poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział XI

Jak ona mogła? Co mu powiedziała? Chyba nie zupełnie wszystko, a przynajmniej nie dał po sobie poznać, że wie WSZYSTKO.
- Co dokładnie ci powiedziała? - wydusiłam przez ściśnięte gardło.
- Tak dosłownie to nic – przyznał z ociąganiem. - Ale zapytała mnie dzisiaj co robię po południu i gdy powiedziałem, że umówiłem się z tobą, stwierdziła, że lepiej, żebym uważał, bo jesteś już zajęta przez jakiegoś starszego kolesia. Dlatego domyśliłem się, że to on. Chyba, że nie miałem racji, to przepraszam.
Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że nie mogłaby nic powiedzieć. Nie była taka.
- Miałeś rację i to ja przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale tak naprawdę nie ma o czym – wzruszyłam ramionami.
- Jasne – popatrzył na mnie z powątpiewaniem. - Wiesz, że chcę wiedzieć wszystko – zaakcentował ostatni wyraz.
Westchnęłam. Wiedziałam, że teraz mi tak łatwo nie odpuści. Dokonałam w myślach szybkiej selekcji szczegółów, które mogę mu zdradzić i odchrząknęłam.
- Nawet nie wiem od czego zacząć.
- Od początku. Interesują mnie wszystkie szczegóły – wyglądał na pewnego swoich słów.
Przez myśl przeszło mi pytanie czy jest masochistą, że chce tego słuchać, ale uznałam, że zadanie go byłoby nie na miejscu. Chwilę obserwowałam Louisa, licząc, że może jeszcze zmieni zdanie, jednak z jego wzroku odczytałam, że mam mówić. Skoro tak bardzo chciał.
- Poznałam go przypadkowo. Zgubiłam się, a on pomógł mi trafić do domu. Potem spotkaliśmy się kilka razy i dwa razy się całowaliśmy. Koniec opowieści – streściłam cały miesiąc w trzech zdaniach. Nieźle.
- Dobrze całuje? - to pytanie wytrąciło mnie z równowagi psychicznej, którą starałam się zachować.
- Słucham? - uniosłam jedną brew.
- Pytałem czy dobrze całuje – powtórzył z niezmąconym spokojem.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Przypomniałam sobie nasze pocałunki i na usta mimowolnie wdarł się rozmarzony uśmiech.
- Po twojej minie sądzę że dobrze – blondyn sam sobie odpowiedział, a ja nie zaprzeczyłam. - Ile ma lat?
- Dwadzieścia cztery.
- No nieźle – wyglądał na zaskoczonego. Czego on się spodziewał po określeniu „starszy koleś”? - Na pewno jest nieziemsko przystojny. Mam rację?
No tak. Pytanie z gatunku tych, na które zależnie od punktu widzenia była całkowicie inna odpowiedź. Postanowiłam jednak nie tłumaczyć mu zawiłości oceny wyglądu rudzielca i odpowiedziałam zgodnie ze swoim zdaniem.
- Niezupełnie, ale mnie się bardzo podoba – wzruszyłam ramionami.
- To najważniejsze – odparł jakby z lekkim smutkiem w głosie. - Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? - zapytał, wpatrując się w moje oczy.
Pokręciłam głową.
- A ty chciałbyś coś jeszcze wiedzieć?
- Nie. Chyba mi wystarczy – niby się uśmiechnął, ale widziałam, że nie wszystko jest w prządku.
A nie mówiłam, że był masochistą?
- Dobra, poważna rozmowa za nami. Czas na coś przyjemniejszego – próbowałam rozładować napięcie, które niewątpliwie powstało.
Podniosłam się z pufy i wyciągnęłam ręce w kierunku Louisa, żeby pomóc mu wstać. Chłopak nie miał pojęcia co zamierzam zrobić i trochę niepewnie podał mi dłonie. Gdy stał już na podłodze, podeszłam do wieży, którą zauważyłam w trakcie rozmowy z Edem i włączyłam muzykę. Z głośników poleciało „Sing” Sheerana. Z niedowierzaniem popatrzyłam na blondyna, który momentalnie się zarumienił.
- No co? Siostra słuchała.
- Jasne – zaśmiałam się i zaczęłam śpiewać, poruszając się do rytmu.
Louis także zaczął się śmiać, a po chwili razem ze mną śpiewał, skacząc po pokoju. Wiedziałam, że muzyka pomoże. Zawsze pomaga. Na wszystko.
*
Sobota. Czekałam na ten dzień z niecierpliwością. Sama nie wiedziałam dlaczego aż tak mi zależało, ale fakt, że zależało. Nie mogłam się doczekać spotkania z Edem. Nie widziałam go przez dwa tygodnie i zwyczajnie się stęskniłam. Marzyłam, żeby go przytulić i, bądźmy szczerzy, pocałować.
Umówiliśmy się na pierwszą i do tego czasu nie mogłam znaleźć sobie w domu miejsca. Kręciłam się z kąta w kąt, co chwila sprawdzając godzinę. Czas dłużył się niemiłosiernie. Dopiero gdy zajęłam się porządkowaniem sterty drobiazgów piętrzących się na biurku, zadzwonił telefon.
- Już jestem – usłyszałam w słuchawce.
- Już idę – odpowiedziałam i rozłączyłam się, po czym włożyłam telefon do małej brązowej torebki.
Zbiegłam na dół. Pożegnałam się ze wszystkimi i w pośpiechu założyłam kurtkę i buty, a po kilku sekundach już byłam na zewnątrz. Po drugiej stronie ulicy, na ławce w cieniu jakiegoś drzewa siedział Ed. Jak zawsze miał na sobie okulary przeciwsłoneczne i bluzę z kapturem. Współczułam mu, że nie mógł swobodnie wyjść na ulicę, mając pewność, że nikt go nie rozpozna. Pomachałam do niego, a on natychmiast wstał i szybkim krokiem podszedł do mnie. Wziął mnie na ręce i okręcił kilka razy.
- Stęskniłem się, wiesz?
- Ja też – powiedziałam, uśmiechając się szeroko. - Ale możesz mnie już postawić.
- No dobra – zgodził się niechętnie i odstawił mnie na chodnik.
Ruszyliśmy przed siebie. Drogę do jego mieszkania znałam już prawie na pamięć, więc nie pilnowałam każdego kroku rudzielca i mogłam w spokoju oddać się jego opowieściom z koncertów, a przyznam, że opowiadał bardzo ciekawie. Lubiłam go słuchać, lubiłam śmiać się z jego żartów, po prostu lubiłam jego samego. Tak, bardzo go lubiłam.
Gdy w końcu znaleźliśmy się w jego mieszkaniu, pierwsze co przywitałam się z Grahamem, za którym też się stęskniłam. Z kociakiem na rękach poszłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie. Zajęłam się głaskaniem puszystego futerka i nawet nie zauważyłam, kiedy Ed znalazł się obok mnie i kiedy na stoliku przede mną pojawiła się szklanka z sokiem pomarańczowym. Widząc napój, zrobiło mi się miło. Pamiętał.
- Dziękuję – powiedziałam cicho.
- Nie ma za co, ale oddaj mi kota, bo jestem trochę zazdrosny.
- Nie – odsunęłam się od niego, przyciągając zwierzaka jeszcze bardziej do siebie.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, a Graham, korzystając z chwili nieuwagi wymknął mi się z rąk i zniknął nie wiadomo gdzie. Z powrotem odwróciłam się w stronę rudzielca, biorąc do ręki szklankę i upijając kilka łyków. Ed odczekał, aż skończę i wyciągnął mi naczynie z dłoni, po czym odstawił je na stolik.
- Co jest? - zapytałam zdziwiona.
- Prawie zapomniałem już jak smakujesz. Może mi przypomnisz? - powiedział cicho swoim uwodzicielskim głosem.
- Może – odpowiedziałam, uśmiechając się tajemniczo i przybliżając się do niego.
Zetknęliśmy się czołami, a Ed rozpoczął wędrówkę wzdłuż moich pleców. Czułam na policzku jego oddech, a do mojego nosa doleciał bardzo przyjemny zapach perfum. Prawą dłoń ułożyłam na jego karku, a rudzielec, czekając, aż nasze usta się połączą, zamknął oczy. W tym momencie delikatnie wysunęłam się z jego objęć i uciekłam na drugi koniec pokoju, stając pod ścianą ze skrzyżowanymi na piersi rękami i triumfalnym uśmiechem na twarzy. Ed uniósł powieki i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Rozbawiło mnie to, więc po prostu zaczęłam się śmiać.
- Musisz się nauczyć, że nie zawsze dostajesz to czego chcesz – powiedziałam po chwili, oglądając swoje pomalowane na różowo paznokcie. - I jeszcze rada na przyszłość – przeniosłam wzrok na gryzącego nerwowo dolną wargę rudzielca. - Nigdy więcej nie wyjeżdżaj do mnie z tak tanimi tekstami. Są żałosne – wzruszyłam ramionami i wyszłam z salonu w kierunku łazienki, zostawiając go samego na kanapie.
Gdy po kilku minutach wróciłam, Ed w dalszym ciągu siedział nieruchomo. Chyba nie był przyzwyczajony, że ktoś mu odmawiał. Nic dziwnego. Wielki gwiazdor, któremu wszystko się należy. Zatrzymałam się w progu i głośno odchrząknęłam, wyrywając go tym samym z zadumy. Odwrócił się w moją stronę.
- Nie powinniśmy już iść? - spytałam półgłosem.
- Całkiem możliwe – odpowiedział obojętnie, podnosząc się ospale z kanapy. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i sprawdził godzinę. - Masz rację, czas się zbierać.
Przeszedł przez pokój i wymijając mnie, poszedł do sypialni. Miałam wrażenie, że się na mnie obraził, a przecież nic mu nie zrobiłam. Westchnęłam cicho i wyszłam na balkon. Uwielbiałam oglądać świat z góry. Stanęłam przy barierce, wpatrując się w maszerujących w oddali ludzi, płynącą rzekę i jeżdżące auta.
- Idziesz czy mam cię tu zostawić? - tuż za mną stanął Ed.
Jego głos brzmiał normalnie i w głębi duszy odetchnęłam z ulgą, że nie był na mnie zły. Odwróciłam się do niego, unosząc kąciki ust i zauważyłam, że się przebrał. Czerwona koszula w kratę i czarne dżinsy. Standard.
- Idę – powiedziałam zdecydowanie.
Gotowa do wyjścia stałam w przedpokoju, czekając aż rudzielec poradzi sobie ze swoimi butami. Gdy w końcu to nastąpiło, odwróciłam się w kierunku drzwi, żeby je otworzyć, jednak Ed chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Przepraszam – szepnął, nachylając się w moją stronę.
O nie. Nie mogło być tak łatwo. Sprawnie wyzwoliłam rękę z uścisku i odsunęłam się od niego, przewracając przy tym oczami.
- Chyba mnie nie zrozumiałeś – powiedziałam z uśmiechem i wyszłam z mieszkania.
Zeszłam na dół, gdzie jeszcze dobrą chwilę musiałam czekać na rudzielca. Gdy w końcu do mnie dołączył, jak gdyby nigdy nic złapał moją dłoń i bez słowa ruszyliśmy przed siebie.
Stuart nie mieszkał daleko. Po niecałych dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Kolejny amator ostatnich piętr w kamienicach. Na szczęście w tej była winda. Wjechaliśmy na górę, po czym Ed bez pukania wszedł do mieszkania, a ja za nim.
- Stu! - krzyknął rudzielec, gdy staliśmy w bardzo dużym jasnobrązowym przedpokoju.
Przyklejona do jego pleców rozglądałam się dookoła. Po lewej stronie znajdowały się dwie małe szafki, natomiast po prawej duża szafa i wieszaki na ubrania, obok których było otwarte wejście najprawdopodobniej do salonu. Właśnie stamtąd wyszedł gruby, prawie łysy mężczyzna, którego do tej pory znałam tylko ze zdjęć.
- Fajnie, że jesteście – uśmiechnął się szeroko i wyciągnął w moją stronę rękę. - Stuart.
- Nina – przedstawiłam się, ściskając jego dłoń i unosząc kąciki ust.
- Miło cię poznać. Wchodźcie do środka – gestem ręki zaprosił w kierunku salonu, ale Ed nie czekał na to i już wcześniej zniknął wewnątrz pokoju.
Z ociąganiem ściągnęłam buty i kurtkę i dołączyłam do mężczyzn, którzy zdążyli zacząć już wesołą rozmowę. Salon połączony był z kuchnią, a utrzymany głównie w brązach wyglądał bardzo przytulnie. Na samym środku stała kanapa, a naprzeciwko niej był kominek, od którego biło przyjemne ciepło. Na sofie oczywiście w najlepsze rozłożony leżał rudzielec. Gdy zobaczył, że weszłam, natychmiast ściągnął nogi na podłogę, robiąc mi miejsce obok siebie. Jak zwykle nie czułam się pewnie w nowym miejscu, dlatego ostrożnie usiadłam z brzegu i uśmiechałam się nerwowo, przysłuchując się rozmowie i co jakiś czas odpowiadając na zadawane mi pytania.
W pewnym momencie z kuchni rozległo się piszczenie. Stu natychmiast poderwał się z kanapy.
- Czas coś zjeść – powiedział, podchodząc do piekarnika.
Popatrzyłam na Eda, któremu nie trzeba było dwa razy powtarzać informacji o jedzeniu. Od razu podniósł się z miejsca i usiadł przy stole, wpatrując się niecierpliwie w mężczyznę. Zrobiłam to samo co on, a po chwili dołączył do nas także Stu, przynosząc pełne talerze. Nie miałam pojęcia co jadłam, ale nie przeszkadzało mi to, bo obiad był pyszny. Poza tym rozluźniłam się nieco, gdy Stuart opowiadał historie z życia rudzielca. Śmialiśmy się wszyscy, chociaż Ed początkowo udawał, że jest zły. W czasie tych opowieści zdążyłam wypić trzy szklanki soku, co w końcu dało o sobie znać.
- Muszę do łazienki – powiedziałam półgłosem, odsuwając krzesło od stołu.
- Tutaj obok – Stu wskazał mi kierunek palcem.
Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i wyszłam.
**
Obserwuję jak Nina wychodzi z pokoju i gdy tylko znika mi z pola widzenia, odwracam się do Stu.
- Fajna, prawda? - mówię z uśmiechem.
- Bardzo fajna – jego mina wskazuje na co innego. - Zbyt fajna.
Patrzę na niego nierozumiejącym wzrokiem.
- W jakim sensie? - pytam, unosząc brew.
- Dobrze wiesz w jakim. Szkoda mi tej dziewczyny.
Dalej go nie rozumiem.
- Możesz jaśniej?
- Ed, nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Zbyt dobrze cie znam.
No dobra, rzeczywiście rozumiem go świetnie, ale nie mogę mu tego pokazać.
- Nie wiem – idę w zaparte.
- Nie wmówisz mi, że masz w stosunku do niej całkowicie czyste zamiary i spędzasz z nią czas tylko dlatego, że ją lubisz.
Cholera, co ja mam mu powiedzieć. Bardzo lubię Ninę i lubię spędzać z nią czas, ale Stu ma w pewnym sensie rację. Dobra, nie ma sensu się wypierać. On i tak wszystko o mnie wie.
- Przecież wiesz – wzruszam ramionami.
- No właśnie wiem i to mnie martwi. Nie jesteś taki. Masz dziewczynę, nie zapominaj o tym.
Przewracam oczami. O tym nie da się tak łatwo zapomnieć.
- Przecież kilka pocałunków to jeszcze nie zdrada – mówię niby obojętnie.
- A ty przecież nie myślisz o niczym więcej. Oczywiście – ironia w jego głosie jest aż nazbyt wyczuwalna. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak Nina będzie przez ciebie cierpiała.
- Ona i tak wyjeżdża.
- A ty myślisz, że jak wróci do Polski to tak po prostu zapomni o tym co się tu stało?
- Nie. Myślę, że nie mam zamiaru jej skrzywdzić – lekko podnoszę ton głosu.
Ta rozmowa zaczyna mnie irytować. Wiem co robię i wiem, że muszę być delikatny.
- Skrzywdzisz ją samym tym, że uważasz ją za łatwy cel.
- Ten cel nie jest taki łatwy, jak mi się wydawało – mówię półgłosem na wspomnienie dzisiejszych wydarzeń.
Kątem oka zauważam, jak Stu z dezaprobatą kręci głową.
- Ty jesteś dorosły i masz duże doświadczenie we wszystkich kwestiach, ale ona nie.
Kolejna rzecz, o której nie musi mi przypominać. Doskonale wiem, że Nina jest ode mnie młodsza i to całkiem sporo, ale nie przeszkadza mi to. Jej najwyraźniej też nie.
- Dobra, może już skończymy – głową dyskretnie wskazuję zbliżającą się dziewczynę.
- Ja cię tylko ostrzegam, a ty i tak zrobisz co chcesz. Już tak masz – Stu dodaje cicho i uśmiecha się do mnie bezradnie.
**
- Piwo się skończyło. Czas wracać do domu – Ed śmiejąc się pomachał drugą już pustą butelką i odstawił ją na podłogę obok poprzedniej.
Doskonały humor dopisywał nie tylko jemu. Siedzieliśmy na kanapie, zwijając się ze śmiechu. Zaczęło się od zabawnych historii z życia, a skończyło na oglądaniu najgłupszych zdjęć i filmików z udziałem Eda i Stu. Pewnie gdyby nie to, że moje oczy nie produkowały nadmiernej ilości łez, płakałabym ze śmiechu. Naprawdę nie spodziewałam się, że będę się tak dobrze bawiła w ich towarzystwie. Nie wiedziałam nawet, która jest godzina, chociaż praktycznie cały czas trzymałam telefon w dłoni. Dopiero gdy Ed podniósł się z kanapy i skierował się w stronę przedpokoju, spojrzałam na zegarek, który wskazywał 20:27. Miałam jeszcze dużo czasu. Spokojnie dołączyłam do ubierającego się rudzielca i również zaczęłam zakładać na siebie kurtkę i buty.
- Może was odwiozę? - zaproponował Stuart, gdy byliśmy już gotowi do wyjścia.
Spojrzałam na Eda, chcąc przekazać mu wzrokiem, że wolałabym się przejść, ale jego oczy nie powędrowały w moją stronę.
- Nie, dzięki. Przejdziemy się – odpowiedział zgodnie z moją wolą.
- Jak chcecie – mężczyzna rozłożył ręce. - W takim razie do zobaczenia i Ed pamiętaj o czym rozmawialiśmy – ostatnie słowa wypowiedział ciszej.
Gdy już się pożegnaliśmy i wyszliśmy na ulicę, włączyła się moja ciekawska natura.
- O czym rozmawialiście? - spytałam, patrząc na lekko chwiejącego się rudzielca. Z całą pewnością mogłam stwierdzić, że miał słabą głowę.
- O tobie.
- Jak to o mnie?
- Normalnie. Stu stwierdził, że jesteś najfajniejszą siedemnastolatką jaką zna, a ja się z nim zgadzam w trzystu procentach – mówiąc to, spojrzał na mnie i uniósł kąciki ust.
Szybko odwróciłam wzrok, czując, że się rumienię. Uśmiechnęłam się do siebie. Czy to znaczyło, że nie byłam dla niego tylko tanią rozrywką, czy po prostu tak dobrze grał? Próbowałam odpowiedzieć sobie na to pytanie prawie całą drogę do domu, którą pokonywaliśmy w całkowitym milczeniu przerywanym tylko kolejnymi potknięciami Eda. Po półgodzinie rozważań i obserwacji rudzielca doszłam do wniosku, że to nie możliwe, żeby udawał, skoro po dwóch piwach nie umiał nawet iść zupełnie prosto.
Gdy zatrzymaliśmy się pod domem, obróciłam się do mężczyzny twarzą z nieschodzącym z niej od dłuższego czasu szerokim uśmiechem.
- Jesteś najfajniejszym dwudziestoczterolatkiem jakiego znam – powiedziałam cicho, a Ed w odpowiedzi uniósł wysoko kąciki ust.

Staliśmy w ciepłym świetle latarni ulicznej w zupełnej ciszy. Wiedziałam, że brakuje jeszcze tylko jednej rzeczy, żeby w pełni wykorzystać ten nastrój. Przybliżyłam się do mężczyzny i objęłam go mocno, po czym pocałowałam go delikatnie, co oczywiście odwzajemnił. Tak, teraz już było idealnie.


~~~~~~~~~~
Co będę pisać. Po prostu czytajcie i komentujcie :)  

2 komentarze:

  1. No i co ja mam powiedzieć? Jesteś genialna! ❤ czekam na następny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co ja mam powiedzieć? Jesteś genialna! ❤ czekam na następny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń