Jak ona mogła?
Co mu powiedziała? Chyba nie zupełnie wszystko, a przynajmniej nie
dał po sobie poznać, że wie WSZYSTKO.
- Co dokładnie
ci powiedziała? - wydusiłam przez ściśnięte gardło.
- Tak
dosłownie to nic – przyznał z ociąganiem. - Ale zapytała mnie
dzisiaj co robię po południu i gdy powiedziałem, że umówiłem
się z tobą, stwierdziła, że lepiej, żebym uważał, bo jesteś
już zajęta przez jakiegoś starszego kolesia. Dlatego domyśliłem
się, że to on. Chyba, że nie miałem racji, to przepraszam.
Odetchnęłam z
ulgą. Wiedziałam, że nie mogłaby nic powiedzieć. Nie była taka.
- Miałeś
rację i to ja przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale tak
naprawdę nie ma o czym – wzruszyłam ramionami.
- Jasne –
popatrzył na mnie z powątpiewaniem. - Wiesz, że chcę wiedzieć
wszystko – zaakcentował ostatni wyraz.
Westchnęłam.
Wiedziałam, że teraz mi tak łatwo nie odpuści. Dokonałam w
myślach szybkiej selekcji szczegółów, które mogę mu zdradzić i
odchrząknęłam.
- Nawet nie
wiem od czego zacząć.
- Od początku.
Interesują mnie wszystkie szczegóły – wyglądał na pewnego
swoich słów.
Przez myśl
przeszło mi pytanie czy jest masochistą, że chce tego słuchać,
ale uznałam, że zadanie go byłoby nie na miejscu. Chwilę
obserwowałam Louisa, licząc, że może jeszcze zmieni zdanie,
jednak z jego wzroku odczytałam, że mam mówić. Skoro tak bardzo
chciał.
- Poznałam go
przypadkowo. Zgubiłam się, a on pomógł mi trafić do domu. Potem
spotkaliśmy się kilka razy i dwa razy się całowaliśmy. Koniec
opowieści – streściłam cały miesiąc w trzech zdaniach. Nieźle.
- Dobrze
całuje? - to pytanie wytrąciło mnie z równowagi psychicznej,
którą starałam się zachować.
- Słucham? -
uniosłam jedną brew.
- Pytałem czy
dobrze całuje – powtórzył z niezmąconym spokojem.
Nie wiedziałam
co mam mu powiedzieć. Przypomniałam sobie nasze pocałunki i na
usta mimowolnie wdarł się rozmarzony uśmiech.
- Po twojej
minie sądzę że dobrze – blondyn sam sobie odpowiedział, a ja
nie zaprzeczyłam. - Ile ma lat?
- Dwadzieścia
cztery.
- No nieźle –
wyglądał na zaskoczonego. Czego on się spodziewał po określeniu
„starszy koleś”? - Na pewno jest nieziemsko przystojny. Mam
rację?
No tak. Pytanie
z gatunku tych, na które zależnie od punktu widzenia była
całkowicie inna odpowiedź. Postanowiłam jednak nie tłumaczyć mu
zawiłości oceny wyglądu rudzielca i odpowiedziałam zgodnie ze
swoim zdaniem.
- Niezupełnie,
ale mnie się bardzo podoba – wzruszyłam ramionami.
- To
najważniejsze – odparł jakby z lekkim smutkiem w głosie. -
Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? - zapytał, wpatrując się w
moje oczy.
Pokręciłam
głową.
- A ty
chciałbyś coś jeszcze wiedzieć?
- Nie. Chyba
mi wystarczy – niby się uśmiechnął, ale widziałam, że nie
wszystko jest w prządku.
A nie mówiłam,
że był masochistą?
- Dobra,
poważna rozmowa za nami. Czas na coś przyjemniejszego –
próbowałam rozładować napięcie, które niewątpliwie powstało.
Podniosłam się
z pufy i wyciągnęłam ręce w kierunku Louisa, żeby pomóc mu
wstać. Chłopak nie miał pojęcia co zamierzam zrobić i trochę
niepewnie podał mi dłonie. Gdy stał już na podłodze, podeszłam
do wieży, którą zauważyłam w trakcie rozmowy z Edem i włączyłam
muzykę. Z głośników poleciało „Sing” Sheerana. Z
niedowierzaniem popatrzyłam na blondyna, który momentalnie się
zarumienił.
- No co?
Siostra słuchała.
- Jasne –
zaśmiałam się i zaczęłam śpiewać, poruszając się do rytmu.
Louis także
zaczął się śmiać, a po chwili razem ze mną śpiewał, skacząc
po pokoju. Wiedziałam, że muzyka pomoże. Zawsze pomaga. Na
wszystko.
*
Sobota.
Czekałam na ten dzień z niecierpliwością. Sama nie wiedziałam
dlaczego aż tak mi zależało, ale fakt, że zależało. Nie mogłam
się doczekać spotkania z Edem. Nie widziałam go przez dwa tygodnie
i zwyczajnie się stęskniłam. Marzyłam, żeby go przytulić i,
bądźmy szczerzy, pocałować.
Umówiliśmy
się na pierwszą i do tego czasu nie mogłam znaleźć sobie w domu
miejsca. Kręciłam się z kąta w kąt, co chwila sprawdzając
godzinę. Czas dłużył się niemiłosiernie. Dopiero gdy zajęłam
się porządkowaniem sterty drobiazgów piętrzących się na biurku,
zadzwonił telefon.
- Już jestem
– usłyszałam w słuchawce.
- Już idę –
odpowiedziałam i rozłączyłam się, po czym włożyłam telefon do
małej brązowej torebki.
Zbiegłam na
dół. Pożegnałam się ze wszystkimi i w pośpiechu założyłam
kurtkę i buty, a po kilku sekundach już byłam na zewnątrz. Po
drugiej stronie ulicy, na ławce w cieniu jakiegoś drzewa siedział
Ed. Jak zawsze miał na sobie okulary przeciwsłoneczne i bluzę z
kapturem. Współczułam mu, że nie mógł swobodnie wyjść na
ulicę, mając pewność, że nikt go nie rozpozna. Pomachałam do
niego, a on natychmiast wstał i szybkim krokiem podszedł do mnie.
Wziął mnie na ręce i okręcił kilka razy.
- Stęskniłem
się, wiesz?
- Ja też –
powiedziałam, uśmiechając się szeroko. - Ale możesz mnie już
postawić.
- No dobra –
zgodził się niechętnie i odstawił mnie na chodnik.
Ruszyliśmy
przed siebie. Drogę do jego mieszkania znałam już prawie na
pamięć, więc nie pilnowałam każdego kroku rudzielca i mogłam w
spokoju oddać się jego opowieściom z koncertów, a przyznam, że
opowiadał bardzo ciekawie. Lubiłam go słuchać, lubiłam śmiać
się z jego żartów, po prostu lubiłam jego samego. Tak, bardzo go
lubiłam.
Gdy w końcu
znaleźliśmy się w jego mieszkaniu, pierwsze co przywitałam się z
Grahamem, za którym też się stęskniłam. Z kociakiem na rękach
poszłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie. Zajęłam się
głaskaniem puszystego futerka i nawet nie zauważyłam, kiedy Ed
znalazł się obok mnie i kiedy na stoliku przede mną pojawiła się
szklanka z sokiem pomarańczowym. Widząc napój, zrobiło mi się
miło. Pamiętał.
- Dziękuję –
powiedziałam cicho.
- Nie ma za
co, ale oddaj mi kota, bo jestem trochę zazdrosny.
- Nie –
odsunęłam się od niego, przyciągając zwierzaka jeszcze bardziej
do siebie.
Oboje
wybuchnęliśmy śmiechem, a Graham, korzystając z chwili nieuwagi
wymknął mi się z rąk i zniknął nie wiadomo gdzie. Z powrotem
odwróciłam się w stronę rudzielca, biorąc do ręki szklankę i
upijając kilka łyków. Ed odczekał, aż skończę i wyciągnął
mi naczynie z dłoni, po czym odstawił je na stolik.
- Co jest? -
zapytałam zdziwiona.
- Prawie
zapomniałem już jak smakujesz. Może mi przypomnisz? - powiedział
cicho swoim uwodzicielskim głosem.
- Może –
odpowiedziałam, uśmiechając się tajemniczo i przybliżając się
do niego.
Zetknęliśmy
się czołami, a Ed rozpoczął wędrówkę wzdłuż moich pleców.
Czułam na policzku jego oddech, a do mojego nosa doleciał bardzo
przyjemny zapach perfum. Prawą dłoń ułożyłam na jego karku, a
rudzielec, czekając, aż nasze usta się połączą, zamknął oczy.
W tym momencie delikatnie wysunęłam się z jego objęć i uciekłam
na drugi koniec pokoju, stając pod ścianą ze skrzyżowanymi na
piersi rękami i triumfalnym uśmiechem na twarzy. Ed uniósł
powieki i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia
oczami. Rozbawiło mnie to, więc po prostu zaczęłam się śmiać.
- Musisz się
nauczyć, że nie zawsze dostajesz to czego chcesz – powiedziałam
po chwili, oglądając swoje pomalowane na różowo paznokcie. - I
jeszcze rada na przyszłość – przeniosłam wzrok na gryzącego
nerwowo dolną wargę rudzielca. - Nigdy więcej nie wyjeżdżaj do
mnie z tak tanimi tekstami. Są żałosne – wzruszyłam ramionami i
wyszłam z salonu w kierunku łazienki, zostawiając go samego na
kanapie.
Gdy po kilku
minutach wróciłam, Ed w dalszym ciągu siedział nieruchomo. Chyba
nie był przyzwyczajony, że ktoś mu odmawiał. Nic dziwnego. Wielki
gwiazdor, któremu wszystko się należy. Zatrzymałam się w progu i
głośno odchrząknęłam, wyrywając go tym samym z zadumy. Odwrócił
się w moją stronę.
- Nie
powinniśmy już iść? - spytałam półgłosem.
- Całkiem
możliwe – odpowiedział obojętnie, podnosząc się ospale z
kanapy. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i sprawdził godzinę.
- Masz rację, czas się zbierać.
Przeszedł
przez pokój i wymijając mnie, poszedł do sypialni. Miałam
wrażenie, że się na mnie obraził, a przecież nic mu nie
zrobiłam. Westchnęłam cicho i wyszłam na balkon. Uwielbiałam
oglądać świat z góry. Stanęłam przy barierce, wpatrując się w
maszerujących w oddali ludzi, płynącą rzekę i jeżdżące auta.
- Idziesz czy
mam cię tu zostawić? - tuż za mną stanął Ed.
Jego głos
brzmiał normalnie i w głębi duszy odetchnęłam z ulgą, że nie
był na mnie zły. Odwróciłam się do niego, unosząc kąciki ust i
zauważyłam, że się przebrał. Czerwona koszula w kratę i czarne
dżinsy. Standard.
- Idę –
powiedziałam zdecydowanie.
Gotowa do
wyjścia stałam w przedpokoju, czekając aż rudzielec poradzi sobie
ze swoimi butami. Gdy w końcu to nastąpiło, odwróciłam się w
kierunku drzwi, żeby je otworzyć, jednak Ed chwycił mnie za
nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Przepraszam
– szepnął, nachylając się w moją stronę.
O nie. Nie
mogło być tak łatwo. Sprawnie wyzwoliłam rękę z uścisku i
odsunęłam się od niego, przewracając przy tym oczami.
- Chyba mnie
nie zrozumiałeś – powiedziałam z uśmiechem i wyszłam z
mieszkania.
Zeszłam na
dół, gdzie jeszcze dobrą chwilę musiałam czekać na rudzielca.
Gdy w końcu do mnie dołączył, jak gdyby nigdy nic złapał moją
dłoń i bez słowa ruszyliśmy przed siebie.
Stuart nie
mieszkał daleko. Po niecałych dziesięciu minutach byliśmy na
miejscu. Kolejny amator ostatnich piętr w kamienicach. Na szczęście
w tej była winda. Wjechaliśmy na górę, po czym Ed bez pukania
wszedł do mieszkania, a ja za nim.
- Stu! -
krzyknął rudzielec, gdy staliśmy w bardzo dużym jasnobrązowym
przedpokoju.
Przyklejona do
jego pleców rozglądałam się dookoła. Po lewej stronie znajdowały
się dwie małe szafki, natomiast po prawej duża szafa i wieszaki na
ubrania, obok których było otwarte wejście najprawdopodobniej do
salonu. Właśnie stamtąd wyszedł gruby, prawie łysy mężczyzna,
którego do tej pory znałam tylko ze zdjęć.
- Fajnie, że
jesteście – uśmiechnął się szeroko i wyciągnął w moją
stronę rękę. - Stuart.
- Nina –
przedstawiłam się, ściskając jego dłoń i unosząc kąciki ust.
- Miło cię
poznać. Wchodźcie do środka – gestem ręki zaprosił w kierunku
salonu, ale Ed nie czekał na to i już wcześniej zniknął wewnątrz
pokoju.
Z ociąganiem
ściągnęłam buty i kurtkę i dołączyłam do mężczyzn, którzy
zdążyli zacząć już wesołą rozmowę. Salon połączony był z
kuchnią, a utrzymany głównie w brązach wyglądał bardzo
przytulnie. Na samym środku stała kanapa, a naprzeciwko niej był
kominek, od którego biło przyjemne ciepło. Na sofie oczywiście w
najlepsze rozłożony leżał rudzielec. Gdy zobaczył, że weszłam,
natychmiast ściągnął nogi na podłogę, robiąc mi miejsce obok
siebie. Jak zwykle nie czułam się pewnie w nowym miejscu, dlatego
ostrożnie usiadłam z brzegu i uśmiechałam się nerwowo,
przysłuchując się rozmowie i co jakiś czas odpowiadając na
zadawane mi pytania.
W pewnym
momencie z kuchni rozległo się piszczenie. Stu natychmiast poderwał
się z kanapy.
- Czas coś
zjeść – powiedział, podchodząc do piekarnika.
Popatrzyłam na
Eda, któremu nie trzeba było dwa razy powtarzać informacji o
jedzeniu. Od razu podniósł się z miejsca i usiadł przy stole,
wpatrując się niecierpliwie w mężczyznę. Zrobiłam to samo co
on, a po chwili dołączył do nas także Stu, przynosząc pełne
talerze. Nie miałam pojęcia co jadłam, ale nie przeszkadzało mi
to, bo obiad był pyszny. Poza tym rozluźniłam się nieco, gdy
Stuart opowiadał historie z życia rudzielca. Śmialiśmy się
wszyscy, chociaż Ed początkowo udawał, że jest zły. W czasie
tych opowieści zdążyłam wypić trzy szklanki soku, co w końcu
dało o sobie znać.
- Muszę do
łazienki – powiedziałam półgłosem, odsuwając krzesło od
stołu.
- Tutaj obok –
Stu wskazał mi kierunek palcem.
Uśmiechnęłam
się w podziękowaniu i wyszłam.
**
Obserwuję jak
Nina wychodzi z pokoju i gdy tylko znika mi z pola widzenia, odwracam
się do Stu.
- Fajna,
prawda? - mówię z uśmiechem.
- Bardzo fajna
– jego mina wskazuje na co innego. - Zbyt fajna.
Patrzę na
niego nierozumiejącym wzrokiem.
- W jakim
sensie? - pytam, unosząc brew.
- Dobrze wiesz
w jakim. Szkoda mi tej dziewczyny.
Dalej go nie
rozumiem.
- Możesz
jaśniej?
- Ed, nie
udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Zbyt dobrze cie znam.
No dobra,
rzeczywiście rozumiem go świetnie, ale nie mogę mu tego pokazać.
- Nie wiem –
idę w zaparte.
- Nie wmówisz
mi, że masz w stosunku do niej całkowicie czyste zamiary i spędzasz
z nią czas tylko dlatego, że ją lubisz.
Cholera, co ja
mam mu powiedzieć. Bardzo lubię Ninę i lubię spędzać z nią
czas, ale Stu ma w pewnym sensie rację. Dobra, nie ma sensu się
wypierać. On i tak wszystko o mnie wie.
- Przecież
wiesz – wzruszam ramionami.
- No właśnie
wiem i to mnie martwi. Nie jesteś taki. Masz dziewczynę, nie
zapominaj o tym.
Przewracam
oczami. O tym nie da się tak łatwo zapomnieć.
- Przecież
kilka pocałunków to jeszcze nie zdrada – mówię niby obojętnie.
- A ty
przecież nie myślisz o niczym więcej. Oczywiście – ironia w
jego głosie jest aż nazbyt wyczuwalna. - Nawet nie zdajesz sobie
sprawy jak Nina będzie przez ciebie cierpiała.
- Ona i tak
wyjeżdża.
- A ty
myślisz, że jak wróci do Polski to tak po prostu zapomni o tym co
się tu stało?
- Nie. Myślę,
że nie mam zamiaru jej skrzywdzić – lekko podnoszę ton głosu.
Ta rozmowa
zaczyna mnie irytować. Wiem co robię i wiem, że muszę być
delikatny.
- Skrzywdzisz
ją samym tym, że uważasz ją za łatwy cel.
- Ten cel nie
jest taki łatwy, jak mi się wydawało – mówię półgłosem na
wspomnienie dzisiejszych wydarzeń.
Kątem oka
zauważam, jak Stu z dezaprobatą kręci głową.
- Ty jesteś
dorosły i masz duże doświadczenie we wszystkich kwestiach, ale ona
nie.
Kolejna rzecz,
o której nie musi mi przypominać. Doskonale wiem, że Nina jest ode
mnie młodsza i to całkiem sporo, ale nie przeszkadza mi to. Jej
najwyraźniej też nie.
- Dobra, może
już skończymy – głową dyskretnie wskazuję zbliżającą się
dziewczynę.
- Ja cię
tylko ostrzegam, a ty i tak zrobisz co chcesz. Już tak masz – Stu
dodaje cicho i uśmiecha się do mnie bezradnie.
**
- Piwo się
skończyło. Czas wracać do domu – Ed śmiejąc się pomachał
drugą już pustą butelką i odstawił ją na podłogę obok
poprzedniej.
Doskonały
humor dopisywał nie tylko jemu. Siedzieliśmy na kanapie, zwijając
się ze śmiechu. Zaczęło się od zabawnych historii z życia, a
skończyło na oglądaniu najgłupszych zdjęć i filmików z
udziałem Eda i Stu. Pewnie gdyby nie to, że moje oczy nie
produkowały nadmiernej ilości łez, płakałabym ze śmiechu.
Naprawdę nie spodziewałam się, że będę się tak dobrze bawiła
w ich towarzystwie. Nie wiedziałam nawet, która jest godzina,
chociaż praktycznie cały czas trzymałam telefon w dłoni. Dopiero
gdy Ed podniósł się z kanapy i skierował się w stronę
przedpokoju, spojrzałam na zegarek, który wskazywał 20:27. Miałam
jeszcze dużo czasu. Spokojnie dołączyłam do ubierającego się
rudzielca i również zaczęłam zakładać na siebie kurtkę i buty.
- Może was
odwiozę? - zaproponował Stuart, gdy byliśmy już gotowi do
wyjścia.
Spojrzałam na
Eda, chcąc przekazać mu wzrokiem, że wolałabym się przejść,
ale jego oczy nie powędrowały w moją stronę.
- Nie, dzięki.
Przejdziemy się – odpowiedział zgodnie z moją wolą.
- Jak chcecie
– mężczyzna rozłożył ręce. - W takim razie do zobaczenia i Ed
pamiętaj o czym rozmawialiśmy – ostatnie słowa wypowiedział
ciszej.
Gdy już się
pożegnaliśmy i wyszliśmy na ulicę, włączyła się moja
ciekawska natura.
- O czym
rozmawialiście? - spytałam, patrząc na lekko chwiejącego się
rudzielca. Z całą pewnością mogłam stwierdzić, że miał słabą
głowę.
- O tobie.
- Jak to o
mnie?
- Normalnie.
Stu stwierdził, że jesteś najfajniejszą siedemnastolatką jaką
zna, a ja się z nim zgadzam w trzystu procentach – mówiąc to,
spojrzał na mnie i uniósł kąciki ust.
Szybko
odwróciłam wzrok, czując, że się rumienię. Uśmiechnęłam się
do siebie. Czy to znaczyło, że nie byłam dla niego tylko tanią
rozrywką, czy po prostu tak dobrze grał? Próbowałam odpowiedzieć
sobie na to pytanie prawie całą drogę do domu, którą
pokonywaliśmy w całkowitym milczeniu przerywanym tylko kolejnymi
potknięciami Eda. Po półgodzinie rozważań i obserwacji rudzielca
doszłam do wniosku, że to nie możliwe, żeby udawał, skoro po
dwóch piwach nie umiał nawet iść zupełnie prosto.
Gdy
zatrzymaliśmy się pod domem, obróciłam się do mężczyzny twarzą
z nieschodzącym z niej od dłuższego czasu szerokim uśmiechem.
- Jesteś
najfajniejszym dwudziestoczterolatkiem jakiego znam – powiedziałam
cicho, a Ed w odpowiedzi uniósł wysoko kąciki ust.
Staliśmy w
ciepłym świetle latarni ulicznej w zupełnej ciszy. Wiedziałam, że
brakuje jeszcze tylko jednej rzeczy, żeby w pełni wykorzystać ten
nastrój. Przybliżyłam się do mężczyzny i objęłam go mocno, po
czym pocałowałam go delikatnie, co oczywiście odwzajemnił. Tak,
teraz już było idealnie.
~~~~~~~~~~
Co będę pisać. Po prostu czytajcie i komentujcie :)
No i co ja mam powiedzieć? Jesteś genialna! ❤ czekam na następny rozdział ❤
OdpowiedzUsuńNo i co ja mam powiedzieć? Jesteś genialna! ❤ czekam na następny rozdział ❤
OdpowiedzUsuń