wtorek, 17 marca 2015

Rozdział III

- Hej, Nina, coś ty taka zadowolona – następnego dnia zaraz po wejściu do szkoły dopadła mnie Ellie.
- Ja? Coś ty. Wydaje ci się.
- Ja swoje wiem. Nie chcesz mówić, nie naciskam. Zresztą mam dla ciebie świetną wiadomość – koleżanka uśmiechnęła się tajemniczo.
- Tak? A jaką? - zapytałam z grzeczności, bo nie byłam zbyt ciekawa.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie – i nie mówiąc nic więcej, ruszyła pod salę od angielskiego, a ja za nią.
Lekcje mijały wyjątkowo powoli. Nawet nie wiedziałam co robimy, bo moje myśli skupione były tylko i wyłącznie na wczorajszym popołudniu. Analizowałam każde słowo i każdy ruch zarówno jego jak i mój. Nawet, gdy próbowałam skupić się na zajęciach, nie mogłam odgonić od siebie tych natrętnych myśli. Powoli zaczynało mnie to irytować, ale z drugiej strony cała ta sytuacja bardzo mnie cieszyła, wiedziałam bowiem, że żadnej innej fance może się to nigdy nie przydarzyć. Czułam się wyjątkowa. Bardzo wyjątkowa.
*
- Dobra. Już mogę ci powiedzieć – Ellie podbiegła do mnie na przerwie po historii.
- Co takiego? - niechętnie wyciągnęłam z uszu fioletowe słuchawki.
- No tę super wiadomość – dziewczyna aż skakała z radości. - Otóż, uważaj, Louis chce się z tobą umówić – wystrzeliła słowa jak z karabinu i na początku nie zrozumiałam o czym mówi.
- To fajnie – udawałam, że się cieszę, próbując przypomnieć sobie kim jest Louis.
- Fajnie? Dziewczyno, to najlepszy chłopak w szkole, oczywiście oprócz mojego Ashtona. Każda by się dała pokroić za randkę z nim.
- Ale ja go nie znam – starałam się usprawiedliwić swój bark entuzjazmu.
- A czy to ważne? Poznasz go. Najważniejsze, że on zna ciebie. Serio, nie sądziłam, że wybijesz się tak szybko – Ellie była wyraźnie zadowolona, ale ja nie mogłam myśleć o żadnym Louisie. Wciąż przypominały mi się wczorajsze wydarzenia. - Dobra, w każdym razie dzisiaj siedzicie razem na obiedzie – krzyknęła koleżanka, uciekając w niewiadomym mi kierunku.
Po skończonej matematyce niepewnie ruszyłam w stronę stołówki. Długo się wahałam czy w ogóle do niej wchodzić, ale ostatecznie stanęłam w długiej kolejce i czekałam na to co się stanie.
- I jak laska. Gotowa na spotkanie? - Ellie od tyłu złapała mnie za ramiona, a ja ze strachu podskoczyłam.
- Nigdy więcej mi tak nie rób – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Dobrze, dobrze, ale popatrz w prawo.
Odwróciłam głowę we wskazanym kierunku i przy okrągłym niebieskim stoliku zobaczyłam wysokiego blondyna z nieziemskim uśmiechem, machającego do mnie. Gdy tylko zdobyłam swoje jedzenie, dosiadłam się do niego.
- Cześć, Nina. Jestem Louis, ale mam nadzieję, że wiesz – uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Jasne, że wiem. Podobno jesteś najlepszym chłopakiem w szkole, przynajmniej tak twierdzi Ellie – odwzajemniłam jego uśmiech.
- I do tego najskromniejszym – zaśmialiśmy się oboje, a ja pomyślałam, że może nie będzie tak źle jak się obawiałam, bo chłopak wyglądał na sympatycznego.
Do końca przerwy jedliśmy nasze wykwintne potrawy, czyli ja sałatkę, a on kurczaka z frytkami i serem, przy okazji rozmawiając i co chwila wybuchając głośnym śmiechem.
- Kończysz o trzeciej, czy masz jeszcze jakieś zajęcia? - zapytał, gdy wychodziliśmy ze stołówki.
- O trzeciej – odparłam z uśmiechem.
- To super! Będę czekał pod szkołą. Do zobaczenia! - pomachał mi na pożegnanie, a ja szybko wciągnęłam telefon i napisałam do Paula:
Wracam dzisiaj do domu na piechotę.
Louis, tak jak zapowiadał, czekał na mnie przed szkołą. Ellie widząc to, uśmiechnęła się znacząco i uciekła szybko jak nigdy.
- To, w którą stronę idziemy? - spytał, gdy tylko do niego podeszłam.
- Teraz skręcamy w lewo, a potem zobaczymy – jak zwykle się uśmiechnęłam i ruszyliśmy.
- Jesteś z Polski, prawda? - potwierdziłam. – A wiesz, że moja babcia też jest Polką?
- Naprawdę? Z jakiego miasta? - spytałam zaciekawiona.
- Zanim tu przyjechała, mieszkała we Wrocławiu.
- To tak jak ja! – krzyknęłam, może trochę zbyt głośno.
- Tyle nas łączy – powiedział Louis i oboje zaczęliśmy się śmiać.
W ciągu dwudziestu minut drogi dowiedziałam się, że jego babcia przyjechała do Anglii za miłością, a ja opowiedziałam mu dlaczego od zawsze marzyłam o Londynie. Pierwszy raz spotkałam chłopaka, z którym od razu miałam o czym rozmawiać i bardzo mi się to spodobało. Zresztą Louis też mi się spodobał. I w końcu przestałam myśleć od Edzie, co niezmiernie mnie cieszyło.
- Jeśli pozwolisz, to jutro też chętnie cię odprowadzę – powiedział chłopak, gdy byliśmy już pod domem.
- Oczywiście, że pozwolę – odpowiedziałam ze śmiechem, po czym dałam mu buziaka w policzek. Lekko zszokowany, ale zadowolony Louis stał na podjeździe, podczas gdy ja przekręcałam w zamku klucz. Pomachałam mu i zniknęłam w hallu.
Każdy kolejny dzień wyglądał tak samo. Louis czekał na mnie pod szkołą i codziennie dłużej, odprowadzał mnie do domu. Polubiłam nasze wspólne powroty, w końcu chłopak był przystojny, zabawny, inteligentny i genialnie się ubierał. Po prostu ideał. Jednak mimo to czegoś mi w nim brakowało. Nie potrafiłam myśleć o nim jak o kimś więcej niż przyjacielu, mimo że wiedziałam, iż Louis bardzo by tego chciał.
- Już musisz iść? - spytał, gdy w piątkowe popołudnie, półtora tygodnia od naszego pierwszego spotkania, staliśmy pod moim domem.
- Raczej powinnam – odpowiedziałam, idąc w kierunku drzwi.
- Zostań jeszcze chwilę, proszę – Louis zrobił błagalną minę i nie mogłam mu odmówić.
- Dobrze. Ale moment, bo trochę mi zimno.
- To nie problem – chłopak uśmiechnął się i złapał mnie za nadgarstek. Mocno przyciągnął mnie do siebie i delikatnie dotknął moich ust. Zimną rękę położył mi na karku, a ja czując jak nasze wargi się łączą, włożyłam palce w jego blond włosy. Całowaliśmy się dłuższą chwilę, nie zważając na to, że stoimy przy dość ruchliwej ulicy.
- To teraz możesz już iść – Louis uśmiechnął się do mnie i puścił moją dłoń.
Nie wiedziałam jak się zachować, co tutaj w Anglii zdarzało mi się dość często. Uśmiechnęłam się niepewnie i szybko wbiegłam po kilku kamiennych schodkach. Oblizałam usta, bo wciąż czułam miętowy smak chłopaka. Nie chciałam się odwracać, ale Louis krzyknął do mnie, gdy otwierałam drzwi.
- Masz jakieś plany na wieczór?
- Z tego co wiem to nie – nie lubiłam kłamać, nawet w takiej sytuacji.
- To wpadnę po ciebie o szóstej. Pasuje?
- Jasne – odpowiedziałam bez przesadnego entuzjazmu i weszłam do domu.
Do spotkania z Louisem miałam jeszcze ponad dwie godziny, więc zajęłam się lekcjami. Odrabiałam właśnie pracę domową z angielskiego, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie miałam nawet najmniejszego zamiaru schodzić na dół, gdyż byłam w szale twórczym i nie chciałam, żeby cokolwiek mi przeszkadzało.
- Nina! To do ciebie! - wściekła wstałam od biurka i wyjrzałam z pokoju.
- Kto to? - wolałam się upewnić, czy na pewno muszę przerywać pracę.
- Po prostu zejdź.
W drodze na dół zastanawiałam się kto to może być. Ellie raczej by najpierw zadzwoniła, chociaż z nią nigdy nic nie wiadomo. Z Louisem byłam już umówiona, więc kto?
- Cześć! - weszłam do hallu i znieruchomiałam.
- Cześć! Co ty tu robisz? - wypowiedzenie każdego słowa było dla mnie nie małym wyzwaniem.
- To ja was zostawiam samych – Lucy z nieodłącznym uśmiechem wycofała się do salonu.
- Przyszedłem.
- To widzę, ale...
- O nic nie pytaj. Chyba, że nie chcesz mnie widzieć, to powiedz, ale tak szczerze mówiąc, to coś mi się należy. W końcu, gdyby nie ja to sterczałabyś na tym pustkowiu jeszcze pewnie bardzo długo – Ed z nonszalanckim uśmiechem po prostu stał w moim domu.
- Masz rację – to były jedyne słowa, który przyszły mi w tym momencie do głowy. Cud, że w ogóle coś powiedziałam. Cała ta sytuacja wykraczała poza moje najśmielsze sny.
- To skoro mam rację, idziesz teraz ze mną.
- Tylko wezmę kilka rzeczy z pokoju – powiedziałam i pędem ruszyłam na górę, przy okazji potykając się na schodach. Szybko otworzyłam obszerną szafę i zrobiłam przegląd ubrań. Zrzuciłam z siebie dżinsy i wysłużony podkoszulek, a założyłam moją ulubioną błękitną sukienkę i czarną ramoneskę. Przed wyjściem z pokoju spryskałam się jeszcze perfumami, po ustach przejechałam malinowym błyszczykiem i chwyciłam moją najlepszą torebkę. Na schodach zatrzymała mnie podekscytowana Lucy.
- Kto to jest? - nie wierzyłam, że go nie zna.
- Znajomy – odpowiedziałam i sama się zdziwiłam jak to brzmi. Jeszcze dwa tygodnie temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że go spotkam, a co dopiero, że będę mogła powiedzieć o nim „znajomy”.
- Tak, tak, znajomy – puściła do mnie oczko. - No dobrze, niech ci będzie – ustąpiła, widząc moją minę. - A gdzie idziecie?
- Tego jeszcze nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale proszę, wróć przed jedenastą, bo będziemy się z Paulem martwić. A i w razie czego masz telefon?
- Oczywiście.
- No to leć już i baw się dobrze.
Bardzo zdenerwowana zbiegłam po schodach. Tak naprawdę nie wiedziałam ani gdzie idę, ani nic o tym z kim idę, bo znałam Eda jako artystę, ale nie jako zwykłego człowieka.
- Gotowa? - zapytał, gdy zobaczył mnie na dole. Potwierdziłam i wyszliśmy z domu. Dzisiaj wyglądał dużo lepiej niż ostatnio. Jego rude włosy były ułożone i nie latały na wszystkie strony, a na oczach miał tylko przeciwsłoneczne Ray Bany.
- Ślicznie wyglądasz – powiedział po kilku metrach.
- Dziękuję – szepnęłam i poczułam, że robię się cała czerwona, dlatego szybko spuściłam głowę i zmieniłam temat. - To gdzie idziemy?
- Jeszcze nie wiem. To się okaże. Na razie pokaże ci trochę Londyn. I nie będziemy się dzisiaj ukrywać, tak jak ostatnio. Po prostu założę kaptur. Zgoda?
- Zgoda – uśmiechnęłam się niepewnie.
*
- I jak ci się podobała wycieczka? - spytał, gdy zmęczona opadłam na ławkę w parku.
- Jestem wykończona. Obeszliśmy chyba całe miasto – wysapałam z trudem.
- Nie przesadzaj. Przez trzy godziny nie można wiele zobaczyć.
- Mnie to wystarczy – uśmiechnęłam się i rozprostowałam obolałe nogi.
- No doba, to co teraz? Będziemy tak tu siedzieć, czy idziemy coś zjeść?
- Ja tu zostaję. Chyba, że mnie zaniesiesz – odparłam i rozsiadłam się wygodniej.
- Żaden problem – Ed się uśmiechnął i schylił by wziąć mnie na ręce.
- Przestań, żartowałam – piszczałam jak małe dziecko.
- Ale ja nie – odpowiedział spokojnie i podniósł mnie. Ręce zaplotłam na jego szyi i wpadłam w histeryczny śmiech. Trzymałam się kurczowo, bojąc się, że chłopak nagle mnie puści i spadnę.
- Czekaj chwilę – poprosiłam, słysząc zbliżające się odgłosy miasta.
- O co chodzi? - spytał, nadal trzymając mnie na rękach.
- Mam sukienkę.
- I? - nie rozumiał mojego problemu.
- Nie jest to strój, w którym mógłbyś mnie przenieść przez pół miasta.
- Rzeczywiście – uśmiechnął się i postawił mnie na nogi.
Ruszyliśmy przez Londyn, który dopiero o tej porze zaczynał swoje prawdziwe życie. Po nogach czułam nieprzyjemny chłód, ponieważ po pierwszym marcowym słońcu nie było już śladu. Szliśmy przez ulice rozświetlone bilbordami i neonami. Robiłam to co lubiłam najbardziej, czyli obserwowałam ludzi, którzy głośnymi grupkami powoli zaczynali zbierać się przed klubami i barami. Nagle Ed chwycił mnie za rękę i mocno pociągnął w prawo. Skręciliśmy w całkowicie ciemną uliczkę, a ja poczułam lekki niepokój.
- Nie bój się. Jesteśmy prawie na miejscu – mężczyzna mocniej ścisnął moją dłoń.
Przeszliśmy jeszcze kilka metrów i stanęliśmy przed czarnymi drzwiami, nie zapowiadającymi nic ciekawego.
- To tu? - spytałam zdziwiona.
- Poczekaj, aż wejdziemy do środka – Rudy uśmiechnął się tajemniczo i otworzył przede mną drzwi.
Weszłam do jasno oświetlonego pomieszczenia , w którym, oprócz kelnerów i barmana, było około dziesięciu osób. Wnętrze wypełniał zapach papierosów i surowego drewna, z którego zrobione było tam wszystko. Na okrągłych stołach przykrytych bordowymi obrusami, stały czarne świeczniki i malutkie czarne wazoniki z bukiecikami białych kwiatków w środku. Ceglane ściany ozdobione były cytatami i zdjęciami ikon angielskiej muzyki. W lokalu było głośno. Rozmowom i gromkim śmiechom gości towarzyszyła muzyka płynąca z głośników rozmieszczonych w różnych miejscach sali. Na środku było trochę miejsca do ewentualnego tańca, ale nie wyglądało to jak klub. Zresztą typowej restauracji też to nie przypominało.
- Może być? - półgłosem spytał mój towarzysz.
- Tak, pewnie. Nie spodziewałam się tego po...
- Rozumiem. Ale to dobrze, że ci się podoba, bo mają tu najlepszą pizzę, a mój żołądek domaga się jedzenia – z uśmiechem na ustach poprowadził mnie do stolika w rogu.
Właśnie usiedliśmy, kiedy podszedł do nas bardzo uśmiechnięty, ale niezbyt przystojny blondyn.
- Hej, Ed!
- Jake, stary. Co ty tu robisz? - Rudy natychmiast poderwał się z miejsca i uściskał znajomego.
- Podejrzewam, że to samo co ty, ale to nie ważne. Przedstaw mi lepiej tę ślicznotkę, z którą przyszedłeś – mężczyzna spojrzał na mnie i puścił do mnie oczko. Czułam, jak moje policzki przybierają barwę purpury. Nie byłam przyzwyczajona do takich komentarzy, a to był już drugi w ciągu jednego dnia.
- Tak, to jest Nina. Nina to Jake – podniosłam się z miejsca i podałam rękę blondynowi.
- Nina? Sheeran widzę, że lubisz to imię – Jake głośno się zaśmiał.
- Przestań, to przypadek – Ed wyglądał na zmieszanego.
- Ja tam w takie przypadki nie wierzę. Dobra mniejsza o to, dołączycie do nas?
- Nie, nie dzisiaj.
- Jasne, rozumiem – blondyn miał już odchodzić, gdy nagle coś mu się przypomniało. - A, właśnie, zapomniałbym. Za tydzień robię imprezę tam gdzie zawsze. Wpadniesz? Oczywiście przyprowadź Ninę – w tym momencie spojrzał na mnie, a ja spuściłam głowę. To zainteresowanie było ponad moje siły. Trzech facetów jednego dnia. Cholera, Louis! Zapomniałam. Szybko wyjęłam komórkę. 5 nieodebranych połączeń i 2 wiadomości tekstowe od LOUIS. Kliknęłam na kopertę i wyświetliłam treści smsów:
1. Nina, czekam na ciebie pod domem. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś.
2. Wiem, że wyszłaś. Mogłaś chociaż zadzwonić albo napisać.
Jak mogłam o nim zapomnieć? Biedny chłopak. Chciałam do niego oddzwonić, ale stwierdziłam, że teraz nie ma to żadnego sensu. Sprawdziłam jeszcze godzinę 20:20 i z wyrzutami sumienia schowałam telefon do torby.
- Coś się stało? - zapytał Ed, gdy podniosłam głowę. Zdążył już skończyć rozmowę z Jakiem.
- Nie, dlaczego? - udawałam, że wszystko w porządku.
- Masz taką minę.
- Po prostu o czymś sobie przypomniałam, ale to nie ważne – starałam się brzmieć wiarygodnie.
- Skoro tak twierdzisz – nie był do końca przekonany, ale zmienił temat. - Słyszałaś o imprezie u Jake'a?
- Tak.
- Pójdziesz tam ze mną?
- Nie wiem, czy...
- No nie daj się prosić. Jake nalegał, żebyś przyszła, a mnie też byłoby miło, gdybyś mi towarzyszyła.
- W takim razie zastanowię się.
- To super! - Ed wyraźnie się ucieszył. - Tę kwestię mamy załatwioną, zamawiamy?
- Pewnie. Jestem strasznie głodna.
Po czterdziestu minutach kelener przyniósł nam pysznie pachnącą pizzę i drugi już kufel piwa dla Eda.
- Na pewno nie chcesz nic do picia? - zapytał, gdy zabierałam się do pierwszego kawałka.
- Nie, na pewno – uśmiechnęłam się i zatopiłam zęby w podwójnym serze.
- Tak w ogóle, to czym się interesujesz?
- Muzyką – odparłam bez zastanowienia, gdy tylko przełknęłam pierwszy kęs.
- Tak wiele nas łączy.
- Czyżby? Ja nie koncertuję po całym świecie i nie mam znajomych producentów, do których chodzę na imprezy.
- Jak to nie? Już masz – rzeczywiście, miał rację. - Poza tym myślałem, że mnie nie znasz – usłyszawszy to, omal nie wybuchłam śmiechem.
- Skąd taki pomysł? - spytałam nieco zdziwiona
- Nie skakałaś, nie piszczałaś jak oszalała i nie chciałaś zdjęcia na Instagrama, gdy mnie zobaczyłaś, więc stwierdziłem, że mnie nie rozpoznajesz. Poza tym do tej pory nie czuję się przy tobie jak gwiazda. – moje wnętrze puchło z dumy. Coś takiego usłyszeć z ust swojego idola, to dopiero było wyróżnienie. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam i wróciłam do mojej pizzy. - A co konkretnie robisz w związku z muzyką?
- A takie tam – akurat jemu nie chciałam o tym opowiadać.
- No proszę, powiedz.
- Trochę śpiewam, czasem piszę jakieś teksty, nic ciekawego – starałam się jak najszybciej zakończyć ten temat.
- Napisz mi coś swojego.
- Nie ma mowy. I nie proś, bo to na nic – Ed zrobił błagalną minę, ale ja byłam nieugięta. Nie mogłam się przed nim skompromitować.
- No dobrze, porozmawiajmy o tym, o czym chcesz – zrezygnowany zabrał się do jedzenia.
- Już lepiej – uśmiechnęłam się.
*
- Która godzina? - spytałam, gdy byliśmy już w drodze powrotnej.
- Za dwadzieścia jedenasta – odpowiedział mi lekko zachrypnięty głos.
- Musimy się pospieszyć – przyspieszyłam kroku.
- Spokojnie zdążymy. Nie jest ci zimno?
- Nie.
- Na pewno? Cała się trzęsiesz.
- No może trochę – faktycznie, całe moje ciało przesiąknięte było wilgotnym chłodem londyńskiego wieczoru.
- Proszę – Ed podał mi swoją czerwoną bluzę.
- Nie wezmę jej. Przecież teraz ty zmarzniesz – szedł obok mnie tylko w czarnym T- shircie.
- Dam radę. Ubieraj się, bo będziesz chora – zapięłam się i poczułam, ciepło płynące w środku. Na ustach miałam szeroki uśmiech, a policzki mi płonęły, dobrze, że było ciemno.
- To tutaj? - zatrzymaliśmy się pod domem.
- Tak. Oddaję ci bluzę.
- Najpierw włóż rękę do kieszeni – popatrzyłam na niego niepewnie, ale wykonałam polecenie.
- Ale tu nic nie ma.
- Sprawdź w drugiej – włożyłam rękę do lewej kieszeni i wyczułam pod palcami małą karteczkę. Wyciągnęłam ją, cały czas obserwując Eda. - To mój numer. Zadzwoń, gdy zdecydujesz, czy idziesz ze mną na imprezę, chociaż innej opcji nie przewiduję. To pa, do usłyszenia – uśmiechnął się, dał mi buziaka w policzek i odszedł, zostawiając mnie oszołomioną na chodniku.
**
Nie odwrócę się. Nie odwrócę. Nina nie była dzisiaj tą samą dziewczyną, którą widziałem ostatnio. W lekkiej niebieskiej sukience wyglądała jak... Właściwie nie mam porównania, a podobno jestem taki świetny w pisaniu tekstów. Do tego jej włosy. Jasnobrązowe loki miękko spływały po ramionach. A ten uśmiech. Po prostu nie tego się spodziewałem po tej zmokniętej trzęsącej się dziewczynie. Wyglądała ślicznie. Nawet Jake zwrócił na nią uwagę, a on otacza się tylko pięknymi kobietami.

Właściwie poszedłem do niej z nudów. Chciałem wiedzieć jak zareaguje, a ona potraktowała mnie jak normalnego znajomego. To mi się podoba. Nie jestem dla niej tylko gwiazdą, nawet jeżeli lubi moją muzykę. I rozmowa z nią też jest bardzo przyjemna. Nie muszę nic wymuszać, po prostu płynie. Musi pójść ze mną na tę imprezę. Moja dziewczyna wyjechała, więc nie będę się musiał nawet tłumaczyć. Tak, pójdzie ze mną czy tego chce, czy nie.

Tak, to już trzeci rozdział. Co o nim sądzicie? Może powinnam coś poprawić? Piszcie :)

2 komentarze:

  1. Ekstra! Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny rozdzial! Tylko wiecej takich xx podoba mi sie to jak piszesz, nie wylapalam tez zadnych bledow, wiec ogromny + dla ciebie :)

    OdpowiedzUsuń