Położyłam
się do łóżka wcześniej niż zwykle w soboty. Po pierwsze,
dlatego że jak na dzień na kacu działo się zdecydowanie za dużo,
a po drugie miałam mnóstwo rzeczy do przemyślenia, a jak wiadomo
najlepiej myśli się przed zaśnięciem z ulubioną muzyką w
uszach. Mój umysł w największym stopniu zaprzątał Ed. Nie miałam
pojęcia jak nazwać to, co się między nami wydarzyło.
Przypominałam sobie każde nasze spotkanie i ze zdziwieniem doszłam
do wniosku, że wcale nie było ich tak dużo i że wszystko między
nami potoczyło się bardzo szybko. Chyba trochę za szybko jak dla
mnie, bo zupełnie nie byłam na to przygotowana psychicznie. Po
prostu nie ogarniałam wydarzeń minionego miesiąca. W dodatku
naprawdę zaczęło mnie zastanawiać jak mam nazwać nasz „układ”,
bo nie pasowało mi żadne określenie. Na szczęście miałam przed
sobą prawie dwa tygodnie względnego spokoju, chociaż szczerze
mówiąc nie cieszyło mnie to za bardzo. Zdążyłam się już
przyzwyczaić do obecności rudzielca w moim życiu, a teraz on tak
po prostu znikał i to przeze mnie praktycznie bez pożegnania, bo
oczywiście musiały mi się włączyć wyrzuty sumienia w stosunku
do Ellie. Chociaż nie ma tego złego. Przynajmniej wszystko sobie
szczerze wyjaśniłyśmy w czasie trwania „Aut” - pierwszego
filmu jaki znalazłam. Opowiedziałam jej też całą historię
znajomości z Edem łącznie ze wszystkimi szczegółami. No dobra,
pominęłam dzisiejszy dzień, ale poza tym sama prawda. Jednak mimo
to cały czas czułam, że blondynka nie jest do niego przekonana.
Wprawdzie nic takiego nie mówiła, a wręcz przeciwnie ciekawiło ją
wszystko, ale ja wiedziałam, że ona go po prostu nie lubi. Tylko
czemu? Nie miałam siły się nad tym zastanawiać. Czułam jak
powieki stają się coraz cięższe, a myśli mieszają się z
sennymi obrazami. Przytuliłam głowę do poduszki i zamknęłam
oczy, wyłączając wcześniej muzykę i odkładając telefon na
szafkę obok.
Prawie
zasypiałam, gdy przypomniała mi się jeszcze jedna sprawa. Po
omacku sięgnęłam po komórkę. „Nie opowiedziałeś mi swojej
historii” - wystukałam, mrużąc oczy od nagłej jasności. Na
odpowiedź nie musiałam długo czekać. „ Jeszcze bardzo wiele
przed nami. Dobranoc xx” Na usta wdarł mi się mimowolny uśmiech.
„Jeszcze bardzo wiele przed nami.” Co to znaczy?
*
Już w połowie
tygodnia straciłam wszelką chęć chodzenia do szkoły. Ilość
nauki całkowicie mnie przytłoczyła, przez co nie miałam czasu na
nic innego. W dodatku od ostatniego sobotniego SMS-a Ed się nie
odzywał i jedyne co mogłam robić, to oglądanie zdjęć z
koncertów. Dlatego też czwartkowy poranek był potworny.
Niepomalowane oczy jak na zapałkach, wymięte ubrania i włosy w
bezładzie. Tak wyglądałam z samego rana, a później wcale nie
było lepiej. Do szkoły dotarłam bez śniadania, bo zaspałam i nie
miałam czasu ani zjeść w domu, ani przygotować na później.
Byłam przekonana, że tego dnia nic dobrego wydarzyć się nie może.
*
Szybkim krokiem
szłam w stronę stołówki. Żołądek skręcał się z głodu i
czułam, że jeśli zaraz czegoś nie zjem, to zemdleję.
- Cześć,
piękna! - usłyszałam tuż przy prawym uchu, czując jednocześnie
dotyk rąk na biodrach.
- Louis! -
krzyknęłam wesoło, odwracając się i wpadając chłopakowi w
ramiona. Kwestia pustego brzucha natychmiast zeszła na drugi plan.
- Już
myślałem, że o mnie zapomniałaś – powiedział z udawanym
żalem.
- Ja? To ty
nie odzywałeś się przez prawie tydzień – poprawiłam spadającą
z ramienia torbę.
- Racja, ale
chory byłem, to mnie usprawiedliwia – uśmiechnął się
niewinnie.
- Czyżby
choroba objęła także twoje palce, którymi odpisuje się na SMS-y?
- przybrałam obrażoną minę i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Oj, nie
czepiaj się już. Idziemy na obiad - chwycił mnie za rękę i
pociągnął w kierunku, w którym cały czas zmierzałam.
*
- Jak zwykle
sałatka? - zapytał, gdy staliśmy w niekończącej się kolejce.
- O nie –
zdecydowanie pokręciłam głową. - Dzisiaj biorę to co ty –
uśmiechnęłam się do blondyna.
- Nareszcie
zjesz coś porządnego – puścił do mnie oczko.
Zaśmiałam się
cicho. Naprawdę myślałam, że ten dzień będzie fatalny, ale
wystarczyła sama obecność Louisa, żeby mój humor się poprawił.
- Co robisz
jutro? - zapytał chłopak, gdy z porcjami kurczaka i frytek,
siedzieliśmy przy stoliku.
- Nie mam
planów – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wzruszając ramionami.
- Może się
gdzieś przejdziemy? - zaproponował trochę nieśmiało.
- Bardzo
chętnie – uśmiechnęłam się szeroko i zabrałam się za
nabijanie mięsa na widelec.
*
Lekcje ciągnęły
się niemiłosiernie. Same nudne wykłady na tematy, które
kompletnie mnie nie interesowały. Jedynym co trzymało mnie przy
życiu była wizja wspólnego wieczoru z Louisem. Nie mogłam się
doczekać aż znowu spędzę z nim trochę czasu, bo rzeczywiście
ostatnio trochę go zaniedbałam. Byłam zbyt zajęta tworzeniem
swojej relacji z Edem i blondyn zszedł na drugi plan. Ale teraz
miałam zamiar to naprawić.
Zaraz po
szkole wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Musiałam
odpocząć po męczącym dniu. Pilotem włączyłam muzykę, a z
głośników popłynęło „Autumn leaves”. Zamknęłam oczy i
odpłynęłam. Świadomość wróciła mi dopiero wtedy, gdy w pokoju
rozbrzmiewała końcówka „Homeless”. Nie zupełnie jeszcze
wiedząc co się wokół mnie dzieje, chwyciłam telefon, który
leżał obok. Sprawdziłam godzinę. 16:47. Miałam dokładnie
trzynaście minut do spotkania z Louisem. Uświadomiwszy sobie to,
zerwałam się z łóżka i podbiegłam do szafy. W pośpiechu
zrzuciłam z siebie mundurek, a z drewnianego mebla wyciągnęłam
jasnoróżową koszulkę z jakimś napisem i czarne rurki. Ubrana
stanęłam przed lustrem, przy okazji uwalniając włosy z
rozwalonego już warkocza. Roztrzepałam je palcami, po czym
poprawiłam tak, żeby sprawiały wrażenie ułożonych. Szyję i
nadgarstki spryskałam perfumami, a usta przejechałam różową
pomadką.
- Gotowe -
powiedziałam cicho, patrząc na swoje odbicie.
Ponownie
spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 16:56. Całkiem nieźle. Miałam
jeszcze cztery minuty na dotarcie do parku, w którym się
umówiliśmy.
Schowałam
komórkę do kieszeni i zbiegłam na dół. Na szczęście nie było
Lucy, bo inaczej znacznie przedłużyłby się czas wyjścia z domu.
Z wieszaka wzięłam kurtkę, którą niedbale na siebie zarzuciłam,
rzuciłam pożegnalne „Nie wrócę późno” Paulowi i wybiegłam
z domu. Do parku nie miałam daleko, dlatego spóźniłam się tylko
trzy minuty. Z daleka zobaczyłam Louisa i zaczęłam do niego
machać, jednocześnie próbując uspokoić znacznie przyspieszony od
biegu oddech.
W momencie, gdy
od chłopaka dzieliło mnie zaledwie kilka kroków, jak przystało na
londyńską pogodę, z nieba lunął rzęsisty deszcz.
- Cześć! -
rzuciłam na przywitanie, gdy stanęłam obok blondyna. - To co
robimy? - zapytałam z uśmiechem.
- Planowałem
spacer, ale chyba nic z tego – wymownie spojrzał w górę. -
Proponuję pójście do mnie, co ty na to?
- Jestem za.
Mam nadzieję, że mieszkasz blisko.
Louis zaśmiał
się, ścierając mi z nosa krople wody i ruszył przed siebie, a ja
za nim.
- Muszę cię
tylko uprzedzić, że w domu będą moja mama i dwunastoletnia
siostra – powiedział, gdy przemierzaliśmy pływające uliczki.
