- A ty dalej tu
siedzisz?
Nie byłam
pewna czy pytanie zostało skierowane do mnie, więc otworzyłam
jedno oko i zobaczyłam stojącego naprzeciwko mnie Jake'a.
- Jak widać –
wzruszyłam ramionami. - Gdzie Ed?
- Siedzi
pijany na schodach i nie wie czy może wejść.
- Może –
odparłam wspaniałomyślnie i na przemian zamykałam i otwierałam
raz prawe raz lewe oko.
- To mu powiem
– Jake wyszedł z kuchni, a po chwili wszedł do niej Ed.
- Wytłumaczysz
mi o co się wściekłaś? - złapał się rękami za biodra, ale nie
mógł w ten sposób ustać prosto, więc szybko podparł się o
lodówkę, obok której siedziałam.
Wywołało to u
mnie atak śmiechu pogłębiony przez alkohol płynący w moich
żyłach.
- Nie –
pokręciłam głową, wciąż się śmiejąc.
Mężczyzna
rzucił mi pytające spojrzenie, unosząc przy tym jedną brew do
góry.
- Chcę wracać
do domu – zsunęłam się ze stołka co nie było dobrą decyzją,
bo momentalnie straciłam równowagę.
- Teraz? -
spytał, trzymając mój łokieć.
- Tak –
tupnęłam nogą niczym małe dziecko.
- Nie ma
takiej opcji. Nie odwiozę cię.
- Nie musisz.
Daj mi telefon.
Bez słowa
sprzeciwu wysunął z kieszeni iPhone'a.
- Nie twój.
Mój – popukałam się w czoło i chwiejnym krokiem ruszyłam w
kierunku hallu, gdzie wisiała moja kurtka.
Po drodze
minęła mnie grupka ludzi, wśród których rozpoznałam znajomego
bruneta.
- Matt! -
krzyknęłam, skupiając na sobie spojrzenia.
- Co się
stało? - mężczyzna podszedł do mnie.
- Piłeś?
- Tak.
- To pa –
dałam mu buziaka w policzek i kontynuowałam podróż ku komórce.
Gdy
przecisnęłam się przez osoby, które tak samo jak ja postanowiły
zakończyć zabawę i znalazłam swoją kurtkę, wyciągnęłam z
kieszeni płaski przedmiot. Trzymając go w lewej dłoni, prawą
usiłowałam ściągnąć buty, które w obecnej sytuacji stały się
nadzwyczaj niewygodne.
- Do kogo
chcesz dzwonić? - dopiero teraz zauważyłam, że Ed cały czas mi
towarzyszył.
- Jeździ tu
jakiś autobus? - zignorowałam jego pytanie.
- Z tego co
wiem nocny nie.
- Trudno. A
taksówka?
- Nie masz
pieniędzy.
- Racja. Gdzie
jest toaleta?
Przerażenie w
oczach rudzielca bardzo mnie rozśmieszyło. Bez słowa chwycił mnie
za rękę i pociągnął wzdłuż korytarza. Otworzył brązowe drzwi
i wepchnął mnie do środka.
- Może ci
pomóc? - spytał, gdy stałam boso na zimnych kafelkach.
Na imprezach to
przeważnie ja byłam pogotowiem ratunkowym trzymającym włosy.
Pierwszy raz ktoś chciał pomagać mnie, ale mój wytrzymały
organizm tego nie potrzebował.
- Dziękuję,
poradzę sobie. Możesz zaczekać na zewnątrz – uśmiechnęłam
się miło i dużym nakładem sił wypchnęłam go za drzwi, które
zamknęłam na klucz.
Odblokowałam
ekran komórki i z listy kontaktów wybrałam ELLIE. Po kilku
sygnałach usłyszałam zachrypnięty, zaspany głos.
- Czego
chcesz?
- Śpisz?
- Nie, skąd
taki pomysł, przecież jest dopiero... czekaj... dwadzieścia po
pierwszej.
- Przyjedź po
mnie.
- Gdzie?!
- No tutaj.
Adres wyślę ci SMS-em.
- Chyba
zwariowałaś.
- Jeszcze nie,
ale zwariuję, jeśli zostanę tu dłużej. No proszę cię, przyjedź
– użyłam najbardziej błagalnego tonu, na jaki było mnie stać.
- Zapomniałaś,
że chwilowo mój samochód nie jest sprawny?
- Zapomniałam.
A nie możesz pożyczyć auta mamy?
- A co ja jej
powiem, jak będę zabierać kluczyki?
- Powiesz, że
jedziesz ratować swoją najlepszą koleżankę. Po prostu wymyśl
coś i zabierz mnie stąd.
- Dobrze już
dobrze. Wyślij mi adres – Ellie zgodziła się z ciężkim
westchnieniem.
- Dziękuję,
jesteś najlepsza! - krzyknęłam szczęśliwa i się rozłączyłam.
Szybko
napisałam wiadomość i poprawiwszy opadające na oczy kosmyki
włosów, wyszłam z łazienki.
- Wszystko w
porządku? - z podłogi poderwał się zupełnie blady Ed.
- W jak
najlepszym – odpowiedziałam mu z szerokim uśmiechem. - Mamy dla
siebie jeszcze godzinę. Co robimy?
- Może
wyjdziemy do ogrodu, bo...
- Tak, mi też
tu trochę słabo – dokończyłam za niego, widząc jak rudzielec
zsuwa się po ścianie.
Złapałam go
za rękę, a on poprowadził mnie do tylnego wyjścia. Od progu owiał
nas kojący, chłodny wiatr. Nie czułam zimna, ale odruchowo
skuliłam odkryte ramiona.
- Możemy
usiąść? - głos Eda był tak słaby, iż myślałam, że zaraz
zemdleje i będę musiała go ratować.
- Jasne –
odpowiedziałam, ściskając mocniej jego gorącą dłoń.
Przeszliśmy
kamienną alejką oświetloną małymi lampkami i otoczoną
przeróżnymi krzakami. Na końcu ścieżki stała drewniana
ławeczka, obok której rosły róże. Gdyby nie okoliczności
uznałabym, że to bardzo romantyczne miejsce, ale pijany i prawie
mdlejący Ed odbierał sytuacji urok. Mężczyzna od razu opadł na
ławkę, a ja usiadłam przy nim. Rozejrzałam się dookoła, jak to
miałam w zwyczaju. Z tej perspektywy ogród wyglądał bardzo
tajemniczo. Nieznane mi rośliny wypełniały każdy zakątek, a
pojedyncze światełka uzupełniały fantastyczny nastrój. Mój
towarzysz w tym czasie wykonał serię głębokich oddechów
połączonych ze schylaniem głowy do kolan i prostowaniem się. Gdy
po kilku minutach jego samopoczucie minimalnie się poprawiło,
usiadł normalnie i przetarł czoło wierzchem dłoni. Myślałam, że
kto jak kto, ale on potrafi radzić sobie z negatywnym wpływem
alkoholu, a tymczasem to ja trzymałam się lepiej, mimo że moje
policzki i uszy cały czas płonęły, a kolejne fale gorąca bez
przerwy do nich napływały. W mojej głowie natomiast kłębiło się
tysiąc myśli naraz i czułam, że zaraz oszaleję. Wstałam z
ławki, nie mogąc usiedzieć na miejscu i zaczęłam dreptać po
wilgotnej trawie. Przez następne dwadzieścia minut nie odezwaliśmy
się do siebie nawet słowem. Ed wydawał z siebie tylko bolesne
westchnienia, a ja, spacerując, przeglądałam posty i zdjęcia na
Facebooku, Twitterze, Instagramie i Snapchacie. W życiu moich
przyjaciół z Polski tyle się działo, podczas gdy ja spędzałam
piątkowy wieczór na najnudniejszej imprezie w moim życiu i nawet
nie miałam ochoty się tym chwalić.
- Masz
dziewczynę, prawda? - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Może jego
związek nie był najlepszym tematem, ale musiałam po prostu
przerwać panującą między nami ciszę.
- Skąd wiesz?
- zadał pytanie jakby spadł z księżyca.
- Śledzę cię
na każdym możliwym portalu. Ciężko nie zauważyć.
- No tak –
westchnął ciężko.
- Gdzie ona
jest? - na trzeźwo pewnie nie zadawałabym pytań tego typu.
- Kto?
- Nie rób z
siebie idioty większego niż jesteś. Odpowiedz.
- Wyjechała.
- Dokąd?
- Do Stanów.
Konkretnie na staż do Nowego Jorku.
- Kiedy wraca?
- Jeśli nie
przedłużą jej kontraktu to na początku czerwca.
- A jeśli
przedłużą? - rzucałam pytaniami jak policjant na przesłuchaniu,
ale Ed nie protestował.
- Wtedy albo
tam zostanie, albo wróci stęskniona. Tego jeszcze nie wiem.
Zdziwiło mnie
z jaką łatwością przychodzi mi słuchanie o tym, a jemu mówienie.
Sama nie wiedziałam dlaczego to tak bardzo mnie interesuje, ale
brnęłam dalej w coraz trudniejsze pytania.
- Kochasz ją?
Ciszę jaka
zapanowała psuła tylko niewyraźna muzyka dobiegająca z wnętrza
domu.
- Ja... Nie
wiem co mam ci powiedzieć – wyjąkał po dłuższej chwili.
- Najlepiej
prawdę – wzruszyłam ramionami, nie przestając krążyć po
trawie.
Ed westchnął
głośno i w oznace zdenerwowania drapał się prawą ręką po
czole.
- Prawda jest
taka, że ostatnio nam się nie układa. Cały czas się kłócimy,
nawet gdy dzwoni. Coraz częściej zastanawiam się czy to ma sens –
moje koncerty, jej praca.
- Z Niną też
tak było?
- Rozmawiała
z tobą, wiedziałem – powiedział jakby do siebie.
- Spokojnie,
była zbyt pijana, bym cokolwiek zrozumiała. Zatem?
- Podobnie,
ale wtedy byłem inny, młodszy i głupszy.
- Dlaczego to
zrobiłeś?
- Co? - w jego
głosie dało się wyczuć nutę zmęczenia tymi pytaniami.
- Dlaczego
mnie pocałowałeś?
Już drugi raz
w ciągu kilku minut zapanowała niezręczna cisza spowodowana moim
pytaniem. Chyba mam do tego talent.
- Bo wypiłaś
sok, który będzie mi potrzebny rano – próbował się zaśmiać,
ale mu nie wyszło.
- Nie żartuj.
Pytam serio.
- A ja ci
serio odpowiadam.
Zatrzymałam
się, stając naprzeciwko Eda.
- Masz
dziewczynę, a pod jej nieobecność całujesz inną. Czy to w
porządku?
- Życie nie
jest w porządku.
Przewróciłam
oczami i skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej,
przenosząc jednocześnie ciężar ciała na lewą nogę.
- Wciąż nie
odpowiedziałeś na pytanie.
- A po co
chcesz wiedzieć? Nie podobało ci się? - wstał z ławki, przez co
znalazł się bardzo blisko mnie.
- Podobało,
ale...
- No właśnie
– szepnął mi do ucha i położył palec na ustach.
Jego twarz
przysuwała się do mojej coraz bardziej. Uczucia ogarniające mnie w
tej chwili nie były zmieszane. One były zmiksowane. Chwilę
wcześniej mówił mi o swojej dziewczynie, a teraz miałam się z
nim całować? Nie wiem jak u niego, ale w moim świecie to nie było
fair. Odsunęłam się od mężczyzny, czując jak moje serce zaczyna
niebezpiecznie przyspieszać. Telefon, który cały czas trzymałam w
dłoni, zaczął wibrować. Ellie nawet nie wiedziała, jak byłam
jej wdzięczna, że ratuje mnie z tej dziwnej sytuacji.
- Muszę iść
– z ulgą pomachałam komórką przed twarzą Eda i odwróciłam
się, kierując kroki w stronę domu.
- Odprowadzę
cię – usłyszałam za plecami głos rudzielca.
- Nie musisz.
Trafię – krzyknęłam, nie patrząc nie niego.
Szybko
przecisnęłam się przez wypełnione ludźmi wnętrza domu i weszłam
do hallu. Na nogi wsunęłam buty, a na ramiona niedbale zarzuciłam
kurtkę. Planowałam po prostu wyjść, nie mówiąc nic nikomu, bo
zresztą po co, ale Ed mnie dogonił i złapał za rękę.
- Chyba jednak
muszę cię odprowadzić – po ustach przemknął mu uśmiech
zwycięstwa. - Zostawiłaś w moim aucie torbę.
Rzeczywiście.
Nie sądziłam, że będzie mi potrzebna i położyłam ją na
skórzanym siedzeniu.
- Daj mi
kluczyki – wyciągnęłam rękę w stronę mężczyzny.
- Po co?
- Na zewnątrz
jest moja koleżanka i jeśli cię zobaczy, zacznie zadawać pytania.
- Mało mnie
to obchodzi – wzruszył ramionami i złapał klamkę, którą
otworzył drzwi.
Chciałam
jeszcze coś powiedzieć, ale Ed jednym ruchem wypchnął mnie na
dwór i zatrzasnął za sobą wejście do domu. Bez słowa szłam za
nim, rozglądając się w poszukiwaniu blondynki i jej samochodu.
Nagle rozległo się trąbienie. Kilkanaście metrów przede mną
stała czerwona Toyota, w której Ellie energicznie do mnie machała.
Wzięłam od Eda torbę, którą właśnie wyciągnął z wnętrza
czarnego pojazdu i dałam mu buziaka na pożegnanie. Najszybciej jak
mogłam pokonałam dystans dzielący mnie od koleżanki i wsiadłam
do auta.
- Dziękuję,
że mnie stąd zabierasz – powiedziałam na powitanie i cmoknęłam
ją w policzek.
Ellie nie
poruszyła się nawet w najmniejszym stopniu. Wpatrywała się w
jeden punkt znajdujący się za przednią szybą.
- Coś się
stało? - spytałam z niepokojem, mierząc ją wzrokiem.
Rozczochrane
włosy i szare spodnie od piżamy świadczyły o tym, że została
wyrwana ze snu. Dłonie miała mocno zaciśnięte na kierownicy, a
oddech prawie całkowicie ustał. Nie uzyskawszy odpowiedzi,
podążyłam wzrokiem za jej nieruchomymi oczami, które zatrzymały
się na siedzącym na masce samochodu Edzie. Był skulony i wyglądał
co najmniej żałośnie. Westchnęłam głośno, opierając głowę o
zagłówek. Ellie, nie odrywając wzroku od rudzielca, szturchnęła
mnie łokciem i zapytała
- To naprawdę
on czy to wszystko mi się śni?
Jej głos był
cichy i bynajmniej nie wyrażał zachwytu, szczęścia czy
jakiejkolwiek odmiany ekscytacji. Zdziwiło mnie to trochę,
zważywszy na reakcję jej organizmu, ale uznałam to za mało ważny
element i obojętnie odpowiedziałam.
- Tak, to Ed
Sheeran. Możemy już jechać? Źle się czuję.
Dopiero teraz
poczułam ból żołądka połączony z mdłościami i ogarniającą
mnie coraz bardziej senność.
- On na pewno
czuje się gorzej, ale fakt, wyglądasz okropnie.
Ellie, mówiąc
to ruszyła gwałtownie, a ja poleciałam do przodu, co tylko
pogorszyło moje samopoczucie. Stwierdziłam, że jeśli cała droga
ma tak wyglądać, to bezpieczniej będzie zapiąć pasy i tak też
zrobiłam. Kilkanaście minut jechałyśmy w całkowitej ciszy, ale
gdy tylko blondynka wyszła z pierwszej fazy szoku, zaczęła
rozmowę, której tak bardzo chciałam uniknąć.
- Na żywo
jest jeszcze brzydszy niż na zdjęciach – stwierdziła z grymasem
na twarzy.
Gwałtownie
obróciłam głowę w jej stronę, otwierając usta, by coś
powiedzieć, ale Ellie nie dała mi dojść do słowa.
- Czy możesz
mi wytłumaczyć to co zobaczyłam?
Dlaczego
dzisiaj wszyscy chcieli, żebym im coś tłumaczyła? Pokręciłam
głową, podpierając się pięścią.
- Nie dzisiaj
to jutro. I tak mi wszystko opowiesz, bo ja nie jestem w stanie tego
zrozumieć – podniosła ton głosu.
Dziwiło mnie
jej zachowanie, więc walcząc z opadającymi powiekami, postanowiłam
zejść na bezpieczniejszy temat.
- Co w końcu
powiedziałaś mamie? - zapytałam cicho.
- Nic i
lepiej, żeby się nie dowiedziała. O siódmej wychodzi do pracy,
więc jeśli będziemy cicho nie zorientuje się, że u mnie jesteś.
- Będziemy,
obiecuję – szepnęłam ostatkami sił, czując narastający ból
każdej części ciała.
*
I wanna be
drunk when I wake up
On the
right side of the wrong bed
Nad uchem
usłyszałam doskonale mi znany tekst piosenki. Wydałam z siebie jęk
niezadowolenia, zakrywając sobie uszy rękami i naciągając na
głowę czerwony koc. Jednak uporczywe dźwięki przebijały się
przez pluszowy materiał oraz szczeliny palców i drażniły moją
obolałą głowę. Niechętnie otworzyłam oczy. Nade mną stała
Ellie z moim telefonem w dłoni.
- Ta piosenka
chyba idealnie pasuje do twojego stanu. Główka boli? Ciekawe
dlaczego – powiedziała ironicznie, trochę zbyt głośno.
- Daj mi
spokój – odpowiedziałam szeptem, leniwie siadając na miękkim
materacu ogromnego łóżka.
Blondynka
pokręciła głową i przewróciła oczami, rzucając mi na kolana
komórkę. Jednym palcem wyłączyłam wciąż grającą muzykę.
- Wyłączasz?
Myślałam, że go uwielbiasz. Wspólne spotkania, impreza, ponad
setka jego piosenek na telefonie.
- Która
godzina? - zapytałam, ignorując jej uszczypliwą uwagę i opadając
bezwładnie na prześcieradło.
- Przecież
przed chwilą sprawdziłaś.
Uniosłam ręce
w bezradnym geście i czekałam na odpowiedź, wpatrując się w
twarz Ellie, która spojrzała na tarczę czerwonego zegarka
zapiętego na jej lewym nadgarstku.
- Jest... pięć
po dziesiątej – usłyszałam wysoki ton głosu.
Jak oparzona
zerwałam się z łóżka i zgarnęłam z podłogi sukienkę leżącą
pod moimi stopami. Pulsujący ból głowy nie dawał o sobie
zapomnieć, ale nie mogłam zwieść Lucy i Paula, dlatego w jednej
chwili stałam w łazience, obmywając rozpaloną twarz zimną wodą.
Jedną ręką chwyciłam zielony ręcznik i wytarłam mokrą buzię,
podnosząc wzrok, który zatrzymał się na żałosnym odbiciu w
lustrze. Przekrwione, podkrążone i rozmazane oczy otaczały
rozczochrane i odstające we wszystkie strony włosy. Z ramion
zwisała rozciągnięta koszulka ze śladami po dawnym nadruku.
Skrzywiłam się, widząc to i związałam włosy w coś co miało
przypominać kitkę. Zrzuciłam z siebie legginsy i T-shirt, i
ubrałam wczorajszą sukienkę. W dalszym ciągu wyglądałam źle,
ale już nie tragicznie. Szybko starłam jeszcze z policzka resztki
rozmazanego tuszu i wróciłam do pokoju.
- Idę –
powiedziałam do zakładającej czarne dżinsy Ellie.
- Poczekaj
chwilę, odprowadzę cię – odpowiedziała zapinając guziki.
- Ale ja muszę
JUŻ iść – wzrokiem szukałam swojej torby.
- A ja nie
wypuszczę cię w tym stanie samej z domu. Daj mi moment i idziemy.
Westchnęłam i
przeszłam przez cały pokój, by wziąć torbę leżącą po drugiej
stronie łóżka.
- Gotowa! -
krzyknęła blondynka po pięciu minutach i wyszłyśmy z domu.
Ostre promienie
słońca niespotykane często w tym mieście irytowały moje oczy.
Akurat dzisiaj byłabym wdzięczna pogodzie za odrobinę
wyrozumiałości i zasłonięcie nieba chmurami, ale jak na złość
nie było nawet najmniejszego obłoczka. Na szczęście dom Ellie był
blisko przystanku, na którym nie musiałyśmy nawet długo czekać.
Po dwóch minutach zajęłyśmy miejsca w czerwonym autobusie.
Zapatrzyłam się w okno, obserwując znudzonych wycieczką uczniów
jednej ze szkół. Mierzyłam właśnie wzrokiem wyraźnie smutną i
samotną dziewczynę idącą na końcu grupy, gdy koleżanka mocno
mnie szturchnęła.
- Wczoraj nie
byłaś w stanie ze mną rozmawiać, ale ja już dłużej nie
wytrzymam.
Popatrzyłam na
nią nieobecnym wzrokiem, udając, że nie wiem o czym mówi, ale
Ellie nawet na moment nie przerwała swojej wypowiedzi.
- Nie będę
ci kazała opowiadać o tym jak się poznaliście i co robicie jak
jesteście sami, bo w tej chwili mnie to nie interesuje, chociaż
ogólnie to na pewno bardzo ciekawe. Mam tylko jedno pytanie.
Naprawdę jesteś taka głupia czy tylko udajesz?
Pisanie tego rozdziału zajęło mi tydzień dłużej niż zwykle, ale za trzy dni egzaminy, dlatego specjalne pozdrowienia dla wszystkich trzecioklasistów. Chciałam też podziękować Kasi i Ani, które starały się mi pomóc, gdy zabrakło pomysłu. Ale szczególnie dziękuję za wszystkie miłe komentarze, zarówno tutaj jak i na Facebooku. Dzięki nim jestem szczęśliwa, bo wiem, że to co robię ma jakikolwiek sens :) A co do rozdziału to piszcie jak Wam się podoba, bo przyznam się, że było ciężko.
Genialne? TO jest dopiero GENIALNE <3
OdpowiedzUsuńdziękiii :*