niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział X

Położyłam się do łóżka wcześniej niż zwykle w soboty. Po pierwsze, dlatego że jak na dzień na kacu działo się zdecydowanie za dużo, a po drugie miałam mnóstwo rzeczy do przemyślenia, a jak wiadomo najlepiej myśli się przed zaśnięciem z ulubioną muzyką w uszach. Mój umysł w największym stopniu zaprzątał Ed. Nie miałam pojęcia jak nazwać to, co się między nami wydarzyło. Przypominałam sobie każde nasze spotkanie i ze zdziwieniem doszłam do wniosku, że wcale nie było ich tak dużo i że wszystko między nami potoczyło się bardzo szybko. Chyba trochę za szybko jak dla mnie, bo zupełnie nie byłam na to przygotowana psychicznie. Po prostu nie ogarniałam wydarzeń minionego miesiąca. W dodatku naprawdę zaczęło mnie zastanawiać jak mam nazwać nasz „układ”, bo nie pasowało mi żadne określenie. Na szczęście miałam przed sobą prawie dwa tygodnie względnego spokoju, chociaż szczerze mówiąc nie cieszyło mnie to za bardzo. Zdążyłam się już przyzwyczaić do obecności rudzielca w moim życiu, a teraz on tak po prostu znikał i to przeze mnie praktycznie bez pożegnania, bo oczywiście musiały mi się włączyć wyrzuty sumienia w stosunku do Ellie. Chociaż nie ma tego złego. Przynajmniej wszystko sobie szczerze wyjaśniłyśmy w czasie trwania „Aut” - pierwszego filmu jaki znalazłam. Opowiedziałam jej też całą historię znajomości z Edem łącznie ze wszystkimi szczegółami. No dobra, pominęłam dzisiejszy dzień, ale poza tym sama prawda. Jednak mimo to cały czas czułam, że blondynka nie jest do niego przekonana. Wprawdzie nic takiego nie mówiła, a wręcz przeciwnie ciekawiło ją wszystko, ale ja wiedziałam, że ona go po prostu nie lubi. Tylko czemu? Nie miałam siły się nad tym zastanawiać. Czułam jak powieki stają się coraz cięższe, a myśli mieszają się z sennymi obrazami. Przytuliłam głowę do poduszki i zamknęłam oczy, wyłączając wcześniej muzykę i odkładając telefon na szafkę obok.
Prawie zasypiałam, gdy przypomniała mi się jeszcze jedna sprawa. Po omacku sięgnęłam po komórkę. „Nie opowiedziałeś mi swojej historii” - wystukałam, mrużąc oczy od nagłej jasności. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. „ Jeszcze bardzo wiele przed nami. Dobranoc xx” Na usta wdarł mi się mimowolny uśmiech. „Jeszcze bardzo wiele przed nami.” Co to znaczy?
*
Już w połowie tygodnia straciłam wszelką chęć chodzenia do szkoły. Ilość nauki całkowicie mnie przytłoczyła, przez co nie miałam czasu na nic innego. W dodatku od ostatniego sobotniego SMS-a Ed się nie odzywał i jedyne co mogłam robić, to oglądanie zdjęć z koncertów. Dlatego też czwartkowy poranek był potworny. Niepomalowane oczy jak na zapałkach, wymięte ubrania i włosy w bezładzie. Tak wyglądałam z samego rana, a później wcale nie było lepiej. Do szkoły dotarłam bez śniadania, bo zaspałam i nie miałam czasu ani zjeść w domu, ani przygotować na później. Byłam przekonana, że tego dnia nic dobrego wydarzyć się nie może.
*
Szybkim krokiem szłam w stronę stołówki. Żołądek skręcał się z głodu i czułam, że jeśli zaraz czegoś nie zjem, to zemdleję.
- Cześć, piękna! - usłyszałam tuż przy prawym uchu, czując jednocześnie dotyk rąk na biodrach.
- Louis! - krzyknęłam wesoło, odwracając się i wpadając chłopakowi w ramiona. Kwestia pustego brzucha natychmiast zeszła na drugi plan.
- Już myślałem, że o mnie zapomniałaś – powiedział z udawanym żalem.
- Ja? To ty nie odzywałeś się przez prawie tydzień – poprawiłam spadającą z ramienia torbę.
- Racja, ale chory byłem, to mnie usprawiedliwia – uśmiechnął się niewinnie.
- Czyżby choroba objęła także twoje palce, którymi odpisuje się na SMS-y? - przybrałam obrażoną minę i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Oj, nie czepiaj się już. Idziemy na obiad - chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku, w którym cały czas zmierzałam.
*
- Jak zwykle sałatka? - zapytał, gdy staliśmy w niekończącej się kolejce.
- O nie – zdecydowanie pokręciłam głową. - Dzisiaj biorę to co ty – uśmiechnęłam się do blondyna.
- Nareszcie zjesz coś porządnego – puścił do mnie oczko.
Zaśmiałam się cicho. Naprawdę myślałam, że ten dzień będzie fatalny, ale wystarczyła sama obecność Louisa, żeby mój humor się poprawił.
- Co robisz jutro? - zapytał chłopak, gdy z porcjami kurczaka i frytek, siedzieliśmy przy stoliku.
- Nie mam planów – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wzruszając ramionami.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponował trochę nieśmiało.
- Bardzo chętnie – uśmiechnęłam się szeroko i zabrałam się za nabijanie mięsa na widelec.
*
Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Same nudne wykłady na tematy, które kompletnie mnie nie interesowały. Jedynym co trzymało mnie przy życiu była wizja wspólnego wieczoru z Louisem. Nie mogłam się doczekać aż znowu spędzę z nim trochę czasu, bo rzeczywiście ostatnio trochę go zaniedbałam. Byłam zbyt zajęta tworzeniem swojej relacji z Edem i blondyn zszedł na drugi plan. Ale teraz miałam zamiar to naprawić.
Zaraz po szkole wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Musiałam odpocząć po męczącym dniu. Pilotem włączyłam muzykę, a z głośników popłynęło „Autumn leaves”. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Świadomość wróciła mi dopiero wtedy, gdy w pokoju rozbrzmiewała końcówka „Homeless”. Nie zupełnie jeszcze wiedząc co się wokół mnie dzieje, chwyciłam telefon, który leżał obok. Sprawdziłam godzinę. 16:47. Miałam dokładnie trzynaście minut do spotkania z Louisem. Uświadomiwszy sobie to, zerwałam się z łóżka i podbiegłam do szafy. W pośpiechu zrzuciłam z siebie mundurek, a z drewnianego mebla wyciągnęłam jasnoróżową koszulkę z jakimś napisem i czarne rurki. Ubrana stanęłam przed lustrem, przy okazji uwalniając włosy z rozwalonego już warkocza. Roztrzepałam je palcami, po czym poprawiłam tak, żeby sprawiały wrażenie ułożonych. Szyję i nadgarstki spryskałam perfumami, a usta przejechałam różową pomadką.
- Gotowe - powiedziałam cicho, patrząc na swoje odbicie.
Ponownie spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 16:56. Całkiem nieźle. Miałam jeszcze cztery minuty na dotarcie do parku, w którym się umówiliśmy.
Schowałam komórkę do kieszeni i zbiegłam na dół. Na szczęście nie było Lucy, bo inaczej znacznie przedłużyłby się czas wyjścia z domu. Z wieszaka wzięłam kurtkę, którą niedbale na siebie zarzuciłam, rzuciłam pożegnalne „Nie wrócę późno” Paulowi i wybiegłam z domu. Do parku nie miałam daleko, dlatego spóźniłam się tylko trzy minuty. Z daleka zobaczyłam Louisa i zaczęłam do niego machać, jednocześnie próbując uspokoić znacznie przyspieszony od biegu oddech.
W momencie, gdy od chłopaka dzieliło mnie zaledwie kilka kroków, jak przystało na londyńską pogodę, z nieba lunął rzęsisty deszcz.
- Cześć! - rzuciłam na przywitanie, gdy stanęłam obok blondyna. - To co robimy? - zapytałam z uśmiechem.
- Planowałem spacer, ale chyba nic z tego – wymownie spojrzał w górę. - Proponuję pójście do mnie, co ty na to?
- Jestem za. Mam nadzieję, że mieszkasz blisko.
Louis zaśmiał się, ścierając mi z nosa krople wody i ruszył przed siebie, a ja za nim.
- Muszę cię tylko uprzedzić, że w domu będą moja mama i dwunastoletnia siostra – powiedział, gdy przemierzaliśmy pływające uliczki.
- Żaden problem – wzruszyłam ramionami.
- Tak ci się tylko wydaje – szturchnął mnie w ramię. - Claire jest wielką fanką Eda Sheerana i każdego zamęcza opowieściami o nim.
Na dźwięk nazwiska rudzielca przez moje ciało przeszły ciarki.
- Też go lubię. Może się dogadamy – odpowiedziałam, unosząc kąciki ust i starając się nie powiedzieć nic więcej.
- To się okaże. Jesteśmy na miejscu.
Zatrzymaliśmy się pod budynkiem bardzo podobnym do wszystkich wokół, w tym do domu Stuartów. Nie chcąc dłużej moknąć szybko weszliśmy do środka. W bardzo jasnym bladożółtym przedpokoju zostawiłam kurtkę i buty, po czym chłopak zaprowadził mnie do salonu, w którym siedziała wysoka, szczupła brunetka o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych i mała blondynka do złudzenia przypominająca Louisa, tyle że w wersji dziewczęcej. Obie zapatrzone były w telewizor i popijały coś z dużych czerwonych kubków.
- Dzień dobry – przywitałam się grzecznie i jak na komendę przykułam wzrok zarówno mamy, jak i córki.
- Cześć, Nina – krzyknęła dziewczynka, odstawiając na stolik swój napój i wstając z puszystego szarego dywanu.
Skonsternowana wpatrywałam się w poruszający się w moją stronę punkt i zastanawiałam się skąd ta drobna istota zna moje imię.
- Jestem Claire – uśmiechnęła się, podając mi rękę.
Odpowiedziałam jej tym samym, czekając na jakiś pomocny ruch ze strony Louisa.
- My pójdziemy na górę – powiedział chłopak i pociągnął mnie w stronę schodów.
- Poczekajcie – zatrzymał nas ciepły głos jego mamy. - Usiądźcie z nami. Zrobię wam herbatę. A może chcecie coś do jedzenia?
Louis spojrzał na mnie pytająco, ale tylko nieśmiało pokręciłam głową.
- Nie mamo, dziękujemy – ton jego głosu wyrażał zniecierpliwienie.
- Oj, synek. Herbatę musicie wypić. Jesteście cali przemoczeni i najlepiej gdybyście się przebrali, bo inaczej się pochorujecie, a ja dopiero co cię wyleczyłam – spojrzała na blondyna, po czym przeniosła wzrok na mnie. - Nie martw się, Louis na pewno znajdzie ci jakąś bluzę. On ma pełno takich rzeczy. No co tak stoicie. Biegnijcie na górę, a ja was zawołam jak herbata będzie gotowa – powiedziawszy to, zniknęła w kuchni, a my ruszyliśmy po schodach.
- Przepraszam cię za mamę. Ona tak zawsze – chłopak wzruszył bezradnie ramionami.
- Nie masz za co. Twoja mama jest naprawdę bardzo miła – odparłam z uśmiechem, ale po jego minie wywnioskowałam, że nie do końca go przekonałam, chociaż mówiłam całkowicie szczerze.
- Wejdź – gestem ręki zaprosił mnie do otwartego na oścież pokoju.
Różnił się on znacznie od wypełnionego antykami salonu. Na szaro – czerwonych ścianach wisiały plakaty gwiazd koszykówki, a na szafce przy łóżku stojącym po prawej stronie leżały poukładane równo puchary i medale. Od razu było widać, że koszykówka jest największą pasją chłopaka. Na środku znajdowała się duża czerwona pufa, na której po krótkiej chwili usiadłam. Rozglądałam się po pokoju, stwierdzając w myślach, że jest tu bardzo przytulnie i chętnie bym tu została.
- Łap! - usłyszałam krzyk Louisa i odwróciłam głowę w lewo, gdzie blondyn stał przy obszernej jasnoszarej szafie. W ostatniej chwili złapałam rzeczy, które mi rzucił. - Możesz się przebrać. Ja idę do łazienki – powiedział, wychodząc z pokoju.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, dokładnie obejrzałam ubrania, które dostałam. Granatowa bluza z białym napisem i czarne spodnie dresowe. Byłam pewna, że będę wyglądała w tym stroju uroczo, ale nie miałam wyboru. Mokre dżinsy przykleiły się do skóry, co nie było najprzyjemniejszym uczuciem. Koszulkę miałam wprawdzie suchą, ale założyłam też bluzę. Przebrana stanęłam przed lustrem w rogu pokoju. Spodnie były zdecydowanie za długie, zresztą tak samo jak zwisające rękawy bluzy. W miarę możliwości podwinęłam wszystko co tylko się dało i mając nadzieję, że nie zabiję się przed potknięcie o zbyt długie nogawki, po chwili wahania wyszłam z pokoju. Dokładnie w tym samym momencie z łazienki wyszedł Louis w żółtej koszulce i szarych dresach, który widząc mnie wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jakiś problem? - zapytałam najbardziej dresiarsko jak umiałam.
- Nie, skądże – odpowiedział, krztusząc się ze śmiechu. - Po prostu wyglądasz – szukał odpowiedniego słowa – inaczej.
- Herbata! - z dołu dało się słyszeć wołanie mamy chłopaka.
- Już idziemy! - odkrzyknął Louis i nie przestając się śmiać, popchnął mnie w stronę schodów.
W ostatniej chwili przypomniało mi się, że nie wzięłam telefonu i zwinnym ruchem wymijając blondyna, wróciłam do pokoju, gdzie z kieszeni rozłożonych na ramie łóżka spodni wyjęłam komórkę i przełożyłam ją do kieszeni bluzy. Spokojna wróciłam do czekającego na mnie przy schodach Louisa.
- Tutaj macie kubki – mama chłopaka postawiła przed nami herbatę, gdy rozsiedliśmy się już wygodnie na jasnej sofie. - Ja uciekam, bo na śmierć zapomniałam, że umówiłam się z Anne. Pa, dzieciaki. Zostawiam was samych – i równie szybko jak to powiedziała, wybiegła z domu.
Zapanowała niezręczna cisza. Claire przyglądała mi się badawczo spod wpół przymkniętych powiek, a ja nie wiedząc co zrobić, nerwowo wypijałam zawartość biało – niebieskiego kubka.
W końcu przypomniało mi się to, co wcześniej mówił mi Louis. Nareszcie miałam jakiś punkt zaczepienia.
- Słyszałam, że lubisz Eda.
Louis posłał mi spojrzenie mówiące: „Nawet nie zaczynaj tego tematu”, ale zignorowałam je. Dziewczynka natychmiast się ożywiła.
- Ja go KOCHAM! - podkreśliła dosadnie ostatnie słowo. - A ty?
- Czasem słucham jego piosenek. Bardzo mi się podobają – mówienie pół prawdy przychodziło mi coraz łatwiej.
- Serio? A jaką lubisz najbardziej? - blondynka z błyskiem w oczach wstała z dywanu i usiadła obok mnie na kanapie.
- Chyba nie mam ulubionej. Jasne, jedne lubię mniej, inne bardziej, ale uważam, że wszystkie są genialne – tym razem mówiłam całkowicie szczerze.
- Też tak myślę – pokiwała ze zrozumieniem głową. - Wiesz co? Najbardziej to chciałabym go spotkać na żywo, ale tak, żeby móc z nim porozmawiać – rozmarzyła się.
Zaśmiałam się w duchu. Sposób w jaki przeżywała wszystko co mówiła na temat Eda był uroczy. Podejrzewałam, że jej pokój jest cały oblepiony jego plakatami.
- Na pewno go kiedyś spotkasz – powiedziałam z uśmiechem, dyskretnie wyciągając telefon i wyciszając dźwięk dzwonka, który rozbrzmiewał w mojej kieszeni.
Kątem oka zerknęłam na wyświetlacz, ciekawa kto do mnie dzwoni. O nie! Nie mógł wybrać gorszego momentu. Moje policzki natychmiast się zaczerwieniły, a na twarz wdarł się mimowolny wyraz zakłopotania, który zauważył Louis i od razu zwrócił się do siostry:
- Dobra, koniec tego. Pogadacie sobie kiedy indziej, bo jakbyś nie zauważyła Nina przyszła do mnie – wskazał palcem na siebie.
- Ale... - dziewczynka nie była zadowolona.
- Żadnego ale. Idziemy – zakomenderował, a ja posłusznie wstałam z kanapy i uśmiechając się do blondynki, poszłam w stronę schodów.
W momencie, w którym chłopak do mnie dołączył, telefon znowu wydał dźwięk, który ponownie wyciszyłam. Nie mogłam przecież teraz odebrać.
Po kilku sekundach znowu znalazłam się na czerwonej pufie w przytulnym pokoju Louisa. Blondyn usiadł obok mnie, a ja wyciągnęłam swobodnie nogi. Jednak względny spokój zmącił kolejny telefon od rudzielca.
- Odbierz. Może to coś ważnego – powiedział Louis, gdy kolejny raz miałam zamiar wyciszyć dźwięk.
- Nie, to może poczekać – uśmiechnęłam się uspokajająco, chociaż w głowie miałam zupełnie inne myśli.
- Dzwoni już trzeci raz. Nie jestem pewny czy on chce czekać – skrzyżował ręce na piersi.
- Skąd wiesz, że to on? - spytałam, mrużąc oczy.
- Domyśliłem się. Odbierz, potem pogadamy – ruchem głowy wskazał na dzwoniącą komórkę.
Jeszcze chwilę się wahałam, ale w końcu patrząc niepewnie na Louisa, przyłożyłam telefon do ucha.
- Cześć – powiedziałam na przywitanie.
- No w końcu. Czemu nie odbierałaś?
- Nie mogłam.
- Dobra, nie pytam. Przepraszam, ze nie dzwoniłem wcześniej, ale nie miałem czasu. W sumie teraz też nie mam go za wiele, ale próba poszła sprawnie, więc mam chwilę oddechu. Co u ciebie?
- Wszystko w porządku. Nic się nie zmieniło od tygodnia.
- To dobrze. Co robisz?
- Jestem u przyjaciela – mówiąc to, spojrzałam na Louisa, który udawał, że moja rozmowa zupełnie go nie obchodzi.
- No to już rozumiem, dlaczego nie odbierałaś. Przepraszam, że przeszkadzam.
- Nie przeszkadzasz.
- Na pewno?
- Tak. Gdzie dzisiaj jesteś?
- Edynburg. Jutro Glasgow, a w niedzielę Belfast.
- Wracasz w piątek?
- Tak, a sobotę spędzam z tobą. Może pójdziemy na obiad do Stu. Bardzo chciałby cię poznać.
- Nie obraź się, ale nie jestem pewna czy chcę się spotykać z twoimi znajomymi.
- Stu to nie znajomy. On jest jak ojciec, starszy brat i najlepszy przyjaciel w jednym. On wie o mnie wszystko. Musimy do niego iść.
- Ale nikogo więcej nie będzie?
- Nie, obiecuję.
- W takim razie zgoda.
- To przyszła sobota zarezerwowana. Przepraszam cię, ale muszę kończyć, bo robi się młyn. Buziaki. Jeszcze będę dzwonił.
- Mam nadzieję. Pa.
Rozłączyłam się i włożyłam telefon z powrotem do kieszeni. Louis w trakcie mojej rozmowy wykonał kilka kółek wokół pokoju, co chwila podchodząc do drzwi, jakby zastanawiał się czy nie byłoby lepiej gdyby wyszedł, jednak ciekawość kazała mu zostać.
- Nie chciałbym pytać, ale...
- Dzwonił – miałam poważny problem z nazwaniem Eda – Ed.
- Może Sheeran – zaśmiał się nieświadomy, że mówi prawdę.
Uśmiechnęłam się tylko i wzruszyłam ramionami.
- Przepraszam, że pytam, ale... jesteście parą? - widziałam, że jest spięty.
- Nie – pokręciłam głową. Dwóch pocałunków nie można było nazwać związkiem.
Zauważyłam, że Louis spiął się jeszcze bardziej
- Przyjaźnimy się prawda? - spytał bardziej po to, żeby zacząć swoją dalszą wypowiedź.
- No tak.
- W takim razie mówimy sobie o wszystkim?
- No tak.
- I ufamy sobie?
- No tak – odpowiedziałam ze zniecierpliwieniem, bo jego pytania zaczęły mnie irytować.
- Powiedziałabyś mi, gdybyś kogoś miała?
- Myślę, że tak.
- To dlaczego zaprzeczasz, że jesteście parą? Ellie wszystko mi powiedziała.

Zamarłam.


~~~~~~~~~~~~~~
Przyznam szczerze, że nie byłam do końca zadowolona z trzech ostatnich rozdziałów, ale nareszcie mam trochę wolnego czasu i mam nadzieję, że ten rozdział jest lepszy.
Przy okazji mam też pytanie. Zastanawiałam się ostatnio, czy nie wolelibyście krótszych rozdziałów. Piszcie tutaj albo na Facebooku :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz