niedziela, 31 maja 2015

Rozdział IX

- Jestem pewna, że twoja historia jest tysiąc razy lepsza – powiedziałam, biorąc do ręki fioletową poduszkę i rzucając nią prosto w twarz Eda.
- Moja historia przebija wszystkie historie na świecie – poduszka odbiła się od mojego ramienia i spadła na podłogę – ale to o twoją setki dziewczyn dałoby się pokroić. No bo która z tych „popularnych” miała takiego, jak mniemam, świetnego chłopaka, a potem wyjechała do Anglii i spotkała jeszcze lepszego i to w dodatku swojego idola? Czyżby żadna? - na jego twarzy zagościł ironiczny uśmiech.
Czułam się jak na sesji terapeutycznej, ale może właśnie tego potrzebowałam. W końcu od miesiąca nie mogłam z nikim szczerze porozmawiać o tym co działo się w moim życiu.
- Dzięki za psychiczne wsparcie, ale nie zapominaj, że teraz twoja kolej.
Ed westchnął głośno.
- Musisz wiedzieć, że to długa opowieść, a na pewno dłuższa niż twoja. W końcu żyję dłużej niż ty.
- Spokojnie, postaram się nie zasnąć – uśmiechnęłam się, a rudzielec otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale uniemożliwiałam mu to. - Czekaj, zanim zaczniesz pójdę do łazienki. Tak w razie czego.
Ze śmiechem zeskoczyłam z łóżka i wyszłam z pokoju. Przeszłam na drugi koniec korytarza, po czym weszłam do jednego z moich ulubionych pomieszczeń w domu. Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po Edzie, więc na wszelki wypadek dokładnie zamknęłam drzwi. Gdy wypełniony pęcherz nie był już moim problemem, stanęłam przy umywalce, wpatrując się w wiszące nad nią okrągłe lustro. Od rana nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu wyglądałam jak pokraka, a w dodatku w ustach czułam nieprzyjemny smak. Odrywając na chwilę wzrok od swojego odbicia, wzięłam do ręki szczoteczkę i nałożyłam na nią pastę. W kilku szybkich ruchach umyłam zęby, pozbywając się tym samym chociaż jednej z negatywnych cech. Druga niestety nie do końca zależała ode mnie, ale było mi to już obojętne. Komplementy bardzo wpływają na samoocenę. Uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie komentarzy mężczyzny i wyszłam z łazienki.
- O kim to? - usłyszałam, gdy szłam w stronę pokoju.
- Co? - zapytałam, zatrzymując się w progu.
Ed stał przy biurku tyłem do mnie.
- No ten tekst – odwrócił się i dopiero wtedy zauważyłam, że w dłoniach trzyma zeszyt.
W jednej chwili zrobiłam się cała czerwona. Dobrze wiedziałam co czyta i w najmniejszym stopniu mi to nie odpowiadało. Niebieski zeszyt przez wiele lat nie trafił w żadne inne ręce oprócz moich, a tu chwila nieuwagi starczyła, żeby rudzielec się do niego dobrał. W ogóle jakim prawem grzebał w moich rzeczach?
- Odłóż to! - warknęłam, przybierając rozzłoszczony wyraz twarzy, pod którym starałam się zatuszować wstyd.
Mężczyzna natychmiast spełnił rozkaz i ze śmiechem usiadł na brzegu łóżka.
- Mama cię nie uczyła, że nie rusza się cudzych rzeczy? - zapytałam, zajmując swoje wcześniejsze miejsce.
- Uczyła, ale zaciekawiło mnie co jest w zeszycie, którego okładka zapełniona jest wspaniałymi cytatami. Chyba mnie rozumiesz.
- Nie – pokręciłam głową.
- Nie ważne – wzruszył ramionami. - Ważne, że to co w nim jest, jest całkiem dobre. Tylko chciałbym wiedzieć o kim to – wlepił we mnie wzrok.
- Nie wiem co przeczytałeś – odpowiedziałam obojętnie.
- To co zaznaczyłaś zielono – czarnymi krzyżykami.
Usłyszawszy to zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona i spuściłam głowę, próbując to ukryć. Zastanawiało mnie tylko to, czy on naprawdę był takim idiotą i myślał, że to krzyżyki.
- Zatem kim jest ten szczęśliwiec, o którym piszesz?
Ed nie dawał za wygraną, a ja nie mogłam mu odpowiedzieć.
- A jak sądzisz? - starałam się nadać mojemu głosowi jak najbardziej obojętny ton.
- Twój były chłopak.
Uśmiechnęłam się i wykonałam nieokreślony ruch głową, który mężczyzna uznał za potwierdzenie i zadowolony, że zgadł, kontynuował swoją wypowiedź.
- Najlepsze piosenki pisze się o byłych, wiem z doświadczenia. Chociaż to zależy kiedy. Czasem nienawidzi się kogoś tak bardzo, że nie chce się mu poświęcać nawet jednego wersu. Różnie bywa, jeszcze zobaczysz jakie życie może być wredne. Zaśpiewasz mi to?
Płynność z jaką zmienił temat wytrąciła mnie z obojętnego potakiwania głową i potrzebowałam chwili, żeby wyrazić swoją dezaprobatę dla tego pomysłu poprzez głośny kpiący śmiech.
- Po pierwsze nie chciałbyś tego słyszeć. Po drugie ten tekst nie ma melodii. A po trzecie NIE!
- Dobra, nie krzycz – podniósł ręce w geście kapitulacji. - Sam sobie poradzę.
Zeskoczył z łóżka i podszedł do biurka, spod którego wyciągnął bardzo długo nie używaną gitarę. Teoretycznie wiedziałam, że ona tam jest, ale była mi tak bardzo nie potrzebna, że nawet przy sprzątaniu ją omijałam, w związku z czym pokrywała ją dość spora warstwa kurzu. Jednak Edowi najwyraźniej to nie przeszkadzało. Z instrumentem w dłoni wrócił na łóżko i zajął miejsce naprzeciwko mnie. Zaczął go stroić, co zajęło mu kilka dobrych minut, w ciągu których zdążyłam wygodnie ułożyć się wśród sterty poduszek, zamykając przy tym zmęczone oczy. Gdy dźwięki nareszcie zabrzmiały czysto, Ed odchrząknął i zanucił sobie coś pod nosem, po czym zagrał cztery pierwsze akordy, które nie kojarzyły mi się z żadną piosenką. Ponownie odchrząknął i wydobył z siebie głos, który spowodował u mnie przyspieszenie akcji serca.
I know you can't give me my dream
But I still believe
I know you'll never more walk me home
But I'll remember
How you hold my hand last night
Przez moje ciało przeszły ciarki. Słowa napisane przeze mnie, brzmiały zupełnie inaczej w jego ustach.
Rozpływałam się w delikatnych dźwiękach i nawet nie zauważyłam, kiedy zmienił piosenkę. Do mojej świadomości dotarł dopiero refren „Kiss me”. Otworzyłam oczy i leniwie usiadłam na łóżku. Siedzący po drugiej stronie Ed cały czas się we mnie wpatrywał i gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się do mnie szeroko i nie przestając śpiewać, położył gitarę obok siebie. Odpowiedziałam mu tak samo szerokim uśmiechem i obserwowałam jego usta, które zaczęły się do mnie przybliżać. Nie czekałam dłużej. Powoli przesuwałam się do przodu, aż poczułam na policzku przyspieszony oddech i szeptem wyśpiewywane słowa. Przez moment przeszło mi przez myśl, że to po prostu jego plan, a ja tylko wykonuję kolejne jego punkty, ale szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Nawet gdyby to była prawda, zupełnie mnie to nie obchodziło. Chciałam tego, nawet bardzo i nic nie mogło tego zmienić. Zamknęłam oczy i dyskretnie oblizałam wargi, a po chwili znów poczułam słodki smak jego miękkich ust.
Starałam się nie myśleć o niczym innym, ale nie mogłam. Ta sytuacja wykraczała poza wszystko o czym kiedykolwiek śniłam, marzyłam i co sobie wyobrażałam. Czułam to nawet mocniej niż dzień wcześniej w kuchni, być może dlatego, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe i nie byłam na to przygotowana. W Polsce nie interesowali się mną nawet przygłupi koledzy z klasy, nie mówiąc już o starszych, a tutaj tak po prostu całowałam się z człowiekiem, którego teksty piosenek znałam na pamięć. To nie mogło być prawdą. Coraz bardziej to do mnie docierało.
- Błagam, powiedz, że to nie jest sen – szepnęłam, gdy nasze usta się rozłączyły.
Ed delikatnie złapał mnie za podbródek i odrobinę uniósł moją głowę. Otworzyłam oczy i wpatrywałam się w niebieskie tęczówki, które dzieliło ode mnie tylko kilka milimetrów.
- Jeśli to sen, to śnimy o tym samym – jego oddech musnął mój nos i lewy policzek.
Skrzywiłam się, słysząc te słowa, bo brzmiały jak z jakiegoś taniego romansu, ale prawdopodobnie tak właśnie miały zabrzmieć. Problem był tylko w tym, że naszego układu nie można było nazwać romansem. Tego w ogóle nie można było nazwać w żaden sposób. On miał dziewczynę, a ja za dwa miesiące wyjeżdżałam. To było w tym najdziwniejsze, ale zarazem najbardziej pociągające.
Odsunęłam się od Eda, a rudzielec ułożył się wygodnie na lewym boku. Chwilę się wahałam, ale w końcu położyłam się obok niego. Mężczyzna objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową ukrytą pod czarną koszulką. Powieki automatycznie zaczęły się zamykać, ale nie miałam zamiaru ich powstrzymywać.
*
Obudziły mnie uporczywe wibracje, które od dłuższego czasu czułam przy prawym udzie. Otworzyłam oczy, próbując ogarnąć co się wokół mnie dzieje, ale dobrą chwilę zajęło mi zlokalizowanie źródła ich pochodzenia. Dopiero gdy nieco bardziej się rozbudziłam, dotarło do mnie, że wibruje kieszeń Eda, a konkretniej telefon znajdujący się w niej. Popatrzyłam na mężczyznę, ale wyglądało na to, że nie czuje, iż ktoś usilnie próbuje się do niego dodzwonić. Westchnęłam, przewracając przy tym oczami. Zrzuciłam z siebie obejmujące mnie ramię i usiadłam na łóżku. Zaczęłam szturchać śpiącego rudzielca, ale na niewiele się to zdało. Nie pomogły nawet krzyki. Spał tak mocno, że nic nie było w stanie go obudzić. Zrezygnowana wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Do jakiegoś kubeczka nalałam zimnej wody, z którą wróciłam do pokoju. Chwilę wahałam się czy naprawdę mam to zrobić, ale po kolejnej próbie obudzenia go w normalny sposób, po prostu wylałam mu zawartość kubka na twarz. Natychmiast zerwał się na równe nogi.
- Co jest kurwa?! - krzyknął, ocierając oczy koszulką.
- Telefon ci dzwoni – ze stoickim spokojem usiadłam na brzegu łóżka, odstawiając na podłogę narzędzie zbrodni.
- Co? - patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
- Sprawdź lewą kieszeń – odparłam, wskazując palcem na jego spodnie.
Ed nie bardzo rozumiał o co mi chodzi, ale wykonał polecenie i po kilku sekundach trzymał w dłoni iPhone'a. Odblokował ekran i wytrzeszczył oczy.
- Cholera! Aż trzynaście? Nie mogłaś obudzić mnie wcześniej? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Próbowałam – wzruszyłam ramionami.
- Dobra, przez telefon mnie nie zabije. W ogóle mnie nie zabije, bo straciłby pracę. Nie ma się czego bać – mówił jakby sam do siebie. Wziął głęboki oddech i usiadł na łóżku, przykładając telefon do ucha. - No cześć... Spałem... Tak... Dobrze... Wiem... A co do auta, to jest u Jake'a... Wolałbyś, żebym się zabił?... Tak myślałem... Naprawdę sądzisz, że mógłbym zapomnieć?... Pewnie... Nie mogę, zresztą trochę mi przeszkadzasz – spojrzał na mnie – Wpadnę wieczorem. Pa.
Przez całą rozmowę obserwowałam Eda i zastanawiałam się kto może być po drugiej stronie, ale nie miałam zielonego pojęcia. To mógł być każdy.
- Przepraszam, ale musiałem oddzwonić. Mój ukochany Stu nienawidzi, gdy nie odbieram i potrafi dzwonić do mnie cały dzień bez przerwy. Poza tym musiał mnie opieprzyć za wczorajszą imprezę i przypomnieć mi o koncercie, zupełnie jakbym mógł o tym kiedykolwiek zapomnieć. A tak w ogóle to muszę ci coś powiedzieć.
- Mów – uśmiechnęłam się i wyprostowałam ciekawa co takiego chce mi powiedzieć.
- Nie będzie mnie teraz prawie dwa tygodnie. Koncerty. Zresztą jutro też mam koncert i chciałem zapytać czy nie chciałabyś pójść.
- Ja? - nie potrafiłam ukryć zdziwienia jego propozycją.
- A kto? - wzruszyłam ramionami. - Przyjedziesz ze mną, a potem będziesz stała w pierwszym rzędzie. To jak? - uniósł kąciki ust.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Normalnie pewnie dałabym się pokroić za szansę pójścia na jego koncert, ale teraz wszystko było inaczej. Poza tym fanki chyba by mnie tak zjadły, gdyby jakimś cudem zauważyły, że z nim rozmawiam, a co gorsza, że z nim przyszłam. Nie mogłam na to pozwolić.
- Przepraszam, ale nie mogę.
- Dlaczego? - z jego twarzy natychmiast zniknął uśmiech, a w głosie wyczułam nutkę żalu.
- W poniedziałek idę do szkoły – wiedziałam, że jest to najgłupsza wymówka, jakiej mogłam użyć, ale tylko to przyszło mi do głowy.
- I co z tego?
- To, że jeśli pójdę na koncert nie przygotuję się do lekcji, nie wyśpię się i na pewno dostanę słabą ocenę.
- Serio? To jedyny powód? - patrzył na mnie z uniesioną brwią.
- Nie – przyznałam zgodnie z prawdą.
- To jaki jest inny?
- Nie jest szczytem moich marzeń słuchać pisków, ledwo łapiąc oddech, przez napierające osoby z tyłu i wbijające się w żebra barierki. To tłumaczenie bardziej cię przekonuje?
- Tak, teraz cię rozumiem. Ale możesz zawsze zostać na backstage'u.
- Dzięki, ale naprawdę nie tym razem – uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Jak chcesz, ale jak zmienisz zdanie to daj znać.
- Jasne. A zmieniając temat, gdzie jedziesz?
- Podróż po całym kraju plus dwa koncerty w Dublinie. Chętna?
- Nie bardzo – zaśmiałam się i zapatrzyłam w punkt za jego plecami.
- Nad czym myślisz? - zapytał po chwili.
- Będziesz dzwonił? - przeniosłam wzrok na jego niebieskie tęczówki.
- Będę się meldował codziennie.
- Bardzo śmieszne. Po prostu chcę co jakiś czas usłyszeć twój głos.
- Włącz sobie w internecie.
- Jesteś taki zabaw... Czekaj chwilę. Słyszałeś?
- Co?
- Dzwonek do drzwi.
Wzruszył ramionami, ale ja byłam pewna, że dobrze usłyszałam. Zresztą po chwili dźwięk się powtórzył.
- Zaczekaj tu moment. Sprawdzę kto to.
Najszybciej jak mogłam zbiegłam na dół i dopadłam drzwi.
- Ellie?
W progu stała blondynka ze skulonymi ramionami i miną dziecka, które coś przeskrobało.
- Cześć. Ja tylko chciałam...
- Wejdź – gestem ręki zaprosiłam ją do środka i zamknęłam za nią drzwi.
W mojej głowie pulsowała tylko jedna myśl. Co zrobić, żeby Ed i Ellie się nie spotkali?
- Chciałam porozmawiać – w obmyślanie planu wdarł się głos dziewczyny.
- Jasne. Usiądź na kanapie, a ja tylko skoczę do łazienki – uśmiechnęłam się najmilej jak umiałam i pędem pognałam na górę.
- Mamy problem – rzuciłam, gdy tylko wpadłam do pokoju.
- Co się stało? – rudzielec patrzył na mnie niespokojnie.
- W salonie siedzi moja koleżanka, ta która przyjechała po mnie do Jake'a, i delikatnie mówiąc ona za tobą nie przepada, dlatego siedź tu cicho i za nic w świecie nie schodź na dół. Postaram się jak najszybciej ją spławić i wrócę do ciebie. Ale teraz cię tu nie ma. Zrozumiano?
Sądząc po minie Eda, mówiłam jak nienormalna, ale najważniejsze dla mnie było to, że pokiwał głową na znak przyjęcia komunikatu. Trochę spokojniejsza zeszłam na dół, gdzie w bezruchu siedziała blondynka.
- Już jestem – uniosłam kąciki ust, siadając obok niej.
- Przepraszam za to co powiedziałam rano. Masz rację, to nie moja sprawa co i z kim robisz i nie powinnam się w to mieszać. Po prostu byłam zaskoczona i nie wiedziałam jak mam zareagować. Wybaczysz mi?
- Pewnie, że ci wybaczę. Przecież nic takiego się nie stało.
Gdy tylko to powiedziałam, zauważyłam jak z dziewczyny schodzi napięcie, a na twarzy maluje się wyraz ulgi. Chciało mi się śmiać. Gdyby tylko wiedziała, że człowiek, o którego się pokłóciłyśmy siedzi piętro wyżej. Na zgodę wtuliłyśmy się sobie w ramiona, a ja miałam nadzieję, że skoro już wszystko wyjaśnione to zaraz zostanę sama.
- To co, może pójdziemy do kina albo po prostu na spacer? - Ellie była wyraźnie zadowolona ze swojej propozycji.
W duszy wykonałam krzyk niezadowolenia i próbowałam wymyślić na szybko jakąś wymówkę.
- Bardzo chętnie, ale nie czuję się dzisiaj zbyt dobrze – uśmiechnęłam się przepraszająco.
- No tak, rozumiem. To może obejrzymy coś u ciebie? - blondynka nie dawała za wygraną.
- Szczerze mówiąc najchętniej poszłabym spać.
- Jasne – entuzjazm Ellie w jednej sekundzie zniknął.
Zrobiło mi się głupio, że tak brutalnie ja wyrzucam. Nie mogłam tego zrobić.
- No dobra. Najwyżej zasnę przy filmie.
Wiedziałam, że powiedziałam coś czego nie powinnam i nie miałam żadnego pomysłu co zrobię z Edem.
- Pójdę do łazienki, a ty wybierz film – Ellie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę schodów.
To był jedyny moment, kiedy mogłam bezpiecznie wyprowadzić rudzielca.
- Nie żebym chciała się ciebie pozbyć, ale musisz już iść – rzuciłam, gdy weszłam do pokoju.
- Jasne, rozumiem. I tak muszę iść do Stu.
- To świetnie – złapałam mężczyznę za rękę i pociągnęłam go w stronę drzwi. - Wyjdziesz do ogrodu. Chodź szybko.
Wystawiłam głowę z pokoju, sprawdzając teren i popchnęłam Eda przed siebie. Szybko zbiegliśmy ze schodów i po chwili byliśmy w kuchni, gdzie otwierałam tylne wyjście.
- Może jakieś pożegnanie? - powiedział rudzielec, gdy stał już na dworze.
Popatrzyłam mu w oczy i wtuliłam się w niego. Na koniec dałam mu jeszcze całusa i machając, uciekłam do środka. Dokładnie w tym samym momencie do salonu weszła Ellie.
- Wybrałaś film?

Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jeszcze nie robiłam takich konspiracyjnych akcji.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie było mnie prawie miesiąc, ale już jestem. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz