Gapiłam się
na srebrną ramkę z cytatem z mojej niegdyś ulubionej piosenki. Tak
wiele mówił o tym, co było dla mnie najważniejsze. Kiedyś. Do
tablicy korkowej obok klasowych zdjęć i kartek z wakacji przypięty
był bilet z koncertu. Nie mogłam go zdjąć, choć wolałabym nie
patrzeć codziennie na jego imię. Na półce nad biurkiem wśród
sterty bezładnie rzuconych płyt wyróżnione były oczywiście te
dwie, a tuż obok nich stała zielona książka, którą dostałam od
mamy w dniu powrotu do Polski. Serce mi się krajało, gdy musiałam
udawać, jak bardzo cieszę się z prezentu, podczas gdy najchętniej
schowałabym go do szafy razem z resztą rzeczy świadczących o jego
istnieniu. Nie mogłam jednak tego zrobić, gdyż wywołałoby to
pytania, na które nie miałam gotowej wymówki.
Za każdym
razem gdy o tym myślałam, uświadamiałam sobie jak bardzo zmieniło
się moje życie i jak bardzo zmieniłam się ja sama. Nie byłam
Niną, którą byłam jeszcze pół roku temu. Tamta dziewczyna już
nie istniała. Zniknęła tego samego dnia, którego straciła
zaufanie do mężczyzny, którego uważała za... No właśnie za
kogo? Nie chciałam o tym myśleć. Najgorsze było to, że dla mamy
wciąż byłam nastolatką zakochaną w jego głosie i w żaden
sposób nie mogłam tego zmienić. Męczyło mnie to, że nie mogę
powiedzieć jej calutkiej prawdy. Że każdego dnia muszę udawać, a
co za tym idzie, wciąż na nowo przypominać sobie tamtą noc.
Bolało mnie, że między mną a najbliższą mi osobą stworzyła
się taka przepaść. Przepaść, której nie byłam w stanie
przeskoczyć. Dobrze, że przynajmniej miałam Ellie. Ona wiedziała
wszystko. Wiedziała ile mnie to kosztuje i jak mi z tym źle. Bez
niej chyba nie dałabym rady. Ta sytuacja za bardzo mnie
przytłoczyła. Co jakiś czas do oczu napływały mi łzy i sama nie
wiedziałam dlaczego. To było dla mnie za wiele. A teraz cały mój
świat znów miał stanąć na głowie.
Przeżywałam
deja vu. Znów stałam na lotnisku, a mama znów żegnała mnie
słowami: „Tylko proszę cię córcia, zachowuj się tam porządnie
i dzwoń do mnie kiedy tylko będziesz mogła”, próbując się nie
rozpłakać. Tak, wracałam do Londynu. Wracałam do Lucy, Paula,
Kevina, Ellie i Louisa. Cieszyłam się, ale może powinnam bardziej.
Przecież w końcu moja praca się opłaciła i miałam
niepowtarzalną szansę nauki w angielskiej szkole. Jednak powrót
tam oznaczał też powrót wspomnień, o których chciałam wierzyć,
że choć trochę już zapomniałam.
Z każdym
metrem, który zbliżał mnie do samolotu mój żołądek coraz
bardziej skręcał się ze stresu, a gdy wystartowaliśmy ogarnęła
mnie panika, która kazała mi wracać do domu. Próbowałam się
uspokoić. Wmawiałam sobie, że Londyn jest zbyt duży, by spotkać
go ponownie i że gdy tylko za dwa tygodnie wkroczę w szkolny rytm,
zapomnę o nim. Jednak to mi nie pomagało, a wręcz przeciwnie każda
myśl męczyła mnie coraz bardziej. Skupiłam się zatem na powolnie
przepływających w dole chmurach, ale i to nie odniosło
oczekiwanego rezultatu. Pozostało mi tylko czekać na lądowanie.
- Nina! -
usłyszałam swoje imię zanim jeszcze zdążyłam się rozejrzeć.
W jednej
sekundzie Kevin był już przyklejony do mnie. Odwzajemniłam uścisk,
wypuszczając walizkę z ręki. Chłopiec chwycił jej rączkę, a
chwilę później, nie przestając mówić, prowadził mnie do
reszty, ciągnąc za sobą bagaż, który był nie wiele niższy od
niego. Z daleka zobaczyłam uśmiechnięte twarze przyjaciół,
dzięki czemu kąciki moich ust mimowolnie się uniosły. Tak dawno
ich nie widziałam i tak bardzo się za nimi stęskniłam.
Gdy tylko
przecisnęłam się przez tłum ludzi, wpadłam w otwarte ramiona
Ellie, potem Louisa, Lucy i Paula. Słyszałam ich przekrzykujące
się głosy, ale nie rozróżniałam słów. Cieszyli się bardziej
ode mnie, bo nie wiedzieli, o czym myślę, patrząc na ich
roześmiane twarze. Jedynie Ellie bezbłędnie odczytała co się
dzieje i w samochodzie szeptała mi do ucha, że powinnam w końcu o
nim zapomnieć. Nie musiała mi tego powtarzać. Sama doskonale to
wiedziałam, ale mimo upływu czasu nie potrafiłam. Niby żyłam
normalnie, nie rozpamiętując tego specjalnie, ale każdego dnia
musiał znaleźć się moment, w którym wszystko wracało. Męczyło
mnie to już od trzech miesięcy i wolałabym, gdyby przestało. Nie
miałam jednak na to wpływu. Naprawdę.
Leżałam w
łóżku, nie mogąc zasnąć. Nie pierwszy raz. Moje problemy ze
snem zaczęły się tej samej nocy, której zaczęły się wszystkie
inne problemy. Rozglądałam się w ciemności po pokoju. Nic się tu
nie zmieniło. Wszystko było dokładnie takie samo. Oprócz mnie.
Przypominałam sobie moją pierwszą noc tutaj. Wtedy też nie mogłam
spać. Stresowałam się tym, co mnie tu czeka, ale nigdy nie
pomyślałabym, że tak się wszystko skończy. Teraz może i żołądek
nie skręcał mi się ze zdenerwowania, ale czułam pewnego rodzaju
lęk. Sama nie wiedziałam przed czym. Przecież nic złego nie mogło
mnie tu spotkać. Miałam przyjaciół, znałam szkołę, miasto. No
właśnie. Może w tym był problem? Może bałam się, że miejsca
przywrócą mi wspomnienia? Wczepiłam palce we włosy. Nie miałam
na to siły. Powinnam zrobić w głowie porządek. Zachować to co
ważne i wyrzucić to co sprawiało ból. Łatwiej powiedzieć niż
wykonać. Za każdym razem gdy próbowałam, coś nagle mi
przeszkadzało. Wystarczyła piosenka albo rozmowa koleżanek by
wszystko wracało. Nawet pozornie nic nie znaczące zdanie potrafiło
zmącić mój porządek, nad którym tak długo pracowałam.
To było w
Polsce. Tysiące kilometrów od niego. Teraz mogło być tylko
gorzej. Świadomość, że jesteśmy w tym samym mieście jakoś mi
nie pomagała.
Przekręciłam
się na prawy bok. Bez sensu. I tak wiedziałam, że nie zasnę.
Usiadłam na materacu i przetarłam dłońmi twarz. Postawiłam bose
stopy na zimnej podłodze. Wstałam, by zapalić światło i
zmrużyłam oczy od nagłej jasności. Gdy moje źrenice
wystarczająco się zmniejszyły, rozejrzałam się dookoła. Na
podłodze wciąż leżały nierozpakowane walizki. Nie miałam czasu
zająć się tym wcześniej. Moje popołudnie zdominowały opowieści
o tym, co działo się przez ostatnie trzy miesiące. Teraz jednak
miałam całą noc, by wszystko spokojnie poukładać. Po kolei
wyjmowałam rzeczy i wkładałam je do szafy, która dość szybko
się zapełniała. Musiałam w końcu wziąć niemal wszystko. Miałam
tu przecież spędzić cały rok, a może i dwa. Tyle czasu w tym
mieście wydawało mi się nierealne, a na pewno wykańczające
psychicznie. Wypuściłam powietrze zgromadzone w płucach i wróciłam
do układania na dnie moich butów.
Większym
problemem niż ubrania były wszystkie drobiazgi, które ze sobą
zabrałam. Zdjęcia, książki, notatniki, jakieś pamiątki.
Upchnęłam je w szufladach biurka, ale zostało jeszcze jedno
pudełko. Nie chciałam go otwierać. Wsunęłam je pod łóżko, by
nie musieć go oglądać. Spojrzałam na zegarek. Była 3:28.
Świetnie. Nie miałam już co robić i choć wciąż nie czułam
zmęczenia, które przyniosłoby mi sen, zgasiłam światło i
weszłam pod kołdrę. Ułożyłam głowę na poduszce i zamknęłam
oczy.
„Chyba nie
sądziłaś, że spotykam się z tobą tylko dlatego, że bardzo cię
lubię.” Usłyszałam w głowie jego głos. Gwałtownie usiadłam,
szeroko otwierając oczy. Nie, to nie mogło tak wyglądać. To nie
mogło cały czas mnie prześladować. Nie mogło. Musiałam z kimś
porozmawiać, choć wiedziałam, że o tej porze mogło to być
problematyczne. Mimo to, wyciągnęłam rękę po telefon leżący na
szafce. Odblokowałam ekran. Kilkoma ruchami napisałam wiadomość.
Nie mogę spać. Wpatrywałam
się w litery, zastanawiając się czy wysłanie tego w ogóle ma
jakikolwiek sens. Nie miało, ale co w moim życiu miało teraz sens.
Kliknęłam „wyślij” i odłożyłam telefon, sądząc, że i tak
nie dostanę odpowiedzi. Przecież normalni ludzie o tej porze spali,
nie to co ja.
Wibracje
komórki przerwały mi wpatrywanie się w ciemny sufit, który przez
poświatę rzucaną przez świecący się ekran, przestał być taki
ciemny. Zerwałam się, by odebrać.
- Ja też nie
mogę spać – usłyszałam po drugiej stronie lekko zachrypnięty
głos Louisa.
Zaśmiałam się
cicho, bo wiedziałam, że to nieprawda. Jednak myśl o tym, że
pomimo iż go obudziłam, zadzwonił do mnie, żebym nie musiała
męczyć się z bezsennością sama, sprawiła, że wypełniło mnie
przyjemne ciepło.
- Udam, że ci
wierzę – powiedziałam szeptem.
Bałam się, że
jeśli będę mówiła zbyt głośno, obudzę domowników. Chłopak
chyba myślał podobnie, bo też szeptał.
- Udam, że
nie musisz – odparł ze śmiechem. - Dlaczego nie możesz spać?
Zastanowiłam
się chwilę, jak wiele mogę mu powiedzieć. Mniej więcej wiedział,
co się stało, ale bez żadnych szczegółów. O nich wiedziała
tylko Ellie.
- Wróciły
wspomnienia – odpowiedziałam najogólniej.
- Rozumiem, że
te złe?
- Tak –
przyznałam. - Boję się, że one nie znikną.
- Nie bój się
– jego niski głos sprawiał, że naprawdę przestawałam
przejmować się czymkolwiek. - Za każdym razem, gdy dopadną cię
takie myśli, dzwoń do mnie. Nawet o czwartej w nocy. Dobrze?
- Dobrze –
odparłam ledwo słyszalnie. - Opowiedz mi coś – poprosiłam
nieśmiało.
- Co? - spytał
spokojnie.
- Nie wiem.
Cokolwiek.
Louis przez
chwilę milczał.
- No dobrze –
powiedział w końcu. - Opowiem ci bajkę, którą opowiadała mi
mama, gdy byłem mały. Może być?
- Jasne –
odparłam z entuzjazmem i z telefonem przy uchu położyłam głowę
na poduszce.
Obudził mnie
głód. Tak, byłam potwornie głodna. Przez to wszystko wczoraj
niewiele jadłam, a nie byłam z typu anorektyczek, którym wystarczy
do życia tylko woda. Powoli otworzyłam oczy i leniwie usiadłam na
łóżku. Ziewając, wyciągnęłam ręce nad głową. Wakacje są
takie cudowne. Zrzuciłam z siebie kołdrę i postawiłam stopy na
podłodze. Żołądek przypomniał o sobie, wydając głośny dźwięk.
W piżamie zeszłam na dół, gdzie w salonie Kevin oglądał
kreskówki, a w kuchni Lucy szykowała śniadanie.
- Dzień dobry
– powiedziałam, opierając się o lodówkę.
Kobieta na
chwilę oderwała się od mieszania na patelni, by przywitać mnie z
promiennym uśmiechem.
- Cześć,
Ninko. Dobrze ci się spało? - kiwnęłam głową. - To świetnie.
Robię jajecznicę. Oczywiście zjesz?
- Oczywiście
– odparłam ze śmiechem i usiadłam na kanapie obok Kevina.
- Co oglądasz?
- zapytałam, ale chłopiec tylko mnie uciszył.
Zapatrzyłam
się więc w ekran, na którym dom właśnie unosił się w
powietrze. Nie rozpoznawałam tej bajki. Chyba byłam już na nią za
stara.
- Gotowe! -
krzyknęła Lucy, rozkładając talerze na stole.
Zaczekałam aż
Kevin oderwie się od telewizji i usiedliśmy na swoich miejscach.
- Może
wybierzemy się w weekend nad może? - zapytała kobieta, nabijając
na widelec pomidora. - Paul ma mieć wolne, więc pojechalibyśmy
wszyscy. Co wy na to?
- Tak! - z
radością krzyknął chłopiec.
- Pewnie, czemu nie – zgodziłam się, upijając łyk soku.
- Pewnie, czemu nie – zgodziłam się, upijając łyk soku.
Upał cały
czas był niemiłosierny i wizja ochłody w morzu była naprawdę
zachęcająca.
- To świetnie
– ucieszyła się Lucy. - Moja siostra ma domek w Eastbourn, więc
możemy się u niej zatrzymać.
Uniosłam
kąciki ust, widząc jej entuzjazm. Całą twarz miała rozświetloną
szerszym niż zazwyczaj uśmiechem. Nie dziwiłam się jej. Z tego,
co wiedziałam, już dawno nie byli nigdzie we troje, bo praca Paula
na to nie pozwalała. A teraz nareszcie nadarzyła im się okazja. A
przy okazji i ja się załapałam.
- Było pyszne
– powiedziałam, wstając od stołu.
- Cieszę się
– uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. - Masz jakieś plany na
dzisiaj?
Pokręciłam
głową.
- Zamierzam
trochę poleniuchować – dodałam, gdy dopiłam resztkę soku.
- Pewnie. W
końcu masz wakacje.
Uśmiechnęłam
się i weszłam na górę.
Już na
ostatnich schodach usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wbiegłam do
pokoju i rozejrzałam się w poszukiwaniu komórki. Obstawiałam, że
jest gdzieś w okolicach łóżka. W końcu wczoraj z nią zasnęłam,
a nie sądziłam, że mogłaby się sama przenieść. Podążając za
dźwiękiem, położyłam się na podłodze i spod szafki wyjęłam
telefon. Jakim prawem tam wpadł? Na wyświetlaczu zobaczyłam, że
dzwoni Louis i mimowolnie się uśmiechnęłam. Szybko przeciągnęłam
zieloną słuchawkę.
- Wyspałaś
się? - usłyszałam po drugiej stronie.
- Tak –
odparłam. - Dziękuję, że mi w tym pomogłeś.
- Zawsze do
usług. Masz jakieś plany na dzisiaj?
- Nie.
- To świetnie.
W takim razie będę u ciebie za pół godziny. Pa – rozłączył
się.
Uśmiechnęłam
się szerzej. Cieszyłam się, że przyjdzie. Uwielbiałam jego
towarzystwo, a tak długo byliśmy daleko.
Musiałam się
ogarnąć. Szybki prysznic, umycie zębów, ubranie się i związanie
włosów zajęło mi dokładnie 22 minuty. Miałam więc jeszcze 8
minut, żeby się ponudzić.
Gdy tylko
usłyszałam dzwonek do drzwi, od razu zbiegłam na dół.
- Cześć –
przywitałam go z uśmiechem, który nie schodził mi z twarzy od
półgodziny.
- Cześć.
Widzę, że wszystko dobrze – Louis przyjrzał mi się uważnie.
Pokiwałam głową. - Cieszę się – uniósł kąciki ust, zsuwając
z nóg buty.
- Zrobić ci
coś zimnego do picia? - zapytałam, gdy wyszliśmy z przedpokoju.
- Chętnie.
Poszłam do
kuchni, mijając czytającą w salonie Lucy. Nalewając lemoniadę do
szklanki, słyszałam, że pyta Louisa o jego plany na weekend.
Domyśliłam się, że chce, żeby jechał razem z nami. Zawsze
bardzo go lubiła. Ucieszyłam się. Naprawdę fajnie byłoby spędzić
z nim tyle czasu.
- Proszę –
podałam napój chłopakowi.
- Dzięki.
Idziemy do ciebie?
- Tak –
odparłam, widząc kątem oka znaczący uśmiech Lucy.
Przewróciłam
oczami i odwróciłam się w stronę schodów.
Weszliśmy do
pokoju, który dzięki ostrym promieniom słońca zdążył się już
nagrzać. Louis usiadł na łóżku, a ja tuż obok niego.
- Znowu jesteś
u siebie – stwierdził, rozglądając się dookoła.
Nieznacznie
pokiwałam głową, patrząc na zdjęcia ustawione na biurku.
Rzeczywiście, pokój znów wyglądał, jakby był mój, choć ja
jeszcze nie zdążyłam tego poczuć.
- Słyszałem,
że jedziecie nad morze – upił łyk.
- Słyszałam,
że jedziesz z nami.
- A masz coś
przeciwko?
- Niech się
zastanowię – zmrużyłam oczy. - Nie – uśmiechnęłam się.
- Całe
szczęście – chłopak odetchnął z udawaną ulgą. - Poza tym
mógłbym ci się tam przydać.
- Tak? A niby
na co?
- Gdybyś
znowu nie mogła zasnąć. Wtedy byłbym na miejscu.
- Mam
nadzieję, że nie będę już miała z tym problemów – odparłam,
próbując nie zmienić tonu.
Doskonale
wiedziałam, że znowu kłamię.
- Szkoda –
Louis zwiesił głowę.
- Lubisz być
budzony przeze mnie w środku nocy? - spytałam zdziwiona.
- Szczerze
mówiąc, tak - otworzyłam szeroko oczy, by upewnić się, że mówi
serio. Mówił. - Wiesz – zaczął ostrożnie – może nie
powinienem, ale co właściwie się działo w nocy?
Napięłam się
słysząc jego pytanie. Spodziewałam się, że je zada, ale wolałam,
żeby było inaczej.
- Nic. Po
prostu nie mogłam spać – odparłam, spuszczając głowę.
- Przecież
oboje wiemy, że to nie jest cała prawda – powiedziała, unosząc
moją brodę i patrząc mi w oczy. - Ale dobrze – upił łyk –
jeśli nie chcesz, nie musisz mówić. Po prostu chciałbym wiedzieć,
co następnym razem powinienem zrobić.
- Nic nie
musisz robić – powiedziałam, wytrzymując jego wzrok. - Po prostu
odbierz – uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak
westchnął.
- To przez
niego? - bardziej stwierdził niż zapytał.
Pokiwałam
głową. Louis zamyślił się na chwilę, wpatrując się w brzeg
szklanki.
- Wiem, że są
rzeczy, których nie mówi się nawet przyjaciołom – powiedział,
skupiając się znowu na mnie – ale wiem też, że czasem wygadanie
się pomaga.
- Może masz
rację – przyznałam. - Ale jest taki piękny dzień. Naprawdę
chcesz słuchać o...
- Chcę –
przerwał mi.
- No dobrze –
odetchnęłam głęboko. Nie mogłam powiedzieć mu wszystkiego, więc
wybrałam wersję okrojoną. - Noc przed moim wyjazdem była chyba
najgorszą nocą w moim życiu. Zresztą to już ci opowiadałam i
nie chcę do tego wracać. Problem w tym, że od tamtego czasu nie
mogę przestać o tym myśleć. Każdej nocy budzi mnie jego głos.
Właśnie dlatego nie mogę spać. A tutaj jest jeszcze gorzej.
Wszystko mi o nim przypomina. Nawet ten pokój. I najbardziej boję
się tego, że nie przestanie – moje oczy zaszły mgłą. To był
kolejny efekt uboczny. Od trzech miesięcy moje oczy produkowały
nadmierną ilość łez z byle powodu.
Louis widząc
to, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. W jego
ramionach od razu się uspokoiłam. Chłopak pocałował mnie w
czubek głowy.
- Nie musisz
się tego bać. Naprawdę. W końcu zapomnisz, tylko potrzebujesz
jeszcze trochę czasu. A w razie czego zawsze masz mnie. Zaufaj mi –
szeptał mi do ucha.
Uśmiechnęłam
się. Gdy tak mówił, byłam gotowa uwierzyć mu we wszystko.
- Dobra koniec
– odsunęłam się od niego po chwili. - Poróbmy coś weselszego.
- Masz jakieś
propozycje? - zapytał, dopijając lemoniadę.
- Nie –
pokręciłam głową. - A ty?
- Też nie,
ale zawsze możemy się przejść.
- A nie jest
za gorąco?
- Jeśli
kupimy lody i ochłodzimy się przy fontannie, będzie idealnie –
zachęcał z czarującym uśmiechem, któremu nie mogłam odmówić.
- Zgoda –
przystałam na jego propozycję.
Jednym z wielu
plusów lata jest to, że nie trzeba spędzać mnóstwa czasu na
ubieraniu się przed wyjściem, dlatego już po trzech minutach
szliśmy wzdłuż ulicy, za wszelką cenę starając się znaleźć
choć skrawek cienia. Ścigaliśmy się od drzewa do drzewa,
wzbudzając tym zainteresowanie nielicznych przechodniów. Nikt
normalny nie wychodził z domu w taki skwar, ale jak wiadomo z moją
normalnością były pewne problemy. Bieganie przy plus trzydziestu
stopniach Celsjusza było na dłuższą metę męczące, dlatego z
ulgą zauważyłam szyld kawiarni. Weszliśmy do klimatyzowanego
pomieszczenia, które swoim chłodem zachęcało do pozostania w nim.
Mieliśmy jednak inne plany. Wygrzebałam z portfela pieniądze na
dwie gałki lodów waniliowych i oczywiście musiałam dołożyć
Louisowi do jego czekoladowej porcji. Niechętnie opuściłam
kawiarnię, ale pocieszałam się myślą, że gdzieś tam czeka na
mnie fontanna wypełniona cudownie zimną wodą.
Szliśmy przed
siebie, zastanawiając się kim są i co robią mijani przez nas
ludzie, przez co co chwilę się sprzeczaliśmy, bo mieliśmy inne
pomysły. Nagle rozpoznałam ulicę, którą szliśmy. Nie raz tu
chodziłam. Z nim.
- Nie ten park
– powiedziałam, zanim się zbliżyliśmy. Louis przerwał swój
wywód na temat tego, kim może być wysoki, łysy mężczyzna,
którego minęliśmy kilkanaście sekund wcześniej i spojrzał na
mnie pytająco. - Wszędzie, tylko nie tu – stanęłam w miejscu.
- Co się
dzieje? - chłopak dotknął mojego ramienia.
Zacisnęłam
powieki i gwałtownie potrząsałam głową. Trawa, fontanna, słońce,
on. Widziałam wszystko wyraźnie. Zbyt wyraźnie. Czułam jak dotyka
mojego policzka i delikatnie mnie całuje. Właśnie tego się bałam.
Wspomnień, które wrócą z podwojoną siłą.
Louis objął
mnie mocno, a ja wbiłam palce w jego plecy. Czułam, że po
policzkach spływają mi łzy i nic nie mogłam z tym zrobić.
„Nikogo nie stracisz. A na pewno nie mnie” - słyszałam jego
głos. Kłamał. To właśnie jego straciłam. Od początku wiedział,
że zupełnie nic do mnie nie czuje oprócz tego, że chce mnie
przelecieć, więc po co mówił takie rzeczy. Po co?
- Otwórz oczy
– przez głosy w mojej głowie przebił się szept Louisa. - Nina.
Jestem z tobą. Nie musisz się bać – mówił spokojnie, choć
wiedziałam, że przychodzi mu to z trudem.
Uniosłam
powieki i spojrzałam w jego zatroskaną twarz. Nie wiedział, co się
dzieje. Zresztą tak samo jak ja. Odetchnęłam głęboko i otarłam
policzki.
- Już dobrze
– spróbowałam się do niego uśmiechnąć.
- Na pewno?
Pokiwałam
głową i wysunęłam się z jego ramion. Ruszyłam przed siebie. Nie
patrzyłam czy idzie za mną. Chciałam jak najszybciej skręcić w
inną ulicę, która niczego mi nie przypominała. Tuż za rogiem
Louis złapał mnie za rękę.
- Nie pędź
tak, bo nie nadążam – uniósł kąciki ust.
W jego oczach
widziałam, że w dalszym ciągu nie jest pewien czy wszystko dobrze.
- Przepraszam
– uśmiechnęłam się szeroko. - Już nie będę.
Poczułam
wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam komórkę i zobaczyłam, że
dzwoni Ellie. Odebrałam.
- Halo.
- Cześć. Co
robisz? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Idziemy z
Louisem do parku. A co?
- Mogę do was
dołączyć?
- Pewnie –
odparłam, patrząc na blondyna, który próbował domyślić się
treści rozmowy.
- To świetnie.
Gdzie mam iść?
- Właściwie
– rozejrzałam się dookoła – my podejdziemy do ciebie.
- Dobra. To
czekam. A, Nina – krzyknęła zanim się rozłączyłam. - Dostałam
od wujka nowy aparat, więc szykujcie się na sesję.
Jęknęłam,
udając niezadowolenie i rozłączyłam się.
**
Powinienem się
już zbierać. Stu pewnie zaraz zacznie dzwonić, że na mnie czeka.
Mam jednak jeszcze chwilę, a łóżko jest takie wygodne. Słyszę
trzaski dochodzące z kuchni. Śniadanie pewnie już gotowe, ale nie
mam siły wstać. Pracowałem wczoraj, a właściwie dzisiaj do późna
i teraz najchętniej przeleżałbym cały dzień w łóżku. Jedak
to czym się zajmuję, nie pozwala mi na chwile lenistwa. Każdy
dzień mam dokładnie zaplanowany i w stu procentach zajęty. Dzisiaj
rano nagrywam, a potem lecę do Dublina na koncert. Jutro to samo.
Z szafki biorę
telefon. Czas sprawdzić poranne informacje. Przeglądam portale
społecznościowe, ale nie jestem w stanie przebić się przez
wszystkie posty i komentarze. Tego jest stanowczo za dużo. Odruchowo
wchodzę też na Instagrama Niny. Nie wiem dlaczego to robię, ale
trwa to już trzy miesiące. Może chcę wiedzieć, jak wygląda jej
życie w świecie beze mnie? Nie zapomniałem o niej, mimo że nie ma
jej już tak długo i nigdy nie będzie. Codziennie oglądam te same
zdjęcia. Nie dodaje dużo. Nie jest z typu dziewczyn, które dzielą
się ze światem całym swoim życiem. Od powrotu do Polski pojawiły
się tylko dwa zdjęcia. Jedno z koleżankami ze szkoły, a drugie z
wakacji. Na obydwu uśmiecha się szeroko i wydaje się być
szczęśliwa, tak jak szczęśliwa była ze mną.
Ja i tak
najbardziej lubię to, które sam jej zrobiłem. Siedzieliśmy wtedy
u mnie. Ja musiałem pracować, a jej się strasznie nudziło. Wyszła
na balkon, zostawiając telefon na kanapie. Obserwowałem ją. W
pewnym momencie wspięła się na barierkę. Przez chwilę myślałem,
że wyleci i już chciałem ją ratować, ale nie. Spokojnie na niej
usiadła, jakby było dziesięć razy niżej i zapatrzyła się przed
siebie. Podszedłem do drzwi balkonowych, ale nawet nie zwróciła na
mnie uwagi. Nie mogłem się powstrzymać przed zrobieniem jej
zdjęcia. Wyglądała tak ślicznie na tle zachodzącego słońca.
Sam wrzuciłem je na jej profil. Tak to jest, gdy nie ma się
blokady. Gdy zauważyła, trochę się złościła, ale nie usunęła
go.
- Kochanie –
w progu sypialnie staje moja dziewczyna. Podnoszę na nią wzrok.
Uśmiecha się szeroko, a czarne włosy spływają po jej ramionach.
Jest taka piękna. - Idę do sklepu. Kupić ci coś?
- Nie dzięki
– odpowiadam, a ona podchodzi, żeby się ze mną pożegnać.
- Co tam masz?
- zerka mi przez ramię. Automatycznie wygaszam ekran. - Pewnie znowu
jakaś półnaga modelka – mruży oczy, udając zazdrość.
- Przecież
wiesz, że...
- Że nie
kręcą cię przerażająco chude laski, które zarabiają na swoje
życie rozbieraniem się, bo masz przy sobie najpiękniejszą kobietę
na świecie – dopowiada za mnie. - I tak ci nie wierzę –
uśmiecha się i daje mi buziaka.
Unoszę kąciki
ust. Odprowadzam ją wzrokiem do drzwi. W progu odwraca się do mnie.
- Kocham cię
– mówi szeptem i znika za ścianą.
- Też cię
kocham – krzyczę za nią.
Jeszcze przez
chwilę patrzę w pustą przestrzeń przed sobą. Wreszcie gdy słyszę
trzask zamykanych drzwi, przenoszę wzrok na komórkę. Odblokowuję
ekran i... Nie. Nie wierzę. Dodała nowe zdjęcie, ale to nie
wszystko. Wpatruję się w nie osłupiały. Nie jest na nim sama.
Obok niej uśmiechają się Ellie i Louis. Rozpoznaję ich bez
problemu. Tyle razy mi o nich opowiadała i pokazywała ich zdjęcia,
że doskonale wiem, kim są. Jednak są we trójkę na jednym
zdjęciu, a to znaczy, że... O mój Boże. Ona jest w Londynie.
Wróciła. Jest tutaj. Mogę ją spotkać. Mogę z nią porozmawiać.
Mogę ją przeprosić. Cieszę się jak głupi. Muszę ją tylko
znaleźć. Wiem, że to miasto jest ogromne i szukanie w nim
kogokolwiek jest jak szukanie igły w stogu siana, ale ja ją znajdę.
Wiem gdzie mieszkała. Wiem gdzie chodziła do szkoły. A przede
wszystkim jestem gwiazdą. Nareszcie moja sława może mi się do
czegoś przydać. Nie wierzę. Ona tu jest i wystarczy mi kilka dni,
by znów ją zobaczyć. A już pogodziłem się z myślą, że
straciłem ją na zawsze. Jednak cuda się zdarzają.
Nagle mój
entuzjazm słabnie. Przecież ona mnie nienawidzi. Nie będzie
chciała mnie widzieć, a tym bardziej ze mną rozmawiać. To może
być problem. Nerwowo drapię się w głowę. Będę musiał coś
wymyślić. Coś takiego, co od razu jej nie odstraszy. A może jej
przeszło? Może już zapomniała? Kogo ja oszukuję. Tego się nie
zapomina. Ale może ona jednak zapomniał. W głowie ma mętlik
myśli. Dzwoni Stu. Odbieram i rzucam tylko, że zaraz zejdę. Nie
jestem w stanie z nim rozmawiać. Właśnie dowiedziałem się, że
Nina może być tylko kilka kilometrów ode mnie i za wszelką cenę
muszę wymyślić sposób, dla którego ta odległość zmniejszy się
do kilku centymetrów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że znowu musieliście czekać prawie miesiąc na rozdział, ale koncepcja zmieniała mi się co chwilę, a poza tym szkoła. Mam nadzieję, że rozumiecie :)
Nie mogę doczekać się co będzie dalej: )
OdpowiedzUsuń