- Hej, Nina,
coś ty taka zadowolona – następnego dnia zaraz po wejściu do
szkoły dopadła mnie Ellie.
- Ja? Coś ty.
Wydaje ci się.
- Ja swoje
wiem. Nie chcesz mówić, nie naciskam. Zresztą mam dla ciebie
świetną wiadomość – koleżanka uśmiechnęła się tajemniczo.
- Tak? A jaką?
- zapytałam z grzeczności, bo nie byłam zbyt ciekawa.
- Wszystkiego
dowiesz się w swoim czasie – i nie mówiąc nic więcej, ruszyła
pod salę od angielskiego, a ja za nią.
Lekcje mijały
wyjątkowo powoli. Nawet nie wiedziałam co robimy, bo moje myśli
skupione były tylko i wyłącznie na wczorajszym popołudniu.
Analizowałam każde słowo i każdy ruch zarówno jego jak i mój.
Nawet, gdy próbowałam skupić się na zajęciach, nie mogłam
odgonić od siebie tych natrętnych myśli. Powoli zaczynało mnie to
irytować, ale z drugiej strony cała ta sytuacja bardzo mnie
cieszyła, wiedziałam bowiem, że żadnej innej fance może się to
nigdy nie przydarzyć. Czułam się wyjątkowa. Bardzo wyjątkowa.
*
- Dobra. Już
mogę ci powiedzieć – Ellie podbiegła do mnie na przerwie po
historii.
- Co takiego?
- niechętnie wyciągnęłam z uszu fioletowe słuchawki.
- No tę super
wiadomość – dziewczyna aż skakała z radości. - Otóż, uważaj,
Louis chce się z tobą umówić – wystrzeliła słowa jak z
karabinu i na początku nie zrozumiałam o czym mówi.
- To fajnie –
udawałam, że się cieszę, próbując przypomnieć sobie kim jest
Louis.
- Fajnie?
Dziewczyno, to najlepszy chłopak w szkole, oczywiście oprócz
mojego Ashtona. Każda by się dała pokroić za randkę z nim.
- Ale ja go
nie znam – starałam się usprawiedliwić swój bark entuzjazmu.
- A czy to
ważne? Poznasz go. Najważniejsze, że on zna ciebie. Serio, nie
sądziłam, że wybijesz się tak szybko – Ellie była wyraźnie
zadowolona, ale ja nie mogłam myśleć o żadnym Louisie. Wciąż
przypominały mi się wczorajsze wydarzenia. - Dobra, w każdym razie
dzisiaj siedzicie razem na obiedzie – krzyknęła koleżanka,
uciekając w niewiadomym mi kierunku.
Po skończonej
matematyce niepewnie ruszyłam w stronę stołówki. Długo się
wahałam czy w ogóle do niej wchodzić, ale ostatecznie stanęłam w
długiej kolejce i czekałam na to co się stanie.
- I jak laska.
Gotowa na spotkanie? - Ellie od tyłu złapała mnie za ramiona, a ja
ze strachu podskoczyłam.
- Nigdy więcej
mi tak nie rób – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Dobrze,
dobrze, ale popatrz w prawo.
Odwróciłam
głowę we wskazanym kierunku i przy okrągłym niebieskim stoliku
zobaczyłam wysokiego blondyna z nieziemskim uśmiechem, machającego
do mnie. Gdy tylko zdobyłam swoje jedzenie, dosiadłam się do
niego.
- Cześć,
Nina. Jestem Louis, ale mam nadzieję, że wiesz – uśmiech nie
schodził mu z twarzy.
- Jasne, że
wiem. Podobno jesteś najlepszym chłopakiem w szkole, przynajmniej
tak twierdzi Ellie – odwzajemniłam jego uśmiech.
- I do tego
najskromniejszym – zaśmialiśmy się oboje, a ja pomyślałam, że
może nie będzie tak źle jak się obawiałam, bo chłopak wyglądał
na sympatycznego.
Do końca
przerwy jedliśmy nasze wykwintne potrawy, czyli ja sałatkę, a on
kurczaka z frytkami i serem, przy okazji rozmawiając i co chwila
wybuchając głośnym śmiechem.
- Kończysz o
trzeciej, czy masz jeszcze jakieś zajęcia? - zapytał, gdy
wychodziliśmy ze stołówki.
- O trzeciej –
odparłam z uśmiechem.
- To super!
Będę czekał pod szkołą. Do zobaczenia! - pomachał mi na
pożegnanie, a ja szybko
wciągnęłam telefon i napisałam do Paula:
Wracam
dzisiaj do domu na piechotę.
Louis, tak jak
zapowiadał, czekał na mnie przed szkołą. Ellie widząc to,
uśmiechnęła się znacząco i uciekła szybko jak nigdy.
- To, w którą
stronę idziemy? - spytał, gdy tylko do niego podeszłam.
- Teraz
skręcamy w lewo, a potem zobaczymy – jak zwykle się uśmiechnęłam
i ruszyliśmy.
- Jesteś z
Polski, prawda? - potwierdziłam. – A wiesz, że moja babcia też
jest Polką?
- Naprawdę? Z
jakiego miasta? - spytałam zaciekawiona.
- Zanim tu
przyjechała, mieszkała we Wrocławiu.
- To tak jak
ja! – krzyknęłam, może trochę zbyt głośno.
- Tyle nas
łączy – powiedział Louis i oboje zaczęliśmy się śmiać.
W ciągu
dwudziestu minut drogi dowiedziałam się, że jego babcia
przyjechała do Anglii za miłością, a ja opowiedziałam mu
dlaczego od zawsze marzyłam o Londynie. Pierwszy raz spotkałam
chłopaka, z którym od razu miałam o czym rozmawiać i bardzo mi
się to spodobało. Zresztą Louis też mi się spodobał. I w końcu
przestałam myśleć od Edzie, co niezmiernie mnie cieszyło.
- Jeśli
pozwolisz, to jutro też chętnie cię odprowadzę – powiedział
chłopak, gdy byliśmy już pod domem.
- Oczywiście,
że pozwolę – odpowiedziałam ze śmiechem, po czym dałam mu
buziaka w policzek. Lekko zszokowany, ale zadowolony Louis stał na
podjeździe, podczas gdy ja przekręcałam w zamku klucz. Pomachałam
mu i zniknęłam w hallu.
Każdy kolejny
dzień wyglądał tak samo. Louis czekał na mnie pod szkołą i
codziennie dłużej, odprowadzał mnie do domu. Polubiłam nasze
wspólne powroty, w końcu chłopak był przystojny, zabawny,
inteligentny i genialnie się ubierał. Po prostu ideał. Jednak mimo
to czegoś mi w nim brakowało. Nie potrafiłam myśleć o nim jak o
kimś więcej niż przyjacielu, mimo że wiedziałam, iż Louis
bardzo by tego chciał.
- Już musisz
iść? - spytał, gdy w piątkowe popołudnie, półtora tygodnia od
naszego pierwszego spotkania, staliśmy pod moim domem.
- Raczej
powinnam – odpowiedziałam, idąc w kierunku drzwi.
- Zostań
jeszcze chwilę, proszę – Louis zrobił błagalną minę i nie
mogłam mu odmówić.
- Dobrze. Ale
moment, bo trochę mi zimno.
- To nie
problem – chłopak uśmiechnął się i złapał mnie za
nadgarstek. Mocno przyciągnął mnie do siebie i delikatnie dotknął
moich ust. Zimną rękę położył mi na karku, a ja czując jak
nasze wargi się łączą, włożyłam palce w jego blond włosy.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę, nie zważając na to, że
stoimy przy dość ruchliwej ulicy.
- To teraz
możesz już iść – Louis uśmiechnął się do mnie i puścił
moją dłoń.
Nie wiedziałam
jak się zachować, co tutaj w Anglii zdarzało mi się dość
często. Uśmiechnęłam się niepewnie i szybko wbiegłam po kilku
kamiennych schodkach. Oblizałam usta, bo wciąż czułam miętowy
smak chłopaka. Nie chciałam się odwracać, ale Louis krzyknął do
mnie, gdy otwierałam drzwi.
- Masz jakieś
plany na wieczór?
- Z tego co
wiem to nie – nie lubiłam kłamać, nawet w takiej sytuacji.
- To wpadnę
po ciebie o szóstej. Pasuje?
- Jasne –
odpowiedziałam bez przesadnego entuzjazmu i weszłam do domu.
Do spotkania z
Louisem miałam jeszcze ponad dwie godziny, więc zajęłam się
lekcjami. Odrabiałam właśnie pracę domową z angielskiego, kiedy
usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie miałam nawet najmniejszego
zamiaru schodzić na dół, gdyż byłam w szale twórczym i nie
chciałam, żeby cokolwiek mi przeszkadzało.
- Nina! To do
ciebie! - wściekła wstałam od biurka i wyjrzałam z pokoju.
- Kto to? -
wolałam się upewnić, czy na pewno muszę przerywać pracę.
- Po prostu
zejdź.
W drodze na dół
zastanawiałam się kto to może być. Ellie raczej by najpierw
zadzwoniła, chociaż z nią nigdy nic nie wiadomo. Z Louisem byłam
już umówiona, więc kto?
- Cześć! -
weszłam do hallu i znieruchomiałam.
- Cześć! Co
ty tu robisz? - wypowiedzenie każdego słowa było dla mnie nie
małym wyzwaniem.
- To ja was
zostawiam samych – Lucy z nieodłącznym uśmiechem wycofała się
do salonu.
- Przyszedłem.
- To widzę,
ale...
- O nic nie
pytaj. Chyba, że nie chcesz mnie widzieć, to powiedz, ale tak
szczerze mówiąc, to coś mi się należy. W końcu, gdyby nie ja to
sterczałabyś na tym pustkowiu jeszcze pewnie bardzo długo – Ed z
nonszalanckim uśmiechem po prostu stał w moim domu.
- Masz rację
– to były jedyne słowa, który przyszły mi w tym momencie do
głowy. Cud, że w ogóle coś powiedziałam. Cała ta sytuacja
wykraczała poza moje najśmielsze sny.
- To skoro mam
rację, idziesz teraz ze mną.
- Tylko wezmę
kilka rzeczy z pokoju – powiedziałam i pędem ruszyłam na górę,
przy okazji potykając się na schodach. Szybko otworzyłam obszerną
szafę i zrobiłam przegląd ubrań. Zrzuciłam z siebie dżinsy i
wysłużony podkoszulek, a założyłam moją ulubioną błękitną
sukienkę i czarną ramoneskę. Przed wyjściem z pokoju spryskałam
się jeszcze perfumami, po ustach przejechałam malinowym
błyszczykiem i chwyciłam moją najlepszą torebkę. Na schodach
zatrzymała mnie podekscytowana Lucy.
- Kto to jest?
- nie wierzyłam, że go nie zna.
- Znajomy –
odpowiedziałam i sama się zdziwiłam jak to brzmi. Jeszcze dwa
tygodnie temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że go spotkam, a
co dopiero, że będę mogła powiedzieć o nim „znajomy”.
- Tak, tak,
znajomy – puściła do mnie oczko. - No dobrze, niech ci będzie –
ustąpiła, widząc moją minę. - A gdzie idziecie?
- Tego jeszcze
nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale proszę,
wróć przed jedenastą, bo będziemy się z Paulem martwić. A i w
razie czego masz telefon?
- Oczywiście.
- No to leć
już i baw się dobrze.
Bardzo
zdenerwowana zbiegłam po schodach. Tak naprawdę nie wiedziałam ani
gdzie idę, ani nic o tym z kim idę, bo znałam Eda jako artystę,
ale nie jako zwykłego człowieka.
- Gotowa? -
zapytał, gdy zobaczył mnie na dole. Potwierdziłam i wyszliśmy z
domu. Dzisiaj wyglądał dużo lepiej niż ostatnio. Jego rude włosy
były ułożone i nie latały na wszystkie strony, a na oczach miał
tylko przeciwsłoneczne Ray Bany.
- Ślicznie
wyglądasz – powiedział po kilku metrach.
- Dziękuję –
szepnęłam i poczułam, że robię się cała czerwona, dlatego
szybko spuściłam głowę i zmieniłam temat. - To gdzie idziemy?
- Jeszcze nie
wiem. To się okaże. Na razie pokaże ci trochę Londyn. I nie
będziemy się dzisiaj ukrywać, tak jak ostatnio. Po prostu założę
kaptur. Zgoda?
- Zgoda –
uśmiechnęłam się niepewnie.
*
- I jak ci się
podobała wycieczka? - spytał, gdy zmęczona opadłam na ławkę w
parku.
- Jestem
wykończona. Obeszliśmy chyba całe miasto – wysapałam z trudem.
- Nie
przesadzaj. Przez trzy godziny nie można wiele zobaczyć.
- Mnie to
wystarczy – uśmiechnęłam się i rozprostowałam obolałe nogi.
- No doba, to
co teraz? Będziemy tak tu siedzieć, czy idziemy coś zjeść?
- Ja tu
zostaję. Chyba, że mnie zaniesiesz – odparłam i rozsiadłam się
wygodniej.
- Żaden
problem – Ed się uśmiechnął i schylił by wziąć mnie na ręce.
- Przestań,
żartowałam – piszczałam jak małe dziecko.
- Ale ja nie –
odpowiedział spokojnie i podniósł mnie. Ręce zaplotłam na jego
szyi i wpadłam w histeryczny śmiech. Trzymałam się kurczowo,
bojąc się, że chłopak nagle mnie puści i spadnę.
- Czekaj
chwilę – poprosiłam, słysząc zbliżające się odgłosy miasta.
- O co chodzi?
- spytał, nadal trzymając mnie na rękach.
- Mam
sukienkę.
- I? - nie
rozumiał mojego problemu.
- Nie jest to
strój, w którym mógłbyś mnie przenieść przez pół miasta.
- Rzeczywiście
– uśmiechnął się i postawił mnie na nogi.
Ruszyliśmy
przez Londyn, który dopiero o tej porze zaczynał swoje prawdziwe
życie. Po nogach czułam nieprzyjemny chłód, ponieważ po
pierwszym marcowym słońcu nie było już śladu. Szliśmy przez
ulice rozświetlone bilbordami i neonami. Robiłam to co lubiłam
najbardziej, czyli obserwowałam ludzi, którzy głośnymi grupkami
powoli zaczynali zbierać się przed klubami i barami. Nagle Ed
chwycił mnie za rękę i mocno pociągnął w prawo. Skręciliśmy w
całkowicie ciemną uliczkę, a ja poczułam lekki niepokój.
- Nie bój
się. Jesteśmy prawie na miejscu – mężczyzna mocniej ścisnął
moją dłoń.
Przeszliśmy
jeszcze kilka metrów i stanęliśmy przed czarnymi drzwiami, nie
zapowiadającymi nic ciekawego.
- To tu? -
spytałam zdziwiona.
- Poczekaj, aż
wejdziemy do środka – Rudy uśmiechnął się tajemniczo i
otworzył przede mną drzwi.
Weszłam do
jasno oświetlonego pomieszczenia , w którym, oprócz kelnerów i
barmana, było około dziesięciu osób. Wnętrze wypełniał zapach
papierosów i surowego drewna, z którego zrobione było tam
wszystko. Na okrągłych stołach przykrytych bordowymi obrusami,
stały czarne świeczniki i malutkie czarne wazoniki z bukiecikami
białych kwiatków w środku. Ceglane ściany ozdobione były
cytatami i zdjęciami ikon angielskiej muzyki. W lokalu było głośno.
Rozmowom i gromkim śmiechom gości towarzyszyła muzyka płynąca z
głośników rozmieszczonych w różnych miejscach sali. Na środku
było trochę miejsca do ewentualnego tańca, ale nie wyglądało to
jak klub. Zresztą typowej restauracji też to nie przypominało.
- Może być?
- półgłosem spytał mój towarzysz.
- Tak, pewnie.
Nie spodziewałam się tego po...
- Rozumiem.
Ale to dobrze, że ci się podoba, bo mają tu najlepszą pizzę, a
mój żołądek domaga się jedzenia – z uśmiechem na ustach
poprowadził mnie do stolika w rogu.
Właśnie
usiedliśmy, kiedy podszedł do nas bardzo uśmiechnięty, ale
niezbyt przystojny blondyn.
- Hej, Ed!
- Jake, stary.
Co ty tu robisz? - Rudy natychmiast poderwał się z miejsca i
uściskał znajomego.
- Podejrzewam,
że to samo co ty, ale to nie ważne. Przedstaw mi lepiej tę
ślicznotkę, z którą przyszedłeś – mężczyzna spojrzał na
mnie i puścił do mnie oczko. Czułam, jak moje policzki przybierają
barwę purpury. Nie byłam przyzwyczajona do takich komentarzy, a to
był już drugi w ciągu jednego dnia.
- Tak, to jest
Nina. Nina to Jake – podniosłam się z miejsca i podałam rękę
blondynowi.
- Nina?
Sheeran widzę, że lubisz to imię – Jake głośno się zaśmiał.
- Przestań,
to przypadek – Ed wyglądał na zmieszanego.
- Ja tam w
takie przypadki nie wierzę. Dobra mniejsza o to, dołączycie do
nas?
- Nie, nie
dzisiaj.
- Jasne,
rozumiem – blondyn miał już odchodzić, gdy nagle coś mu się
przypomniało. - A, właśnie, zapomniałbym. Za tydzień robię
imprezę tam gdzie zawsze. Wpadniesz? Oczywiście przyprowadź Ninę
– w tym momencie spojrzał na mnie, a ja spuściłam głowę. To
zainteresowanie było ponad moje siły. Trzech facetów jednego dnia.
Cholera, Louis! Zapomniałam. Szybko wyjęłam komórkę. 5
nieodebranych połączeń i 2 wiadomości tekstowe od LOUIS.
Kliknęłam na kopertę i wyświetliłam treści smsów:
1. Nina,
czekam na ciebie pod domem. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś.
2.
Wiem, że wyszłaś. Mogłaś chociaż
zadzwonić albo napisać.
Jak mogłam o
nim zapomnieć? Biedny chłopak. Chciałam do niego oddzwonić, ale
stwierdziłam, że teraz nie ma to żadnego sensu. Sprawdziłam
jeszcze godzinę 20:20 i z wyrzutami sumienia schowałam telefon do
torby.
- Coś się
stało? - zapytał Ed, gdy podniosłam głowę. Zdążył już
skończyć rozmowę z Jakiem.
- Nie,
dlaczego? - udawałam, że wszystko w porządku.
- Masz taką
minę.
- Po prostu o
czymś sobie przypomniałam, ale to nie ważne – starałam się
brzmieć wiarygodnie.
- Skoro tak
twierdzisz – nie był do końca przekonany, ale zmienił temat. -
Słyszałaś o imprezie u Jake'a?
- Tak.
- Pójdziesz
tam ze mną?
- Nie wiem,
czy...
- No nie daj
się prosić. Jake nalegał, żebyś przyszła, a mnie też byłoby
miło, gdybyś mi towarzyszyła.
- W takim
razie zastanowię się.
- To super! -
Ed wyraźnie się ucieszył. - Tę kwestię mamy załatwioną,
zamawiamy?
- Pewnie.
Jestem strasznie głodna.
Po czterdziestu
minutach kelener przyniósł nam pysznie pachnącą pizzę i drugi
już kufel piwa dla Eda.
- Na pewno nie
chcesz nic do picia? - zapytał, gdy zabierałam się do pierwszego
kawałka.
- Nie, na
pewno – uśmiechnęłam się i zatopiłam zęby w podwójnym serze.
- Tak w ogóle,
to czym się interesujesz?
- Muzyką –
odparłam bez zastanowienia, gdy tylko przełknęłam pierwszy kęs.
- Tak wiele
nas łączy.
- Czyżby? Ja
nie koncertuję po całym świecie i nie mam znajomych producentów,
do których chodzę na imprezy.
- Jak to nie?
Już masz – rzeczywiście, miał rację. - Poza tym myślałem, że
mnie nie znasz – usłyszawszy to, omal nie wybuchłam śmiechem.
- Skąd taki
pomysł? - spytałam nieco zdziwiona
- Nie
skakałaś, nie piszczałaś jak oszalała i nie chciałaś zdjęcia
na Instagrama, gdy mnie zobaczyłaś, więc stwierdziłem, że mnie
nie rozpoznajesz. Poza tym do tej pory nie czuję się przy tobie jak
gwiazda. – moje wnętrze puchło z dumy. Coś takiego usłyszeć z
ust swojego idola, to dopiero było wyróżnienie. Nie wiedziałam co
mam odpowiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam i wróciłam do
mojej pizzy. - A co konkretnie robisz w związku z muzyką?
- A takie tam
– akurat jemu nie chciałam o tym opowiadać.
- No proszę,
powiedz.
- Trochę
śpiewam, czasem piszę jakieś teksty, nic ciekawego – starałam
się jak najszybciej zakończyć ten temat.
- Napisz mi
coś swojego.
- Nie ma mowy.
I nie proś, bo to na nic – Ed zrobił błagalną minę, ale ja
byłam nieugięta. Nie mogłam się przed nim skompromitować.
- No dobrze,
porozmawiajmy o tym, o czym chcesz – zrezygnowany zabrał się do
jedzenia.
- Już lepiej
– uśmiechnęłam się.
*
- Która
godzina? - spytałam, gdy byliśmy już w drodze powrotnej.
- Za
dwadzieścia jedenasta – odpowiedział mi lekko zachrypnięty głos.
- Musimy się
pospieszyć – przyspieszyłam kroku.
- Spokojnie
zdążymy. Nie jest ci zimno?
- Nie.
- Na pewno?
Cała się trzęsiesz.
- No może
trochę – faktycznie, całe moje ciało przesiąknięte było
wilgotnym chłodem londyńskiego wieczoru.
- Proszę –
Ed podał mi swoją czerwoną bluzę.
- Nie wezmę
jej. Przecież teraz ty zmarzniesz – szedł obok mnie tylko w
czarnym T- shircie.
- Dam radę.
Ubieraj się, bo będziesz chora – zapięłam się i poczułam,
ciepło płynące w środku. Na ustach miałam szeroki uśmiech, a
policzki mi płonęły, dobrze, że było ciemno.
- To tutaj? -
zatrzymaliśmy się pod domem.
- Tak. Oddaję
ci bluzę.
- Najpierw
włóż rękę do kieszeni – popatrzyłam na niego niepewnie, ale
wykonałam polecenie.
- Ale tu nic
nie ma.
- Sprawdź w
drugiej – włożyłam rękę do lewej kieszeni i wyczułam pod
palcami małą karteczkę. Wyciągnęłam ją, cały czas obserwując
Eda. - To mój numer. Zadzwoń, gdy zdecydujesz, czy idziesz ze mną
na imprezę, chociaż innej opcji nie przewiduję. To pa, do
usłyszenia – uśmiechnął się, dał mi buziaka w policzek i
odszedł, zostawiając mnie oszołomioną na chodniku.
**
Nie odwrócę
się. Nie odwrócę. Nina nie była dzisiaj tą samą dziewczyną,
którą widziałem ostatnio. W lekkiej niebieskiej sukience wyglądała jak... Właściwie nie mam porównania, a podobno jestem taki świetny w pisaniu tekstów. Do tego jej włosy. Jasnobrązowe loki miękko spływały
po ramionach. A ten uśmiech. Po prostu nie tego się spodziewałem
po tej zmokniętej trzęsącej się dziewczynie. Wyglądała
ślicznie. Nawet Jake zwrócił na nią uwagę, a on otacza się
tylko pięknymi kobietami.
Właściwie
poszedłem do niej z nudów. Chciałem wiedzieć jak zareaguje, a ona
potraktowała mnie jak normalnego znajomego. To mi się podoba. Nie
jestem dla niej tylko gwiazdą, nawet jeżeli lubi moją muzykę. I
rozmowa z nią też jest bardzo przyjemna. Nie muszę nic wymuszać,
po prostu płynie. Musi pójść ze mną na tę imprezę. Moja
dziewczyna wyjechała, więc nie będę się musiał nawet tłumaczyć.
Tak, pójdzie ze mną czy tego chce, czy nie.
Tak, to już trzeci rozdział. Co o nim sądzicie? Może powinnam coś poprawić? Piszcie :)
Ekstra! Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńSwietny rozdzial! Tylko wiecej takich xx podoba mi sie to jak piszesz, nie wylapalam tez zadnych bledow, wiec ogromny + dla ciebie :)
OdpowiedzUsuń