- Żaden
problem – wzruszyłam ramionami.
- Tak ci się
tylko wydaje – szturchnął mnie w ramię. - Claire jest wielką
fanką Eda Sheerana i każdego zamęcza opowieściami o nim.
Na dźwięk
nazwiska rudzielca przez moje ciało przeszły ciarki.
- Też go
lubię. Może się dogadamy – odpowiedziałam, unosząc kąciki ust
i starając się nie powiedzieć nic więcej.
- To się
okaże. Jesteśmy na miejscu.
Zatrzymaliśmy
się pod budynkiem bardzo podobnym do wszystkich wokół, w tym do
domu Stuartów. Nie chcąc dłużej moknąć szybko weszliśmy do
środka. W bardzo jasnym bladożółtym przedpokoju zostawiłam
kurtkę i buty, po czym chłopak zaprowadził mnie do salonu, w
którym siedziała wysoka, szczupła brunetka o wyraźnie
zarysowanych kościach policzkowych i mała blondynka do złudzenia
przypominająca Louisa, tyle że w wersji dziewczęcej. Obie
zapatrzone były w telewizor i popijały coś z dużych czerwonych
kubków.
- Dzień dobry
– przywitałam się grzecznie i jak na komendę przykułam wzrok
zarówno mamy, jak i córki.
- Cześć,
Nina – krzyknęła dziewczynka, odstawiając na stolik swój napój
i wstając z puszystego szarego dywanu.
Skonsternowana
wpatrywałam się w poruszający się w moją stronę punkt i
zastanawiałam się skąd ta drobna istota zna moje imię.
- Jestem
Claire – uśmiechnęła się, podając mi rękę.
Odpowiedziałam
jej tym samym, czekając na jakiś pomocny ruch ze strony Louisa.
- My pójdziemy
na górę – powiedział chłopak i pociągnął mnie w stronę
schodów.
- Poczekajcie
– zatrzymał nas ciepły głos jego mamy. - Usiądźcie z nami.
Zrobię wam herbatę. A może chcecie coś do jedzenia?
Louis spojrzał
na mnie pytająco, ale tylko nieśmiało pokręciłam głową.
- Nie mamo,
dziękujemy – ton jego głosu wyrażał zniecierpliwienie.
- Oj, synek.
Herbatę musicie wypić. Jesteście cali przemoczeni i najlepiej
gdybyście się przebrali, bo inaczej się pochorujecie, a ja dopiero
co cię wyleczyłam – spojrzała na blondyna, po czym przeniosła
wzrok na mnie. - Nie martw się, Louis na pewno znajdzie ci jakąś
bluzę. On ma pełno takich rzeczy. No co tak stoicie. Biegnijcie na
górę, a ja was zawołam jak herbata będzie gotowa –
powiedziawszy to, zniknęła w kuchni, a my ruszyliśmy po schodach.
- Przepraszam
cię za mamę. Ona tak zawsze – chłopak wzruszył bezradnie
ramionami.
- Nie masz za
co. Twoja mama jest naprawdę bardzo miła – odparłam z uśmiechem,
ale po jego minie wywnioskowałam, że nie do końca go przekonałam,
chociaż mówiłam całkowicie szczerze.
- Wejdź –
gestem ręki zaprosił mnie do otwartego na oścież pokoju.
Różnił się
on znacznie od wypełnionego antykami salonu. Na szaro – czerwonych
ścianach wisiały plakaty gwiazd koszykówki, a na szafce przy łóżku
stojącym po prawej stronie leżały poukładane równo puchary i
medale. Od razu było widać, że koszykówka jest największą pasją
chłopaka. Na środku znajdowała się duża czerwona pufa, na której
po krótkiej chwili usiadłam. Rozglądałam się po pokoju,
stwierdzając w myślach, że jest tu bardzo przytulnie i chętnie
bym tu została.
- Łap! -
usłyszałam krzyk Louisa i odwróciłam głowę w lewo, gdzie
blondyn stał przy obszernej jasnoszarej szafie. W ostatniej chwili
złapałam rzeczy, które mi rzucił. - Możesz się przebrać. Ja
idę do łazienki – powiedział, wychodząc z pokoju.
Gdy tylko drzwi
się zamknęły, dokładnie obejrzałam ubrania, które dostałam.
Granatowa bluza z białym napisem i czarne spodnie dresowe. Byłam
pewna, że będę wyglądała w tym stroju uroczo, ale nie miałam
wyboru. Mokre dżinsy przykleiły się do skóry, co nie było
najprzyjemniejszym uczuciem. Koszulkę miałam wprawdzie suchą, ale
założyłam też bluzę. Przebrana stanęłam przed lustrem w rogu
pokoju. Spodnie były zdecydowanie za długie, zresztą tak samo jak
zwisające rękawy bluzy. W miarę możliwości podwinęłam wszystko
co tylko się dało i mając nadzieję, że nie zabiję się przed
potknięcie o zbyt długie nogawki, po chwili wahania wyszłam z
pokoju. Dokładnie w tym samym momencie z łazienki wyszedł Louis w
żółtej koszulce i szarych dresach, który widząc mnie wybuchnął
głośnym śmiechem.
- Jakiś
problem? - zapytałam najbardziej dresiarsko jak umiałam.
- Nie, skądże
– odpowiedział, krztusząc się ze śmiechu. - Po prostu wyglądasz
– szukał odpowiedniego słowa – inaczej.
- Herbata! - z
dołu dało się słyszeć wołanie mamy chłopaka.
- Już
idziemy! - odkrzyknął Louis i nie przestając się śmiać,
popchnął mnie w stronę schodów.
W ostatniej
chwili przypomniało mi się, że nie wzięłam telefonu i zwinnym
ruchem wymijając blondyna, wróciłam do pokoju, gdzie z kieszeni
rozłożonych na ramie łóżka spodni wyjęłam komórkę i
przełożyłam ją do kieszeni bluzy. Spokojna wróciłam do
czekającego na mnie przy schodach Louisa.
- Tutaj macie
kubki – mama chłopaka postawiła przed nami herbatę, gdy
rozsiedliśmy się już wygodnie na jasnej sofie. - Ja uciekam, bo na
śmierć zapomniałam, że umówiłam się z Anne. Pa, dzieciaki.
Zostawiam was samych – i równie szybko jak to powiedziała,
wybiegła z domu.
Zapanowała
niezręczna cisza. Claire przyglądała mi się badawczo spod wpół
przymkniętych powiek, a ja nie wiedząc co zrobić, nerwowo
wypijałam zawartość biało – niebieskiego kubka.
W końcu
przypomniało mi się to, co wcześniej mówił mi Louis. Nareszcie
miałam jakiś punkt zaczepienia.
- Słyszałam,
że lubisz Eda.
Louis posłał
mi spojrzenie mówiące: „Nawet nie zaczynaj tego tematu”, ale
zignorowałam je. Dziewczynka natychmiast się ożywiła.
- Ja go
KOCHAM! - podkreśliła dosadnie ostatnie słowo. - A ty?
- Czasem
słucham jego piosenek. Bardzo mi się podobają – mówienie pół
prawdy przychodziło mi coraz łatwiej.
- Serio? A
jaką lubisz najbardziej? - blondynka z błyskiem w oczach wstała z
dywanu i usiadła obok mnie na kanapie.
- Chyba nie
mam ulubionej. Jasne, jedne lubię mniej, inne bardziej, ale uważam,
że wszystkie są genialne – tym razem mówiłam całkowicie
szczerze.
- Też tak
myślę – pokiwała ze zrozumieniem głową. - Wiesz co?
Najbardziej to chciałabym go spotkać na żywo, ale tak, żeby móc
z nim porozmawiać – rozmarzyła się.
Zaśmiałam się
w duchu. Sposób w jaki przeżywała wszystko co mówiła na temat
Eda był uroczy. Podejrzewałam, że jej pokój jest cały oblepiony
jego plakatami.
- Na pewno go
kiedyś spotkasz – powiedziałam z uśmiechem, dyskretnie
wyciągając telefon i wyciszając dźwięk dzwonka, który
rozbrzmiewał w mojej kieszeni.
Kątem oka
zerknęłam na wyświetlacz, ciekawa kto do mnie dzwoni. O nie! Nie
mógł wybrać gorszego momentu. Moje policzki natychmiast się
zaczerwieniły, a na twarz wdarł się mimowolny wyraz zakłopotania,
który zauważył Louis i od razu zwrócił się do siostry:
- Dobra,
koniec tego. Pogadacie sobie kiedy indziej, bo jakbyś nie zauważyła
Nina przyszła do mnie – wskazał palcem na siebie.
- Ale... -
dziewczynka nie była zadowolona.
- Żadnego
ale. Idziemy – zakomenderował, a ja posłusznie wstałam z kanapy
i uśmiechając się do blondynki, poszłam w stronę schodów.
W momencie, w
którym chłopak do mnie dołączył, telefon znowu wydał dźwięk,
który ponownie wyciszyłam. Nie mogłam przecież teraz odebrać.
Po kilku
sekundach znowu znalazłam się na czerwonej pufie w przytulnym
pokoju Louisa. Blondyn usiadł obok mnie, a ja wyciągnęłam
swobodnie nogi. Jednak względny spokój zmącił kolejny telefon od
rudzielca.
- Odbierz.
Może to coś ważnego – powiedział Louis, gdy kolejny raz miałam
zamiar wyciszyć dźwięk.
- Nie, to może
poczekać – uśmiechnęłam się uspokajająco, chociaż w głowie
miałam zupełnie inne myśli.
- Dzwoni już
trzeci raz. Nie jestem pewny czy on chce czekać – skrzyżował
ręce na piersi.
- Skąd wiesz,
że to on? - spytałam, mrużąc oczy.
- Domyśliłem
się. Odbierz, potem pogadamy – ruchem głowy wskazał na dzwoniącą
komórkę.
Jeszcze chwilę
się wahałam, ale w końcu patrząc niepewnie na Louisa, przyłożyłam
telefon do ucha.
- Cześć –
powiedziałam na przywitanie.
- No w końcu.
Czemu nie odbierałaś?
- Nie mogłam.
- Dobra, nie
pytam. Przepraszam, ze nie dzwoniłem wcześniej, ale nie miałem
czasu. W sumie teraz też nie mam go za wiele, ale próba poszła
sprawnie, więc mam chwilę oddechu. Co u ciebie?
- Wszystko w
porządku. Nic się nie zmieniło od tygodnia.
- To dobrze.
Co robisz?
- Jestem u
przyjaciela – mówiąc to, spojrzałam na Louisa, który udawał,
że moja rozmowa zupełnie go nie obchodzi.
- No to już
rozumiem, dlaczego nie odbierałaś. Przepraszam, że przeszkadzam.
- Nie
przeszkadzasz.
- Na pewno?
- Tak. Gdzie
dzisiaj jesteś?
- Edynburg.
Jutro Glasgow, a w niedzielę Belfast.
- Wracasz w
piątek?
- Tak, a
sobotę spędzam z tobą. Może pójdziemy na obiad do Stu. Bardzo
chciałby cię poznać.
- Nie obraź
się, ale nie jestem pewna czy chcę się spotykać z twoimi
znajomymi.
- Stu to nie
znajomy. On jest jak ojciec, starszy brat i najlepszy przyjaciel w
jednym. On wie o mnie wszystko. Musimy do niego iść.
- Ale nikogo
więcej nie będzie?
- Nie,
obiecuję.
- W takim
razie zgoda.
- To przyszła
sobota zarezerwowana. Przepraszam cię, ale muszę kończyć, bo robi
się młyn. Buziaki. Jeszcze będę dzwonił.
- Mam
nadzieję. Pa.
Rozłączyłam
się i włożyłam telefon z powrotem do kieszeni. Louis w trakcie
mojej rozmowy wykonał kilka kółek wokół pokoju, co chwila
podchodząc do drzwi, jakby zastanawiał się czy nie byłoby lepiej
gdyby wyszedł, jednak ciekawość kazała mu zostać.
- Nie
chciałbym pytać, ale...
- Dzwonił –
miałam poważny problem z nazwaniem Eda – Ed.
- Może
Sheeran – zaśmiał się nieświadomy, że mówi prawdę.
Uśmiechnęłam
się tylko i wzruszyłam ramionami.
- Przepraszam,
że pytam, ale... jesteście parą? - widziałam, że jest spięty.
- Nie –
pokręciłam głową. Dwóch pocałunków nie można było nazwać
związkiem.
Zauważyłam,
że Louis spiął się jeszcze bardziej
- Przyjaźnimy
się prawda? - spytał bardziej po to, żeby zacząć swoją dalszą
wypowiedź.
- No tak.
- W takim
razie mówimy sobie o wszystkim?
- No tak.
- I ufamy
sobie?
- No tak –
odpowiedziałam ze zniecierpliwieniem, bo jego pytania zaczęły mnie
irytować.
-
Powiedziałabyś mi, gdybyś kogoś miała?
- Myślę, że
tak.
- To dlaczego
zaprzeczasz, że jesteście parą? Ellie wszystko mi powiedziała.
Zamarłam.
~~~~~~~~~~~~~~
Przyznam szczerze, że nie byłam do końca zadowolona z trzech ostatnich rozdziałów, ale nareszcie mam trochę wolnego czasu i mam nadzieję, że ten rozdział jest lepszy.
Przy okazji mam też pytanie. Zastanawiałam się ostatnio, czy nie wolelibyście krótszych rozdziałów. Piszcie tutaj albo na Facebooku :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz