
Rudzielec westchnął ciężko i pochylił się delikatnie w moim kierunku.
- Nigdy, naprawdę nigdy tak o tobie nie myślałem. Jesteś wyjątkowa i nie mógłbym...
- Przestań pieprzyć – podniosłam ton zirytowana jego bezsensownymi tłumaczeniami. Uświadomiłam sobie jednak, że przecież nie jesteśmy tu sami i zamilkłam. - Może i jestem naiwna, ale na pewno nie głupia. Gdybyś tak nie myślał, nigdy być tego nie powiedział, więc nie rób ze mnie idiotki – syknęłam.
- Gdybym tak o tobie myślał, nie spędziłbym z tobą tych trzech miesięcy. Przeleciałbym cię przy pierwszej nadarzającej się okazji, a nie zaprzeczysz, że parę ich miałem. Nie pamiętasz już, jak spędziłaś ze mną noc we Framlingham?
Zagryzłam wargę i odwróciłam twarz. Moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej, zalewając i tak już czerwoną twarz kolejną falą krwi. W oczach stanęły mi łzy. To było jedno z moich najlepszych wspomnień. Może on miał rację? Może tym razem nie kłamał? Nie potrafiłam mu jednak zaufać.
- Wtedy jeszcze ci wierzyłam – powiedziałam, z całej siły powstrzymując łzy.
Chciałam dodać coś jeszcze, ale bałam się, że z mojego gardła nie wydobędzie się żaden dźwięk.
- Wiem – Sheeran spuścił głowę, tracąc całą wcześniejszą pewność i złośliwość. - Wybacz mi, że cię zraniłem. Nie chciałem tego.
Pokręciłam głową, zamykając na moment oczy.
- Wydaje ci się, że tak łatwo mogę o tym zapomnieć?
- Nie – mruknął cicho. - Wiem, że to niemożliwe i nie proszę cię o to.
- W takim razie czego ode mnie chcesz?
Rudzielec zawahał się, jakby bojąc się powiedzieć.
- Chciałbym, żebyśmy mogli normalnie rozmawiać.
Parsknęłam kpiącym śmiechem. Co on sobie wyobrażał? Że przeprosi mnie, uda, że mu przykro i zostaniemy kumplami? O, nie.
- Ty chyba żartujesz. To niemożliwe. Nie potrafiłabym ci zaufać po raz drugi.
- Rozumiem, ale...
- Nie – powiedziałam stanowczo. - Od czterech miesięcy staram się o tobie zapomnieć, więc proszę, nie utrudniaj mi tego.
- Ale ja nie chcę, żebyś o mnie zapomniała.
- Ed, przestań – westchnęłam zirytowana. - W moim życiu nie ma już miejsca dla ciebie.
- Nino, proszę – błagalny ton jego głosu sprawił, że po plecach przeszły mi ciarki.
Musiałam być jednak twarda.
- Zapomnij o mnie. Przestań dzwonić i pisać, bo to i tak nic nie da. Masz pracę, dziewczynę, więc zajmij się tym, co ważne. Nie mną.
- Ale ty jesteś dla mnie ważna.
- Nie chcę już tego słuchać – odsunęłam się od stolika, po czym przytrzymując się blatu, wstałam.
- Zostań jeszcze – położył swoją dłoń na mojej.
Wprawiło to w drżenie każdą komórkę mojego ciała i jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że powinien zniknąć z mojego życia raz na zawsze.
Wyrwałam rękę i chwyciłam torebkę.
- Nie zostanę. Zniszczyłeś wszystko, co do ciebie czułam, więc daj mi w spokoju ułożyć sobie życie bez ciebie.
Odwróciłam się na pięcie i przeszedłszy przez wnętrze kawiarni, w którym pojawiły się dwie nowe osoby, wypadłam na zewnątrz.
Zdołałam ujść kilka metrów, po czym bezwładnie opadłam na najbliższą ławkę. Moje nogi nie były w stanie dłużej pracować. Szczerze mówiąc, dziwiłam się, że w ogóle pozwoliły mi na jakikolwiek ruch. Byłam pewna, że odmówią posłuszeństwa już przy próbie podniesienia się z kanapy. Na szczęście adrenalina je wspomogła.
Siedziałam na ławce, czując jakby cała energia, którą w sobie miałam, uszła jak w przebitym baloniku. Nie miałam siły na nic. Schyliłam się, opierając łokcie na kolanach i ukryłam twarz w dłoniach. Po policzkach potoczyły się pojedyncze łzy. To było zbyt wiele. Wciągnęłam głęboko powietrze i powoli wypuszczałam je ustami, starając się uspokoić. Rękawem kurtki otarłam oczy. To był ostatni raz, kiedy płakałam z jego powodu. Obiecałam to sobie.

Uderzyłam dłońmi w uda, biorąc się w garść i wyciągnęłam z torebki komórkę. Układanie sobie życia zamierzałam zacząć właśnie od tej chwili. Odblokowałam ekran i wybrałam numer Louisa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz