piątek, 23 października 2015

Rozdział XVII

Gapiłam się na srebrną ramkę z cytatem z mojej niegdyś ulubionej piosenki. Tak wiele mówił o tym, co było dla mnie najważniejsze. Kiedyś. Do tablicy korkowej obok klasowych zdjęć i kartek z wakacji przypięty był bilet z koncertu. Nie mogłam go zdjąć, choć wolałabym nie patrzeć codziennie na jego imię. Na półce nad biurkiem wśród sterty bezładnie rzuconych płyt wyróżnione były oczywiście te dwie, a tuż obok nich stała zielona książka, którą dostałam od mamy w dniu powrotu do Polski. Serce mi się krajało, gdy musiałam udawać, jak bardzo cieszę się z prezentu, podczas gdy najchętniej schowałabym go do szafy razem z resztą rzeczy świadczących o jego istnieniu. Nie mogłam jednak tego zrobić, gdyż wywołałoby to pytania, na które nie miałam gotowej wymówki.
Za każdym razem gdy o tym myślałam, uświadamiałam sobie jak bardzo zmieniło się moje życie i jak bardzo zmieniłam się ja sama. Nie byłam Niną, którą byłam jeszcze pół roku temu. Tamta dziewczyna już nie istniała. Zniknęła tego samego dnia, którego straciła zaufanie do mężczyzny, którego uważała za... No właśnie za kogo? Nie chciałam o tym myśleć. Najgorsze było to, że dla mamy wciąż byłam nastolatką zakochaną w jego głosie i w żaden sposób nie mogłam tego zmienić. Męczyło mnie to, że nie mogę powiedzieć jej calutkiej prawdy. Że każdego dnia muszę udawać, a co za tym idzie, wciąż na nowo przypominać sobie tamtą noc. Bolało mnie, że między mną a najbliższą mi osobą stworzyła się taka przepaść. Przepaść, której nie byłam w stanie przeskoczyć. Dobrze, że przynajmniej miałam Ellie. Ona wiedziała wszystko. Wiedziała ile mnie to kosztuje i jak mi z tym źle. Bez niej chyba nie dałabym rady. Ta sytuacja za bardzo mnie przytłoczyła. Co jakiś czas do oczu napływały mi łzy i sama nie wiedziałam dlaczego. To było dla mnie za wiele. A teraz cały mój świat znów miał stanąć na głowie.
Przeżywałam deja vu. Znów stałam na lotnisku, a mama znów żegnała mnie słowami: „Tylko proszę cię córcia, zachowuj się tam porządnie i dzwoń do mnie kiedy tylko będziesz mogła”, próbując się nie rozpłakać. Tak, wracałam do Londynu. Wracałam do Lucy, Paula, Kevina, Ellie i Louisa. Cieszyłam się, ale może powinnam bardziej. Przecież w końcu moja praca się opłaciła i miałam niepowtarzalną szansę nauki w angielskiej szkole. Jednak powrót tam oznaczał też powrót wspomnień, o których chciałam wierzyć, że choć trochę już zapomniałam.
Z każdym metrem, który zbliżał mnie do samolotu mój żołądek coraz bardziej skręcał się ze stresu, a gdy wystartowaliśmy ogarnęła mnie panika, która kazała mi wracać do domu. Próbowałam się uspokoić. Wmawiałam sobie, że Londyn jest zbyt duży, by spotkać go ponownie i że gdy tylko za dwa tygodnie wkroczę w szkolny rytm, zapomnę o nim. Jednak to mi nie pomagało, a wręcz przeciwnie każda myśl męczyła mnie coraz bardziej. Skupiłam się zatem na powolnie przepływających w dole chmurach, ale i to nie odniosło oczekiwanego rezultatu. Pozostało mi tylko czekać na lądowanie.
- Nina! - usłyszałam swoje imię zanim jeszcze zdążyłam się rozejrzeć.
W jednej sekundzie Kevin był już przyklejony do mnie. Odwzajemniłam uścisk, wypuszczając walizkę z ręki. Chłopiec chwycił jej rączkę, a chwilę później, nie przestając mówić, prowadził mnie do reszty, ciągnąc za sobą bagaż, który był nie wiele niższy od niego. Z daleka zobaczyłam uśmiechnięte twarze przyjaciół, dzięki czemu kąciki moich ust mimowolnie się uniosły. Tak dawno ich nie widziałam i tak bardzo się za nimi stęskniłam.
Gdy tylko przecisnęłam się przez tłum ludzi, wpadłam w otwarte ramiona Ellie, potem Louisa, Lucy i Paula. Słyszałam ich przekrzykujące się głosy, ale nie rozróżniałam słów. Cieszyli się bardziej ode mnie, bo nie wiedzieli, o czym myślę, patrząc na ich roześmiane twarze. Jedynie Ellie bezbłędnie odczytała co się dzieje i w samochodzie szeptała mi do ucha, że powinnam w końcu o nim zapomnieć. Nie musiała mi tego powtarzać. Sama doskonale to wiedziałam, ale mimo upływu czasu nie potrafiłam. Niby żyłam normalnie, nie rozpamiętując tego specjalnie, ale każdego dnia musiał znaleźć się moment, w którym wszystko wracało. Męczyło mnie to już od trzech miesięcy i wolałabym, gdyby przestało. Nie miałam jednak na to wpływu. Naprawdę.
Leżałam w łóżku, nie mogąc zasnąć. Nie pierwszy raz. Moje problemy ze snem zaczęły się tej samej nocy, której zaczęły się wszystkie inne problemy. Rozglądałam się w ciemności po pokoju. Nic się tu nie zmieniło. Wszystko było dokładnie takie samo. Oprócz mnie. Przypominałam sobie moją pierwszą noc tutaj. Wtedy też nie mogłam spać. Stresowałam się tym, co mnie tu czeka, ale nigdy nie pomyślałabym, że tak się wszystko skończy. Teraz może i żołądek nie skręcał mi się ze zdenerwowania, ale czułam pewnego rodzaju lęk. Sama nie wiedziałam przed czym. Przecież nic złego nie mogło mnie tu spotkać. Miałam przyjaciół, znałam szkołę, miasto. No właśnie. Może w tym był problem? Może bałam się, że miejsca przywrócą mi wspomnienia? Wczepiłam palce we włosy. Nie miałam na to siły. Powinnam zrobić w głowie porządek. Zachować to co ważne i wyrzucić to co sprawiało ból. Łatwiej powiedzieć niż wykonać. Za każdym razem gdy próbowałam, coś nagle mi przeszkadzało. Wystarczyła piosenka albo rozmowa koleżanek by wszystko wracało. Nawet pozornie nic nie znaczące zdanie potrafiło zmącić mój porządek, nad którym tak długo pracowałam.
To było w Polsce. Tysiące kilometrów od niego. Teraz mogło być tylko gorzej. Świadomość, że jesteśmy w tym samym mieście jakoś mi nie pomagała.
Przekręciłam się na prawy bok. Bez sensu. I tak wiedziałam, że nie zasnę. Usiadłam na materacu i przetarłam dłońmi twarz. Postawiłam bose stopy na zimnej podłodze. Wstałam, by zapalić światło i zmrużyłam oczy od nagłej jasności. Gdy moje źrenice wystarczająco się zmniejszyły, rozejrzałam się dookoła. Na podłodze wciąż leżały nierozpakowane walizki. Nie miałam czasu zająć się tym wcześniej. Moje popołudnie zdominowały opowieści o tym, co działo się przez ostatnie trzy miesiące. Teraz jednak miałam całą noc, by wszystko spokojnie poukładać. Po kolei wyjmowałam rzeczy i wkładałam je do szafy, która dość szybko się zapełniała. Musiałam w końcu wziąć niemal wszystko. Miałam tu przecież spędzić cały rok, a może i dwa. Tyle czasu w tym mieście wydawało mi się nierealne, a na pewno wykańczające psychicznie. Wypuściłam powietrze zgromadzone w płucach i wróciłam do układania na dnie moich butów.
Większym problemem niż ubrania były wszystkie drobiazgi, które ze sobą zabrałam. Zdjęcia, książki, notatniki, jakieś pamiątki. Upchnęłam je w szufladach biurka, ale zostało jeszcze jedno pudełko. Nie chciałam go otwierać. Wsunęłam je pod łóżko, by nie musieć go oglądać. Spojrzałam na zegarek. Była 3:28. Świetnie. Nie miałam już co robić i choć wciąż nie czułam zmęczenia, które przyniosłoby mi sen, zgasiłam światło i weszłam pod kołdrę. Ułożyłam głowę na poduszce i zamknęłam oczy.
„Chyba nie sądziłaś, że spotykam się z tobą tylko dlatego, że bardzo cię lubię.” Usłyszałam w głowie jego głos. Gwałtownie usiadłam, szeroko otwierając oczy. Nie, to nie mogło tak wyglądać. To nie mogło cały czas mnie prześladować. Nie mogło. Musiałam z kimś porozmawiać, choć wiedziałam, że o tej porze mogło to być problematyczne. Mimo to, wyciągnęłam rękę po telefon leżący na szafce. Odblokowałam ekran. Kilkoma ruchami napisałam wiadomość. Nie mogę spać. Wpatrywałam się w litery, zastanawiając się czy wysłanie tego w ogóle ma jakikolwiek sens. Nie miało, ale co w moim życiu miało teraz sens. Kliknęłam „wyślij” i odłożyłam telefon, sądząc, że i tak nie dostanę odpowiedzi. Przecież normalni ludzie o tej porze spali, nie to co ja.
Wibracje komórki przerwały mi wpatrywanie się w ciemny sufit, który przez poświatę rzucaną przez świecący się ekran, przestał być taki ciemny. Zerwałam się, by odebrać.
- Ja też nie mogę spać – usłyszałam po drugiej stronie lekko zachrypnięty głos Louisa.
Zaśmiałam się cicho, bo wiedziałam, że to nieprawda. Jednak myśl o tym, że pomimo iż go obudziłam, zadzwonił do mnie, żebym nie musiała męczyć się z bezsennością sama, sprawiła, że wypełniło mnie przyjemne ciepło.
- Udam, że ci wierzę – powiedziałam szeptem.
Bałam się, że jeśli będę mówiła zbyt głośno, obudzę domowników. Chłopak chyba myślał podobnie, bo też szeptał.
- Udam, że nie musisz – odparł ze śmiechem. - Dlaczego nie możesz spać?
Zastanowiłam się chwilę, jak wiele mogę mu powiedzieć. Mniej więcej wiedział, co się stało, ale bez żadnych szczegółów. O nich wiedziała tylko Ellie.
- Wróciły wspomnienia – odpowiedziałam najogólniej.
- Rozumiem, że te złe?
- Tak – przyznałam. - Boję się, że one nie znikną.
- Nie bój się – jego niski głos sprawiał, że naprawdę przestawałam przejmować się czymkolwiek. - Za każdym razem, gdy dopadną cię takie myśli, dzwoń do mnie. Nawet o czwartej w nocy. Dobrze?
- Dobrze – odparłam ledwo słyszalnie. - Opowiedz mi coś – poprosiłam nieśmiało.
- Co? - spytał spokojnie.
- Nie wiem. Cokolwiek.
Louis przez chwilę milczał.
- No dobrze – powiedział w końcu. - Opowiem ci bajkę, którą opowiadała mi mama, gdy byłem mały. Może być?
- Jasne – odparłam z entuzjazmem i z telefonem przy uchu położyłam głowę na poduszce.
Obudził mnie głód. Tak, byłam potwornie głodna. Przez to wszystko wczoraj niewiele jadłam, a nie byłam z typu anorektyczek, którym wystarczy do życia tylko woda. Powoli otworzyłam oczy i leniwie usiadłam na łóżku. Ziewając, wyciągnęłam ręce nad głową. Wakacje są takie cudowne. Zrzuciłam z siebie kołdrę i postawiłam stopy na podłodze. Żołądek przypomniał o sobie, wydając głośny dźwięk. W piżamie zeszłam na dół, gdzie w salonie Kevin oglądał kreskówki, a w kuchni Lucy szykowała śniadanie.
- Dzień dobry – powiedziałam, opierając się o lodówkę.
Kobieta na chwilę oderwała się od mieszania na patelni, by przywitać mnie z promiennym uśmiechem.
- Cześć, Ninko. Dobrze ci się spało? - kiwnęłam głową. - To świetnie. Robię jajecznicę. Oczywiście zjesz?
- Oczywiście – odparłam ze śmiechem i usiadłam na kanapie obok Kevina.
- Co oglądasz? - zapytałam, ale chłopiec tylko mnie uciszył.
Zapatrzyłam się więc w ekran, na którym dom właśnie unosił się w powietrze. Nie rozpoznawałam tej bajki. Chyba byłam już na nią za stara.
- Gotowe! - krzyknęła Lucy, rozkładając talerze na stole.
Zaczekałam aż Kevin oderwie się od telewizji i usiedliśmy na swoich miejscach.
- Może wybierzemy się w weekend nad może? - zapytała kobieta, nabijając na widelec pomidora. - Paul ma mieć wolne, więc pojechalibyśmy wszyscy. Co wy na to?
- Tak! - z radością krzyknął chłopiec.
- Pewnie, czemu nie – zgodziłam się, upijając łyk soku.
Upał cały czas był niemiłosierny i wizja ochłody w morzu była naprawdę zachęcająca.
- To świetnie – ucieszyła się Lucy. - Moja siostra ma domek w Eastbourn, więc możemy się u niej zatrzymać.
Uniosłam kąciki ust, widząc jej entuzjazm. Całą twarz miała rozświetloną szerszym niż zazwyczaj uśmiechem. Nie dziwiłam się jej. Z tego, co wiedziałam, już dawno nie byli nigdzie we troje, bo praca Paula na to nie pozwalała. A teraz nareszcie nadarzyła im się okazja. A przy okazji i ja się załapałam.
- Było pyszne – powiedziałam, wstając od stołu.
- Cieszę się – uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. - Masz jakieś plany na dzisiaj?
Pokręciłam głową.
- Zamierzam trochę poleniuchować – dodałam, gdy dopiłam resztkę soku.
- Pewnie. W końcu masz wakacje.
Uśmiechnęłam się i weszłam na górę.
Już na ostatnich schodach usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wbiegłam do pokoju i rozejrzałam się w poszukiwaniu komórki. Obstawiałam, że jest gdzieś w okolicach łóżka. W końcu wczoraj z nią zasnęłam, a nie sądziłam, że mogłaby się sama przenieść. Podążając za dźwiękiem, położyłam się na podłodze i spod szafki wyjęłam telefon. Jakim prawem tam wpadł? Na wyświetlaczu zobaczyłam, że dzwoni Louis i mimowolnie się uśmiechnęłam. Szybko przeciągnęłam zieloną słuchawkę.
- Wyspałaś się? - usłyszałam po drugiej stronie.
- Tak – odparłam. - Dziękuję, że mi w tym pomogłeś.
- Zawsze do usług. Masz jakieś plany na dzisiaj?
- Nie.
- To świetnie. W takim razie będę u ciebie za pół godziny. Pa – rozłączył się.
Uśmiechnęłam się szerzej. Cieszyłam się, że przyjdzie. Uwielbiałam jego towarzystwo, a tak długo byliśmy daleko.
Musiałam się ogarnąć. Szybki prysznic, umycie zębów, ubranie się i związanie włosów zajęło mi dokładnie 22 minuty. Miałam więc jeszcze 8 minut, żeby się ponudzić.
Gdy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi, od razu zbiegłam na dół.
- Cześć – przywitałam go z uśmiechem, który nie schodził mi z twarzy od półgodziny.
- Cześć. Widzę, że wszystko dobrze – Louis przyjrzał mi się uważnie. Pokiwałam głową. - Cieszę się – uniósł kąciki ust, zsuwając z nóg buty.
- Zrobić ci coś zimnego do picia? - zapytałam, gdy wyszliśmy z przedpokoju.
- Chętnie.
Poszłam do kuchni, mijając czytającą w salonie Lucy. Nalewając lemoniadę do szklanki, słyszałam, że pyta Louisa o jego plany na weekend. Domyśliłam się, że chce, żeby jechał razem z nami. Zawsze bardzo go lubiła. Ucieszyłam się. Naprawdę fajnie byłoby spędzić z nim tyle czasu.
- Proszę – podałam napój chłopakowi.
- Dzięki. Idziemy do ciebie?
- Tak – odparłam, widząc kątem oka znaczący uśmiech Lucy.
Przewróciłam oczami i odwróciłam się w stronę schodów.
Weszliśmy do pokoju, który dzięki ostrym promieniom słońca zdążył się już nagrzać. Louis usiadł na łóżku, a ja tuż obok niego.
- Znowu jesteś u siebie – stwierdził, rozglądając się dookoła.
Nieznacznie pokiwałam głową, patrząc na zdjęcia ustawione na biurku. Rzeczywiście, pokój znów wyglądał, jakby był mój, choć ja jeszcze nie zdążyłam tego poczuć.
- Słyszałem, że jedziecie nad morze – upił łyk.
- Słyszałam, że jedziesz z nami.
- A masz coś przeciwko?
- Niech się zastanowię – zmrużyłam oczy. - Nie – uśmiechnęłam się.
- Całe szczęście – chłopak odetchnął z udawaną ulgą. - Poza tym mógłbym ci się tam przydać.
- Tak? A niby na co?
- Gdybyś znowu nie mogła zasnąć. Wtedy byłbym na miejscu.
- Mam nadzieję, że nie będę już miała z tym problemów – odparłam, próbując nie zmienić tonu.
Doskonale wiedziałam, że znowu kłamię.
- Szkoda – Louis zwiesił głowę.
- Lubisz być budzony przeze mnie w środku nocy? - spytałam zdziwiona.
- Szczerze mówiąc, tak - otworzyłam szeroko oczy, by upewnić się, że mówi serio. Mówił. - Wiesz – zaczął ostrożnie – może nie powinienem, ale co właściwie się działo w nocy?
Napięłam się słysząc jego pytanie. Spodziewałam się, że je zada, ale wolałam, żeby było inaczej.
- Nic. Po prostu nie mogłam spać – odparłam, spuszczając głowę.
- Przecież oboje wiemy, że to nie jest cała prawda – powiedziała, unosząc moją brodę i patrząc mi w oczy. - Ale dobrze – upił łyk – jeśli nie chcesz, nie musisz mówić. Po prostu chciałbym wiedzieć, co następnym razem powinienem zrobić.
- Nic nie musisz robić – powiedziałam, wytrzymując jego wzrok. - Po prostu odbierz – uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak westchnął.
- To przez niego? - bardziej stwierdził niż zapytał.
Pokiwałam głową. Louis zamyślił się na chwilę, wpatrując się w brzeg szklanki.
- Wiem, że są rzeczy, których nie mówi się nawet przyjaciołom – powiedział, skupiając się znowu na mnie – ale wiem też, że czasem wygadanie się pomaga.
- Może masz rację – przyznałam. - Ale jest taki piękny dzień. Naprawdę chcesz słuchać o...
- Chcę – przerwał mi.
- No dobrze – odetchnęłam głęboko. Nie mogłam powiedzieć mu wszystkiego, więc wybrałam wersję okrojoną. - Noc przed moim wyjazdem była chyba najgorszą nocą w moim życiu. Zresztą to już ci opowiadałam i nie chcę do tego wracać. Problem w tym, że od tamtego czasu nie mogę przestać o tym myśleć. Każdej nocy budzi mnie jego głos. Właśnie dlatego nie mogę spać. A tutaj jest jeszcze gorzej. Wszystko mi o nim przypomina. Nawet ten pokój. I najbardziej boję się tego, że nie przestanie – moje oczy zaszły mgłą. To był kolejny efekt uboczny. Od trzech miesięcy moje oczy produkowały nadmierną ilość łez z byle powodu.
Louis widząc to, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. W jego ramionach od razu się uspokoiłam. Chłopak pocałował mnie w czubek głowy.
- Nie musisz się tego bać. Naprawdę. W końcu zapomnisz, tylko potrzebujesz jeszcze trochę czasu. A w razie czego zawsze masz mnie. Zaufaj mi – szeptał mi do ucha.
Uśmiechnęłam się. Gdy tak mówił, byłam gotowa uwierzyć mu we wszystko.
- Dobra koniec – odsunęłam się od niego po chwili. - Poróbmy coś weselszego.
- Masz jakieś propozycje? - zapytał, dopijając lemoniadę.
- Nie – pokręciłam głową. - A ty?
- Też nie, ale zawsze możemy się przejść.
- A nie jest za gorąco?
- Jeśli kupimy lody i ochłodzimy się przy fontannie, będzie idealnie – zachęcał z czarującym uśmiechem, któremu nie mogłam odmówić.
- Zgoda – przystałam na jego propozycję.
Jednym z wielu plusów lata jest to, że nie trzeba spędzać mnóstwa czasu na ubieraniu się przed wyjściem, dlatego już po trzech minutach szliśmy wzdłuż ulicy, za wszelką cenę starając się znaleźć choć skrawek cienia. Ścigaliśmy się od drzewa do drzewa, wzbudzając tym zainteresowanie nielicznych przechodniów. Nikt normalny nie wychodził z domu w taki skwar, ale jak wiadomo z moją normalnością były pewne problemy. Bieganie przy plus trzydziestu stopniach Celsjusza było na dłuższą metę męczące, dlatego z ulgą zauważyłam szyld kawiarni. Weszliśmy do klimatyzowanego pomieszczenia, które swoim chłodem zachęcało do pozostania w nim. Mieliśmy jednak inne plany. Wygrzebałam z portfela pieniądze na dwie gałki lodów waniliowych i oczywiście musiałam dołożyć Louisowi do jego czekoladowej porcji. Niechętnie opuściłam kawiarnię, ale pocieszałam się myślą, że gdzieś tam czeka na mnie fontanna wypełniona cudownie zimną wodą.
Szliśmy przed siebie, zastanawiając się kim są i co robią mijani przez nas ludzie, przez co co chwilę się sprzeczaliśmy, bo mieliśmy inne pomysły. Nagle rozpoznałam ulicę, którą szliśmy. Nie raz tu chodziłam. Z nim.
- Nie ten park – powiedziałam, zanim się zbliżyliśmy. Louis przerwał swój wywód na temat tego, kim może być wysoki, łysy mężczyzna, którego minęliśmy kilkanaście sekund wcześniej i spojrzał na mnie pytająco. - Wszędzie, tylko nie tu – stanęłam w miejscu.
- Co się dzieje? - chłopak dotknął mojego ramienia.
Zacisnęłam powieki i gwałtownie potrząsałam głową. Trawa, fontanna, słońce, on. Widziałam wszystko wyraźnie. Zbyt wyraźnie. Czułam jak dotyka mojego policzka i delikatnie mnie całuje. Właśnie tego się bałam. Wspomnień, które wrócą z podwojoną siłą.
Louis objął mnie mocno, a ja wbiłam palce w jego plecy. Czułam, że po policzkach spływają mi łzy i nic nie mogłam z tym zrobić. „Nikogo nie stracisz. A na pewno nie mnie” - słyszałam jego głos. Kłamał. To właśnie jego straciłam. Od początku wiedział, że zupełnie nic do mnie nie czuje oprócz tego, że chce mnie przelecieć, więc po co mówił takie rzeczy. Po co?
- Otwórz oczy – przez głosy w mojej głowie przebił się szept Louisa. - Nina. Jestem z tobą. Nie musisz się bać – mówił spokojnie, choć wiedziałam, że przychodzi mu to z trudem.
Uniosłam powieki i spojrzałam w jego zatroskaną twarz. Nie wiedział, co się dzieje. Zresztą tak samo jak ja. Odetchnęłam głęboko i otarłam policzki.
- Już dobrze – spróbowałam się do niego uśmiechnąć.
- Na pewno?
Pokiwałam głową i wysunęłam się z jego ramion. Ruszyłam przed siebie. Nie patrzyłam czy idzie za mną. Chciałam jak najszybciej skręcić w inną ulicę, która niczego mi nie przypominała. Tuż za rogiem Louis złapał mnie za rękę.
- Nie pędź tak, bo nie nadążam – uniósł kąciki ust.
W jego oczach widziałam, że w dalszym ciągu nie jest pewien czy wszystko dobrze.
- Przepraszam – uśmiechnęłam się szeroko. - Już nie będę.
Poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam komórkę i zobaczyłam, że dzwoni Ellie. Odebrałam.
- Halo.
- Cześć. Co robisz? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Idziemy z Louisem do parku. A co?
- Mogę do was dołączyć?
- Pewnie – odparłam, patrząc na blondyna, który próbował domyślić się treści rozmowy.
- To świetnie. Gdzie mam iść?
- Właściwie – rozejrzałam się dookoła – my podejdziemy do ciebie.
- Dobra. To czekam. A, Nina – krzyknęła zanim się rozłączyłam. - Dostałam od wujka nowy aparat, więc szykujcie się na sesję.
Jęknęłam, udając niezadowolenie i rozłączyłam się.
**
Powinienem się już zbierać. Stu pewnie zaraz zacznie dzwonić, że na mnie czeka. Mam jednak jeszcze chwilę, a łóżko jest takie wygodne. Słyszę trzaski dochodzące z kuchni. Śniadanie pewnie już gotowe, ale nie mam siły wstać. Pracowałem wczoraj, a właściwie dzisiaj do późna i teraz najchętniej przeleżałbym cały dzień w łóżku. Jedak to czym się zajmuję, nie pozwala mi na chwile lenistwa. Każdy dzień mam dokładnie zaplanowany i w stu procentach zajęty. Dzisiaj rano nagrywam, a potem lecę do Dublina na koncert. Jutro to samo.
Z szafki biorę telefon. Czas sprawdzić poranne informacje. Przeglądam portale społecznościowe, ale nie jestem w stanie przebić się przez wszystkie posty i komentarze. Tego jest stanowczo za dużo. Odruchowo wchodzę też na Instagrama Niny. Nie wiem dlaczego to robię, ale trwa to już trzy miesiące. Może chcę wiedzieć, jak wygląda jej życie w świecie beze mnie? Nie zapomniałem o niej, mimo że nie ma jej już tak długo i nigdy nie będzie. Codziennie oglądam te same zdjęcia. Nie dodaje dużo. Nie jest z typu dziewczyn, które dzielą się ze światem całym swoim życiem. Od powrotu do Polski pojawiły się tylko dwa zdjęcia. Jedno z koleżankami ze szkoły, a drugie z wakacji. Na obydwu uśmiecha się szeroko i wydaje się być szczęśliwa, tak jak szczęśliwa była ze mną.
Ja i tak najbardziej lubię to, które sam jej zrobiłem. Siedzieliśmy wtedy u mnie. Ja musiałem pracować, a jej się strasznie nudziło. Wyszła na balkon, zostawiając telefon na kanapie. Obserwowałem ją. W pewnym momencie wspięła się na barierkę. Przez chwilę myślałem, że wyleci i już chciałem ją ratować, ale nie. Spokojnie na niej usiadła, jakby było dziesięć razy niżej i zapatrzyła się przed siebie. Podszedłem do drzwi balkonowych, ale nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Nie mogłem się powstrzymać przed zrobieniem jej zdjęcia. Wyglądała tak ślicznie na tle zachodzącego słońca. Sam wrzuciłem je na jej profil. Tak to jest, gdy nie ma się blokady. Gdy zauważyła, trochę się złościła, ale nie usunęła go.
- Kochanie – w progu sypialnie staje moja dziewczyna. Podnoszę na nią wzrok. Uśmiecha się szeroko, a czarne włosy spływają po jej ramionach. Jest taka piękna. - Idę do sklepu. Kupić ci coś?
- Nie dzięki – odpowiadam, a ona podchodzi, żeby się ze mną pożegnać.
- Co tam masz? - zerka mi przez ramię. Automatycznie wygaszam ekran. - Pewnie znowu jakaś półnaga modelka – mruży oczy, udając zazdrość.
- Przecież wiesz, że...
- Że nie kręcą cię przerażająco chude laski, które zarabiają na swoje życie rozbieraniem się, bo masz przy sobie najpiękniejszą kobietę na świecie – dopowiada za mnie. - I tak ci nie wierzę – uśmiecha się i daje mi buziaka.
Unoszę kąciki ust. Odprowadzam ją wzrokiem do drzwi. W progu odwraca się do mnie.
- Kocham cię – mówi szeptem i znika za ścianą.
- Też cię kocham – krzyczę za nią.
Jeszcze przez chwilę patrzę w pustą przestrzeń przed sobą. Wreszcie gdy słyszę trzask zamykanych drzwi, przenoszę wzrok na komórkę. Odblokowuję ekran i... Nie. Nie wierzę. Dodała nowe zdjęcie, ale to nie wszystko. Wpatruję się w nie osłupiały. Nie jest na nim sama. Obok niej uśmiechają się Ellie i Louis. Rozpoznaję ich bez problemu. Tyle razy mi o nich opowiadała i pokazywała ich zdjęcia, że doskonale wiem, kim są. Jednak są we trójkę na jednym zdjęciu, a to znaczy, że... O mój Boże. Ona jest w Londynie. Wróciła. Jest tutaj. Mogę ją spotkać. Mogę z nią porozmawiać. Mogę ją przeprosić. Cieszę się jak głupi. Muszę ją tylko znaleźć. Wiem, że to miasto jest ogromne i szukanie w nim kogokolwiek jest jak szukanie igły w stogu siana, ale ja ją znajdę. Wiem gdzie mieszkała. Wiem gdzie chodziła do szkoły. A przede wszystkim jestem gwiazdą. Nareszcie moja sława może mi się do czegoś przydać. Nie wierzę. Ona tu jest i wystarczy mi kilka dni, by znów ją zobaczyć. A już pogodziłem się z myślą, że straciłem ją na zawsze. Jednak cuda się zdarzają.

Nagle mój entuzjazm słabnie. Przecież ona mnie nienawidzi. Nie będzie chciała mnie widzieć, a tym bardziej ze mną rozmawiać. To może być problem. Nerwowo drapię się w głowę. Będę musiał coś wymyślić. Coś takiego, co od razu jej nie odstraszy. A może jej przeszło? Może już zapomniała? Kogo ja oszukuję. Tego się nie zapomina. Ale może ona jednak zapomniał. W głowie ma mętlik myśli. Dzwoni Stu. Odbieram i rzucam tylko, że zaraz zejdę. Nie jestem w stanie z nim rozmawiać. Właśnie dowiedziałem się, że Nina może być tylko kilka kilometrów ode mnie i za wszelką cenę muszę wymyślić sposób, dla którego ta odległość zmniejszy się do kilku centymetrów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że znowu musieliście czekać prawie miesiąc na rozdział, ale koncepcja zmieniała mi się co chwilę, a poza tym szkoła. Mam nadzieję, że rozumiecie :)

1 komentarz: